Sport.pl

Być kobietą w męskim sporcie

Magazyn Forbes opublikował w ubiegłym tygodniu listę stu najważniejszych celebrities świata, w tym sportowców. Gdzieś pod jej koniec są dwie kobiety, których nazwiska Polakom nic nie mówią. To Danica Patrick (95. miejsce) i Michelle Wie (70.). Obie zarabiają miliony dolarów, obie nigdy nie wygrały poważnych zawodów i obie słynne są znane przede wszystkim z tego, że rywalizują z mężczyznami. Pierwsza startuje w wyścigach Indycar (amerykańskiej odmianie Formuły 1), a druga gra w golfa.
Amerykanie kochają sport. W setce "Forbesa", jest aż 25 atletów - z golfistą Tigerem Woodsem na czele (drugie miejsce). Kibice masowo chodzą na baseball (ponad 76 milionów widzów na trybunach w ciągu sezonu) i football amerykański (co drugi Amerykanin w - wliczając noworodki i starców - ogląda finał ligi NFL). Na lukratywne kontrakty mogą jednak liczyć generalnie tylko mężczyźni. Kobiece ligi padają jedna po drugiej jak koszykarska ABL czy piłkarska WUSA.

Liczy się tylko biust

W amerykańskiej telewizji (a jak wiadomo, jeśli nie ma cię w telewizji, to nie ma cię wcale) sport kobiecy zajmuje marginalną rolę. Według przeprowadzonych kilka lat temu badań tylko pięć procent wiadomości sportowych poświęconych jest płci pięknej. Do tego tylko kobiecy tenis traktowany jest po sportowemu (czyli kto wygrał, przegrał, zremisował), a reszta przeważnie jako dziwadła w rodzaju wyścigu na szpilkach czy meczu footballu amerykańskiego modelek.

Autorzy badań zauważyli, że jeśli już we wiadomościach sportowych pojawia się kobieta, to jest to kibicka o obfitym biuście. Na przykład relacja z tego, że jedna z fanek wbiegła na boisko z falującymi piersiami i wycałowała zawodników swojej drużyny zajęła więcej czasu niż jakakolwiek inna wiadomość o kobietach w godzinnym programie sportowym. Nic więc dziwnego, że panie Michelle i Danica, by zyskać prawdziwą sławę i pieniądze, musiały rywalizować z mężczyznami.

Cudowne dziecko z Hawajów

Wie ma zaledwie 18 lat, a już zarabia rocznie 19 mln dol. - głównie z tytułu kontraktów sponsorskich i gratyfikacji za udział w turniejach. W kobiecym sporcie tylko Maria Szarapowa dostaje więcej, no ale Rosjanka wygrywa najważniejsze turnieju w tenisie. Najlepsza golfistka świata, Szwedka Annika Sorenstam, która wygrała w swojej karierze 10 tytułów wielkoszlemowych, zarabia zaledwie połowę tego to, co urodzona na Hawajach Wie.

Michelle to cudowne dziecko. Już w wieku 12 lat zakwalifikowała się do najbardziej prestiżowego cyklu golfowych turniejów dla kobiet LPGA. W wieku 14 lat zagrała w zawodach dla mężczyzn w najbardziej cenionym zawodowym PGA Tour. Tylko jednego uderzenia zabrakło jej wtedy, aby zakwalifikować się do finałowej rozgrywki (występuje w niej sześćdziesiątka najlepszych).

Taka sztuka udała się jej tylko raz w zawodowym turnieju - w 2006 r. w zawodach SK Telecom w Korei Południowej (stąd pochodzą jej rodzice) zaliczanych do drugoligowego cyklu Asian Tour zajęła 35. miejsce. Za samo pojawienie się na polu golfowym na wyspie Yeongjongdo zainkasowała 700 tys. dol. (pula nagród turnieju wynosiła 600 tys.), czyli mniej więcej tyle, ile zarobiła w profesjonalnej karierze za sukcesy na polu golfowym. Zresztą cała dwutygodniowa podróż do Korei była dla niej niezwykle dochodowa. Podpisała kilka umów sponsorskich z miejscowymi firmami, wystąpiła w sesjach fotograficznych, brała udział w PR-owskich spotkaniach. I po dwóch tygodniach była bogatsza o 5 mln dolarów.

Szybka kobieta w szybkim samochodzie

Patrick jest biedniejsza od Wie. Po pierwsze - formuła Indycar generalnie mniej płaci swoim gwiazdom niż zarabiają golfiści. Po drugie - Patrick nie może robić kariery po dwóch stronach Oceanu Spokojnego jak Wie, która często gra w Azji i biegle mówi po koreańsku i japońsku. Danica i tak nie może narzekać na stan swojego konta. Dostaje 5 mln dol. rocznie, co jak na 25-letniego kierowcę, który przez trzy lata kariery tylko raz stanął na podium (trzy tygodnie temu zajęła 3. miejsce w wyścigu w Fort Worth w Teksasie), jest całkiem niezłym wynikiem. Zresztą Patrcik jest jednym amerykańskim kierowcą w zestawieniu "Forbesa".

Co ciekawe wcale nie jest pierwszą kobietą w Indycar. Wcześniej od niej zadebiutowała Sarah Fisher, ale to Patrick dokonała historycznego wyczynu. Była pierwszą kobietą, która prowadziła w najsłynniejszym amerykańskim wyścigu samochodowym - Indianapolis 500 (takim wyścigowym Wimbledonie). Do mety dojechała na czwartym miejscu.

To, co jeszcze łączy obie panie, to złośliwe komentarze mężczyzn. O Wie mówią: "Niech najpierw wygra coś wśród kobiet, a dopiero potem gra z nami". O Patrick brytyjski kierowca Jenson Button powiedział natomiast: - Kobieta z dużymi piersiami nie mogłaby wygodnie siedzieć w bolidzie F1. Poza tym mechanicy nie mogliby się skoncentrować na robocie.

Nie tylko one

Nie tylko Wie i Patrick próbują rywalizować w męskich rozgrywkach. Kilka lat temu było głośno o Kanadyjce Hayley Wickenheiser, która grała w trzeciej lidzie fińskiej w hokeja na lodzie. Była pierwszą kobietą, która grała w profesjonalnej lidze w tej dyscyplinie sportu. Jej debiut transmitowała kanadyjska telewizja. Wystąpiła w 23 meczach. Zdobyła dwa gole i zanotowała na swoim koncie 10 asyst. Gdy zespół awansował do drugiej ligi, grała już bardzo rzadko, postanowiła więc wrócić do Kanady.

Koleżanki Wickenheiser z reprezentacji grały z chłopakami przeważnie w juniorskich drużynach. Jedynie bramkarka Kim St-Pierre zagrała w lidze uniwersyteckiej.

W golfie pierwszą kobietą, która zagrała w cyklu PGA była niezwykle utalentowana sportowo Babe Zaharias (mistrzyni olimpijska w biegu na 80 m przez płotki i rzucie oszczepem, grała w baseball, koszykówkę i golfa). Raz zdołała się zakwalifikować do finałowej rozgrywki w Tuscon Open (zajęła 42. miejsce). W najbardziej prestiżowych zawodach golfistów próbowała swoich sił także wspomniana Sorenstam, ale bez powodzenia.

Czego piłkarkom nie wolno

W piłce nożnej na straży rozdziału płci stoi FIFA - Międzynarodowa Federacja Piłkarska. W 2005 r. drugoligowy klub z Meksyku - Celaya podpisał dwuletni kontrakt z Maribel Dominguez, najbardziej bramkostrzelną piłkarką reprezentacji kraju (strzela średnio jedną bramkę w każdym meczu). Umowa pozostała niezrealizowana, bo FIFA zaprotestowała. Celaya nie mogła wystawić zawodniczki do gry, bo to skutkowałoby walkowerem. Światowa federacja zaprotestowała również, gdy włoska Perugia chciała zatrudnić Niemkę Birgit Prinz i Szwedkę Hannah Ljungberg.

Sportsmenki na liście "Forbesa": 51. Maria Szarapowa (tenis), 69. Serena Williams (tenis), 70 Michelle Wie (golf), 83. Annika Sorenstam (golf), 95. Danica Patrick (wyścigi samochodowe).