Bezrobotni sportowcy uczą się biznesu

Kończą pełne sukcesów kariery i nie potrafią sobie znaleźć miejsca w życiu. Zaoszczędzone pieniądze szybko się kończą. Kibice zapominają niezwykłe rzuty, strzały, uderzenia... - Psychika jest zdruzgotana - przyznaje koszykarz Maciej Guzik.
W Katowicach odbył się nabór do finansowanego przez Unię Europejską projektu "Sportowcy na rynku pracy". Byli sportowcy będą się uczyć zarządzania, marketingu lub animacji przedsięwzięć sportowych. Dowiedzą się także, jak rozpocząć własną działalność gospodarczą. Swoimi doświadczeniami podzieli się z nimi Maciej Guzik*, niegdyś koszykarz klubów z Sosnowca, Bytomia i Katowic. On sam dzięki projektowi został doradcą zawodowym.

Wojciech Todur: Co czuje sportowiec, gdy zostaje bez pracy?

Maciej Guzik, były koszykarz: Porównałbym to do szoku pourazowego. Psychika jest zdruzgotana. Człowiek z dnia na dzień dowiaduje się, że jest niepotrzebny, bo w zespole trzeba wymienić starych na młodych. Jakiś powód zawsze się znajdzie.

Takie sytuacje dotyczą wielu osób. Dlaczego sportowców trzeba traktować w sposób szczególny?

- Dla wielu z nas sport jest jedynym sposobem na życie. By odnosić sukcesy, odkładamy na bok zawodowe ambicje, rodzinę. Koszty kariery są ogromne, a efekt bywa często marny.

Większość ludzi uważa, że sportowcy zarabiają tak wiele, że nawet jeżeli stracą pracę z dnia na dzień, to i tak mogą żyć z oszczędności.

- To mit, który dotyczy tylko wąskiej grupy najwybitniejszych sportowców. Większość z nas zarabia dużo, ale tylko na papierze. Znam wiele osób, które za pieniądze, które są im winni działacze nieuczciwych klubów, mogłyby się ustawić na całe życie. Tych pieniędzy nigdy jednak nie zobaczą.

Czy emigracja zarobkowa dotyczy także Pana kolegów z boiska?

- Wyjeżdżają tak jak wszyscy. Kończy się sezon i już szukają możliwości, jak dorobić. Mój kolega Michał Goj grał w Mickiewiczu Katowice. Wyjechał do Irlandii. Miał to szczęście, że nadal mógł grać w koszykówkę i nawet zdobył mistrzostwo tego kraju. Liga w Irlandii jest amatorska, więc treningi i mecze musiał łączyć z pracą. Takie przypadki można mnożyć.

Pan też był bezrobotny?

- Przez rok. Trochę z wyboru, bo po zakończeniu kariery postanowiłem zdobyć uprawnienia sędziego koszykarskiego.

Co dał Panu projekt "Sportowcy na rynku pracy"?

- Zyskałem nowe uprawnienia, umiejętności. No i przede wszystkim mam pracę! Zostałem w projekcie doradcą zawodowym pierwszego kontaktu. Do moich zadań należy obsługa i rozpropagowanie programu, także przygotowanie zajęć. To, że pracuję dla projektu, jest dla mnie wyróżnieniem.

Czy dużo osób interesuje się kursem?

- Tak, zorientowali się, że za projektem nie stoi jakaś firma kogucik, a zajęcia są ciekawe i bezpłatne. Na pewno nie zdołamy przyjąć wszystkich chętnych. Stąd pomysł, by pierwszeństwo miały kobiety, osoby z niższym wykształceniem i przede wszystkim bezrobotni.

Szczegółowe informacje na stronie internetowej: www.prrsportowcy.pl.

* Maciej Guzik to wychowanek Baildonu Katowice, a potem koszykarz m.in. ekstraklasowych zespołów Zagłębia Sosnowiec i Bobrów Bytom. Grał jako rzucający, albo skrzydłowy. Słynął z waleczności na boisku (bił się pod koszem, mimo "zaledwie" 190 cm wzrostu) oraz ciekawych fryzur: często golił sobie numer z koszulki z tyłu głowy.

Jeszcze półtora roku temu grał w pierwszoligowej (czyli dee facto drugoligowej) CKS Czeladź, której był kapitanem.