Sport.pl

Kubica na Rajdzie Sardynii

Robert Kubica od piątku do niedzieli śledził na Sardynii Rajd Wloch. - Jestem tu jako kibic - mówi. Rajd wygrał Marcus Gronholm. Fin objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
Jeszcze w czwartek zawodnik BMW Sauber odbywał jazdy testowe. Gdy dowiedział się, że weekend ma wolny, wsiadł w samolot i przyleciał z dziewczyną na Sardynię. Monaco gdzie mieszka to rzut beretem, ale Kubica jak tylko mógł zawsze starał się oglądać rajdy. - Jestem tu jako kibic i doceniam wszystkich tych, którzy przyjeźdżają i wystają na OS-ach. Rozumiem ich. Komu kibicuję? Wszystkim - mówi kierowca BMW Sauber.

Dwaj kierowcy z Krakowa

Kubica obejrzał z bliska kilka odcinków specjalnych. Wychwytywał detale jazdy najlepszych rajdowych kierowców świata. Nie krył podziwu dla trzykrotnego mistrza świata Sebastiana Loeba, który hamuje przed nawrotami wcześniej niż inni, a mimo to wygrywa OS-y, nieraz z kilkunastoma sekundami przewagi. Jest też ktoś, którego Polak starał się wesprzeć swoją obecnością na trasie.

Kiedy w niedzielę do mety w Porto Cervo zjeżdzał Michał Kościuszko, startujący w JRC (Junior Rally Championship, wyścigu dla zawodników do 28 lat prowadzących samochody przednionapędowe o pojemności silnika 1600), serdecznie się z nim wyściskał. Dzień wcześniej zawitał do jego strefy serwisowej. Odwiedził go również na zeszłorocznym rajdzie Katalonii. To inny powód wizyt na rajdach. - Jesteśmy kolegami. Obaj pochodzimy z Krakowa. Ponadto mało jest w Polsce kierowców rajdowych w tak wielkich imprezach - mówi Kubica.

Można znaleźć kilka podobieństw między oboma kierowcami. Obaj niemal rówieśnicy (Kościuszko jest o rok młodszy od Kubicy), których rodzice zaraz po odkryciu samochodowych pasji chłopców starali się pomagać je rozwinąć. Obaj przeszli przez karting, z tym że Kubica wyjechał za granicę. Kościuszko pozostał w Polsce, mimo propozycji startów w Niemczech i Szwajcarii. Za namową ojca Jana "Naczelnika" Kościuszki - byłego kierowcy rajdowego - postawił na rajdy. Jest dziś dwukrotnym mistrzem Polski w wyścigach 1600. W 2004 roku Polski Związek Motorowy uznał go za Talent Roku.

Po raz drugi startuje w JRC. Rajd Sardynii był dla niego drugą eliminacją. Tak jak w Portugalii nie zdobył punktów. Nie pozwoliła mu na to awaria za awarią samochodu - renault clio, szykowanego przez czeską ekipę TRT - podczas dwóch pierwszych dni imprezy. W niedzielę mógł jeździć na swoim poziomie, bez niepokoju o to czy znowu coś się nie zepsuje, ale dało mu to tylko 12. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Loeb wypadł z trasy

- Wymagająca dla kierowcy i samochodu. Drogi kryją wiele zasadzek i niebezpiecznych miejsc - mówił wycieńczony Kościuszko po wyjściu z samochodu o sardyńskiej trasie. O trudności szutrów przekonywali się nie tylko juniorzy, ale i mistrzowie. Sebastian Loeb już pierwszego dnia po trzech pierwszych OS-ach był czwarty. Gdy podjechał wtedy do parku serwisowego, nie widać było po nim stresu. Poszedł do namiotu citroena zjeść spokojnie lunch. Dziennikarzom z całego świata powiedział, że nie ma powodu do niepokoju. W rajdowym światku uważany jest za kierowcę-cyborga, zaprogramowanego doskonale jak jego citroen C4.

W tym czasie jego mechanicy zwijali się jak w ukropie. Chwilę po zdjęciu opon płachta pod samochodem zamieniła się w piaskownicę. Największą uciążliwością rozgrywanego na północy Sardynii rajdu Włoch są drogi i temperatura. Płyn chłodzący często przekracza 120 stopni. Na trasie pełno kamieni, które tylko czekają na to, jaką szkodę wyrządzić samochodom. Każdy błąd kosztuje w najlepszym wypadku stracone sekundy...

Loeb odrobił straty z początku rajdu jeszcze w piątek, po sobotnim etapie miał 30 s przewagi nad Gronholmem. - To nie oznaczało wcale, że mogę jechać spacerkiem. To nawet gorsza dla mnie sytuacja. Kiedy się kogoś goni, zawsze jedzie się na 100 procent - mówi. Na pierwszym niedzielnym odcinku Loeb znalazł się w rowie. Wpadł do niego tuż po zjeździe z "hopki". Wcześniej zahaczył tyłem samochodu o drogę, Uszkodzony został - prawdopodobnie przez kamień - układ kierowniczy. - To moja wina. W pewnym momencie źle oceniłem szybkość. Opis trasy był zbyt optymistyczny. - wyznał Francuz, który stracił na rzecz Gronholma prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

Kubica przed Monte Carlo

Następny rajd WRC w Grecji, JRC w Finlandii, a Grand Prix Formuly 1 w Monte Carlo już w niedzielę. - Nasz weekend w Monaco zaczynamy w środę. Tory uliczne lubię. Zawsze dobrze sobie na nich radziłem. Inne grupy jednak mocno pracują i może się okazać, że nagle jakaś nieznana ekipa wyskoczy wysoko - mówi Kubica na Sardynii rozpoznawany przez kibiców z całej Europy.

Jakie znaczenia ma to, że zna dobrze uliczki Monte Carlo? Tam przecież mieszka on i jego menadżer. - Większość kierowców tam mieszka i zna ten teren. Nic nad nimi w tedn sposób nie zyskuję. To nie są rajdy, gdzie liczy się znajomość dróg. W Formule 1 cała znajomość trasy po dwóch wyścigach idzie z dymem - mówi Kubica.