Świerczewski w Koronie: Czuję się młodszy

- Muszę wnieść do zespołu nie polot czy młodość, ale doświadczenie, spokój i charyzmę - przekonuje Piotr Świerczewski, wielokrotny reprezentant Polski, od niedawna pomocnik Kolportera Korony Kielce
Sobotnim wyjazdowym meczem z wicemistrzem Polski PGE GKS Bełchatów (godz. 20, transmisja w Canal+) kielczanie rozpoczną trzeci sezon w ekstraklasie. Mózgiem drużyny, reżyserem gry ma być Piotr Świerczewski. To jeden z najciekawszych transferów tego lata w polskiej lidze.



Rozmowa z Piotrem Świerczewskim*

Artur Wiśniewski: Powinien Pan występować w teledysku do utworu grupy Alphaville "Forever young". Jest Pan przecież wiecznie młody.

Piotr Świerczewski: To po prostu chęć bycia sportowcem. Wiąże się z tym, że trzeba pilnować diety, a na niektóre rzeczy nie można sobie pozwalać. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, ale nie można przeginać. Mam 35 lat, ale trenuję z młodymi chłopakami i dzięki temu sam czuję się młodszy. Na szczęście omijają mnie kontuzje i stać mnie na grę na wysokim poziomie przez rok, może dwa.

Zwiedził Pan kawał Europy, a nawet zahaczył o Japonię. Jak na tle byłych klubów prezentuje się Korona?

- Różnica jest taka, jak np. pomiędzy gospodarką francuską a polską czy autostradami w tych krajach. Nie możemy porównywać się ani organizacyjnie, ani logistycznie. Tam na mecze lata się samolotami, piłkarze są inaczej traktowani, ale i mentalność kibiców się różni. Oni cieszą się nawet wtedy, jak zespół, któremu grozi spadek, utrzyma się. U nas gdy drużyna awansuje do ligi, piłkarze i działacze deklarują, że chcą osiągnąć coś więcej. Kiedy nie osiągają, to potem wszyscy kibice się obrażają. W Marsylii wiele nie osiągnąłem, ale byłem niesamowicie popularny. Kibice zaczepiali mnie, mimo że nie odnieśliśmy żadnego sukcesu.

To, że mamy fajny stadion, o niczym jeszcze nie świadczy. Nie ma przecież zaplecza. W Marsylii jest pięć sztucznych boisk oświetlanych, siłownia, basen... Po prostu bajka.

Powrót do Polski musiał być trudny.

- Po dziesięciu latach gry za granicą pojawiło się kilka propozycji, w tym z Lecha. Mówiło się, że do klubu ma wejść najbogatszy wtedy Polak Jan Kulczyk. Zaczęto budować stadion. Wydawało mi się, że będzie się coś działo. Kulczyk zaangażował jednak jakiegoś swojego człowieka do księgowości, facet się przeraził i po dwóch miesiącach uciekł. Odszedł sponsor, nie płacili pieniędzy.

W takim razie jak Korona wypada na tle polskich zespołów?

- Pamiętajmy, że ta drużyna dopiero dwa lata temu weszła do ligi. Sukcesy buduje się latami. Nawet gdyby udało nam się coś osiągnąć w tym roku, ciężko byłoby powtórzyć to w kolejnym sezonie. Zagłębie Lubin zostało mistrzem, ale teraz może mieć ciężko. Cieszę się natomiast, że jestem w drużynie z ambicjami. Kiedy zespół ich nie ma, nawet jeśli jest mocny, to nie ma sensu w nim grać.

Może być tak, że awansuje Pan z Koroną do europejskich pucharów i już w nich nie zagra.

- Taka jest kolej rzeczy. Dla mnie będzie sukcesem, jeśli z kolejnym zespołem trafię do pucharów. Gdy przychodziłem do Lecha, zespół był na przedostatnim miejscu w tabeli. Potem wygraliśmy Puchar Polski i Superpuchar. Gdy odchodziłem, byli wysoko, ale potem znów spadli w tabeli. Wydaje mi się, że moja osoba sporo pomogła temu zespołowi. Jak jest się dobrym zawodnikiem, to są oferty za dobre pieniądze. Nie musiałem szukać klubu, bo zawsze miałem propozycje. I za każdym razem walczyłem jak profesjonalista. Bez względu na to, czy wygrywałem, czy przegrywałem, na murawie zostawiałem sporo serca.

W ubiegłym roku grał Pan dla klubu, który praktycznie nie ma kibiców.

- To prawda. Sympatycy są tam bardzo rozpieszczeni, chcieliby wygrywać wszystko. Zresztą teraz wszędzie tak jest. Pieniądze były niezłe. W Grodzisku było jak w normalnym zachodnim klubie czy jak w Koronie. Wszystko regulowano na bieżąco. W Lechu do dziś mają jakieś zaległości co do mnie.

Czy analizując swą karierę, zmieniłby Pan coś w niej?

- Niczego nie żałuję, nawet jeśli popełniam błędy. Pewnych rzeczy po prostu nie da się przewidzieć. Nie żałuję też, że jestem w Kielcach. Tutaj miasto i kibice żyją piłką nożną. Dobrze by było, gdyby to szło w parze z sukcesami sportowymi. Ale nikomu nie obiecuję, że będziemy mistrzem czy zdobędziemy Puchar Polski. Po prostu postaramy się zrobić lepszy wynik. Było siódme miejsce, spróbujemy być na piątym. Jak za dwa lata będziemy na czwartym albo trzecim, to właśnie będzie nasz sukces. Popatrzmy na Polonię Warszawa. Jeszcze nie tak dawno była mistrzem kraju. Teraz gra w drugiej lidze. Nie można budować drużyny na jeden sezon.

Trenował Pan pod okiem wielu trenerów. Jaki jest Jacek Zieliński?

- Ma wizję drużyny. Chce, żebyśmy grali systemem 4-4-2 z nieco cofającym się napastnikiem. To nic nowego, prawda? Ale to nie jest problem zaskoczenia, tylko tego, żeby wszyscy zrozumieli, o co chodzi trenerowi. Kiedy zacznie to funkcjonować, przestaniemy popełniać tyle błędów.

Trener podkreślał błędy w sparingach przed sezonem.

- Popełnialiśmy ich mnóstwo, ale po to są takie mecze, żeby je wyeliminować. Wydaje mi się, że poszczególne formacje były od siebie za bardzo oddalone. Musimy funkcjonować bardziej kompaktowo, wtedy jest gra na najwyższym poziomie. Na pewno trener wyciągnie wnioski, np. jak teraz ustawić zespół, aby nie tracić głupich bramek.

To już optymalny skład Korony czy potrzebne są jeszcze wzmocnienia?

- Jest nas sporo na treningu. Obecność 24 piłkarzy mówi o tym, że aż sześciu nie siądzie w ogóle na ławce rezerwowych. Ściągając następnego piłkarza, konkurencja będzie większa, ale kolejny znajdzie się poza meczową osiemnastką. Można mówić, że przydałby się obrońca czy napastnik. Ale nie narzekajmy, zobaczymy, jak będzie.

Czego oczekiwać po Pańskiej grze?

- Nie jestem Maradoną, moje lata świetności minęły. Muszę wnieść do drużyny coś innego niż polot, młodość. Doświadczenie, spokój, charyzma - tego zespół będzie potrzebował. A z ocenami wstrzymajmy się do końca sezonu. W Grodzisku też narzekali, że nie idzie, że coś jest nie tak. A później stali w centrum miasteczka i nam klaskali.

* Piotr Świerczewski - 8 kwietnia skończył 35 lat. Wychowanek Sandecji Nowy Sącz, piłkarz m.in. GKS-u Katowice, francuskich Bastii, Saint Etienne i Olympique Marsylia, Birmingham, japońskiego Gamba Osaka, Lecha Poznań i Groclinu Grodzisk. 70-krotny reprezentant Polski, zdobywca Pucharu Intertoto (z Bastią w 1997), wicemistrz olimpijski z Barcelony (1992). Od lipca zawodnik Kolportera Korony Kielce.