Sport.pl

Legenda rajdów samochodowych, Colin McRae nie żyje

Legenda rajdów samochodowych, były mistrz świata Colin McRae zginął w katastrofie helikoptera. Wśród ofiar wypadku znaleźli się również jego pięcioletni syn wraz z sześcioletniem przyjacielem
Helikopter McRae rozbił się w sobotę po południu w zalesionych okolicach Jerviswood, niedaleko domu McRae w Szkocji. Po upadku śmigłowiec stanął w płomieniach. Maszyna była tak zniszczona, że trudno byłby ustalić tożsamość na podstawie szczątków ludzkich. Wiadomo, że na pokładzie był syn Colina Johnny, dla którego ojciec był idolem, i który szykowany był do pójścia drogą Colina. Był też przyjaciel Johnny'ego, sześcioletni Ben Porcelli, oraz jeszcze jeden dorosły pasażer.

McRae sam pilotował helikopter. Agent kierowcy Jean-Eric Freudiger powiedział, że - jako licencjonowany pilot - Colin rzadko kiedy oddawał komukolwiek stery. O ile w rajdach McRae był demonem ryzyka, śmigłowcem latał ostrożnie. - Zawsze mi mówił: "Helikoptery są większe i lepsze niż ty i ja. Trzeba je odpowiednio traktować" - wspominał wieloletni pilot Szkota Nicky Grist.

W ślady ojca

Colin był synem pięciokrotnego rajdowego mistrza Wielkiej Brytanii Jimmy'ego McRae. O tym, że jest skazany na pójście w ślady ojca, wiadomo było, gdy miał zaledwie dwa lata - już wtedy ścigał się w dziecięcych samochodach na pedały.

W rajdach samochodowych zadebiutował w wieku 18 lat w ojczystej Szkocji za kierownicą Talbota Sunbeam w 1985 roku. W następnym sezonie wystartował po raz pierwszy w mistrzostwach świata, zajmując za kierownicą Vauxhalla Nova 36. miejsce. W 1988 roku został mistrzem Szkocji. W tym czasie został kwalifikowanym hydraulikiem. Trzy tytuły mistrza Wielkiej Brytanii w latach 1990-92 przesądziły jednak o jego losie.

Dwa ostatnie z tych tytułów McRae zdobył na Subaru Imprezie, którym osiągnął największe sukcesy. Agresywnym stylem jazdy przypominał swojego idola, słynnego Fina Ari Vatanena. Zawsze jeździł na granicy ryzyka. Zwycięstwo było dla niego wszystkim, więc często albo dojeżdżał na metę na pierwszym miejscu, albo nie dojeżdżał wcale. Kibice go podziwiali za widowiskowy styl. Mówiło się, że on nie jeździ, ale fruwa, czym zyskał sobie pseudonim "Latającego Szkota".

Nie dojechał do mety

Po raz pierwszy w rajdowych MŚ wystartował w 1987 roku w Szwecji. Pierwsze punkty zdobył dwa lata później w Rajdzie Nowej Zelandii, zajmując piąte miejsce na Fordzie Sierra Cosworth z napędem na tylne koła. W 1995 roku w teamie Subaru 555 zdobył tytuł rajdowego mistrza świata. Dokonał tego jako pierwszy Brytyjczyk w historii, za co Królowa Elżbieta II uhonorowała go Orderem Imperium Brytyjskiego.

W 1996, 1997 i 2001 roku zdobywał wicemistrzostwo świata. W trwającej od 1987 do 2004 roku karierze wygrał 25 rajdów z cyklu World Rally Championship. Po wycofaniu się z mistrzostw świata dwukrotnie wystartował w rajdzie Paryż - Dakar (w 2004 i 2005 roku) i w 24-godzinnym wyścigu na torze Le Mans w 2005. Ostatni raz na trasę wyjechał w 2006 roku, kiedy to zastąpił w Rajdzie Turcji kontuzjowanego Francuza Sebastiena Loeba. Nie dojechał jednak do mety. Był to jego 146. start w karierze.

Rajdy stały się jego obsesją - w 2002 roku mediami wstrząsnęła informacja, że McRae zastanawia się nad amputacją palca, który irytująco przeszkadza mu w zmianie biegów. Szkot złamał najmniejszy palec lewej ręki podczas kraksy w Rajdzie Korsyki. W następnym - Rajdzie Katalonii - wystartował z ochraniaczem, który go dekoncentrował. Wiedział zresztą, że palec nie będzie nigdy w pełni sprawny. Po burzy jaka rozpętała się na temat, czy można sportowcom pozwalać na okaleczanie się dla osiągnięcia większego sukcesu, Szkot na amputację się nie zdecydował.

Incognito w polskich górach

- Gdybym miał wskazać najcenniejsze dla mnie zwycięstwa, wymieniłbym to pierwsze w karierze w rajdzie Nowej Zelandii w 1993 roku. Na ostatnich etapach miałem tylko 20 s przewagi nad rywalami i naprawdę ciężko musiałem walczyć, żeby dowieść ją do końca. Zawsze jest lepiej wygrać rajd dzięki własnej świetniej jeździe niż z powodu awarii albo innego nieszczęścia rywala. Równie ważna była dla mnie też wygrana w Rajdzie Wielkiej Brytanii w 1995 roku. Tam walka toczyła się o tytuł mistrza świata, a mi udało się wygrać i cały rajd, i cały sezon. Mam w pamięci jednak i kilka drugich, a nawet trzecich miejsc, jeśli wywalczyłem je po ostrej, ryzykownej jeździe. Jeśli miałem świadomość, że dałem z siebie wszystko, zawsze czułem satysfakcję na mecie - opowiadał dziennikarzom swoim ciężkim szkockim akcentem w jednym z ostatnich wywiadów. Dziennikarze spoza świata angielskojęzycznego mieli olbrzymie problemy, aby go zrozumieć. Zdarzało się, że pytali go o coś, o czym już opowiedział, a do nich nie dotarło znaczenie słów.

Kilka razy spędzał - incognito - urlopy w Polsce. Jeździł z rodziną po górach, mieszkał m.in. w Krynicy Górskiej.