Tydzień w lidze koszykarzy: Pan Ryszard

Prokom czwarty raz z rzędu został mistrzem Polski. Trudno mówić o monopolu, bo zwłaszcza w tym sezonie Prokom był mocno podgryzany, ale jest pewne, że sopocian niełatwo będzie zrzucić z tronu przez kilka najbliższych lat.
Za tym wszystkim stoi człowiek, który na co dzień popala cygara w biurze w warszawskim hotelu Marriott.

To Ryszard Krauze, właściciel firmy Prokom i paru innych. Bajecznie bogaty, właściciel pól naftowych gdzieś na wybrzeżach Morza Kaspijskiego. A także sponsor właściwie wszystkiego w polskiej koszykówce.

Krauze bowiem nie tylko utrzymuje klub z Sopotu. Uratował także od bankructwa Polski Związek Koszykówki, który wspomaga do 2009 r. sumą ponad 10 mln zł. Dzięki transakcjom z PZKosz został także... udziałowcem Polskiej Ligi Koszykówki (20 proc. akcji). Co więcej - w ostatnim sezonie firmy jemu podległe były sponsorami bankrutującej Unii Tarnów, a także... Asco-Śląsk Wrocław prowadzonego przez trenera reprezentacji Andreja Urlepa. Nie zdziwię się, jeśli do grona koszykarskich podmiotów sponsorowanych przez Krauzego dołączy beniaminek ekstraligi Górnik Wałbrzych, któremu prezesował w drodze do awansu... szef PZKosz Roman Ludwiczuk.

Zaznaczam stanowczo - wcale nie uważam, że to źle, że pan Ryszard jest wszędzie. Jeśli z tego ma płynąć powszechny dobrobyt dla polskiej koszykówki - voila! Jeśli dzięki jego milionom polska reprezentacja ma być choćby w ćwierćfinale niebywale silnie obsadzonych mistrzostw Europy w Hiszpanii już we wrześniu - proszę bardzo! W końcu to dzięki pieniądzom Krauzego kadra Andreja Urlepa będzie miała w tym sezonie bardzo dobre przygotowania, z meczami i treningami w USA, Słowenii, we Włoszech i w Turcji włącznie.

Co jednak dalej z Prokomem-Trefl? Zaczynają krążyć plotki o zainteresowaniu koszykarzami z NBA, zawodnikami zarabiającymi ponad milion euro rocznie. Szokujące, ale w zasadzie czemu nie? Pana Ryszarda stać na to, żeby zbudować naprawdę mocny zespół, a największym problemem Prokomu w ostatnich sezonach było raczej znalezienie chętnych do gry w Sopocie zawodników niż zapewnienie im wystarczającej ilości pieniędzy.

Pan Ryszard mówił już rok temu, że w trzy lata chce wejść do czwórki najlepszych klubów Europy. W pierwszym sezonie było miejsce w szesnastce, za rok ma być ósemka, plan arytmetycznie spójny. I słuszny, bo wygrane nad Turowem i Anwilem już dawno w Sopocie straciły wielki blask. Wygrane nad Panathinaikosem, Efesem Pilsen, CSKA czy Maccabi - teraz to są cele wzbudzające zainteresowanie właściciela naftowych szybów.

Nie da się jednak uciec przed tematami sportowymi. Zawodników można kupić, ale czy trener Eugeniusz Kijewski podoła? Nie twierdzę przy tym, jak chce sopocka publiczność, że to słaby trener. Po prostu wiem, że od lat w Final Four Euroligi spotykają się najczęściej ci sami szkoleniowcy. Ivković, Ivanović, Obradović, Pesić, Messina, Gershon - znani, uznani, otoczeni doświadczonymi i profesjonalnymi sztabami. Rzadko udaje się komuś z zewnątrz wedrzeć się do tego grona. Zrozumieli to w Moskwie, kiedy szukali wejścia do czołówki - i zatrudnili najpierw Ivkovicia, a później Messinę. Tymczasem w Prokomie Kijewski, który na pewno nawet sam zdaje sobie sprawę, że z tymi nazwiskami nie ma szans się porównać, otrzyma nowych asystentów. Tomas Pacesas w tej roli zadebiutuje, a Mirosław Noculak - ostatnio mój partner z Polsatu Sport - też po raz pierwszy pojawi się na tym poziomie.

Czy to wystarczy do sukcesów? Zobaczymy. W każdym razie kolejne wzmocnienia Prokomu na polską ligę mogą mieć dwojaki wpływ. Albo pozostałe kluby uznają, że nie ma co się mierzyć z kaspijsko-komputerowym potentatem i zainteresowanie rozgrywkami Dominet Bank Ekstraligi - i tak w tym sezonie słabe - spadnie jeszcze bardziej. Ale mam nadzieję, że rywale wykażą ambicję i sami również rzucą do walki większe pieniądze. Przecież stać na to mądrze zarządzane i popierane przez potentatów Turów Zgorzelec (koncern BOT) czy Anwil Włocławek (oprócz zakładów azotowych o tej nazwie być może wesprze klub także Hydrobudowa). A może dołączą inni? A może papiernia z Kwidzyna, a może dobrze zarządzany klub ze Słupska, a może wreszcie finansowo odrodzi się Śląsk Wrocław?

Oby, bo polska koszykówka - oglądana przez bardzo małe widownie telewizyjne, a na żywo przez komplety, ale w halach na zaledwie 1,5 tys. widzów - bardzo tego potrzebuje.

Zapraszam na mój blog.