Dziecko bez skazy

Fabregas, choć z zewnątrz wciąż pozostaje kruchym chłopcem, od początku sprawiał wrażenie, jakby dorosły się urodził.
Zrozpaczony trener Arsene Wenger podjął jesienią 2004 roku ryzyko, bo drużynę zdziesiątkowały kontuzje i pozostał bez alternatywy. Zaufać dzieciakowi zamierzał tylko w wariancie ściśle awaryjnym, obliczonym na możliwie krótki czas, byle przetrwać najczarniejsze chwile. Owszem, słynął już wówczas jako trener brawurowo przychylny zdolnej młodzieży, a z Cesca Fabregasa w wieku 16 lat i 177 dni uczynił najmłodszego piłkarza w historii Arsenalu, ale czuł, że nie wolno mu przedobrzyć. Co innego drugorzędne rozgrywki pucharowe, w których hiszpański młokos bije sobie kolejne rekordy, a co innego cotygodniowa kotłowanina w środku pola z łobuzującymi zakapiorami w typie Roya Keane'a.

Fabregas, chyba najlepszy piłkarz tej jesieni w Europie, z boiska nie uciekł. Co więcej, kolejne stopnie wtajemniczenia osiągał bezboleśnie, choć co rusz stawał twarzą w twarz z opryszkami pokroju Tugaya, Gravesena lub Parloura, którzy rolą speców od futbolowej mokrej roboty się rozkoszowali i nigdy nie przepuszczali okazji, by pochuliganić. Hiszpana nie złamali, ten młodziutki chuderlak nie tylko przetrwał, lecz każdym kopnięciem zdradzał nieprzeciętny talent. Magicznych sztuk nie wyczyniał, co to to nie. Wzbudzał podziw spokojem, odpowiedzialnością, dojrzałością, jubilerską precyzją podań, podejmowaniem - w mgnieniu oka! - właściwych decyzji. I jeszcze nie przesądzał o zwycięstwach, jak w minioną sobotę, kiedy niemal w pojedynkę rozprawił się z Tottenhamem.

Trener Wenger w roku 2004 nie dowierzał. Chwalił juniora, by zaraz napomknąć, że nie liczy na jego wielotygodniową odporność, że młodą głowę należy eksploatować ze szczególną ostrożnością, bowiem w pewnym wieku wielkim wyzwaniom trudniej sprostać mentalnie niż fizycznie. - Nie zniszczę go, nie dam mu w tym sezonie zagrać więcej niż w dziesięciu, może dwunastu meczach - obiecywał.



Nie dotrzymał słowa. Czy raczej: hiszpański rozgrywający nie pozwolił traktować siebie jak nieopierzonego, nadwrażliwego gołowąsa, nie dał żadnego powodu, by otaczać go specjalną troską. W debiutanckim sezonie ligowym wystąpił w 43 meczach Arsenalu. W następnym uciułał 49 spotkań. W kolejnym - 54 (żaden polski piłkarz z pola, niezależnie od wieku i miejsca pracy, nie musi znosić podobnych obciążeń). Harował na najwyższych obrotach jako nastolatek, którym przestał być dopiero w maju. Aż wreszcie Wenger bez żalu i strachu sprzedał Patricka Vieirę stanowiącego filar drugiej linii dwumetrowego giganta.

Narodzin cudownych dzieci piłki naoglądaliśmy się już mnóstwo, rok w rok olśniewa nas jakiś Robinho czy inny Messi. Żadnemu nie powierzono jednak równie odpowiedzialnej misji w tak młodym wieku, żaden nie musi znosić - sezon w sezon! - obciążeń przeszło 50 meczów, żaden nastolatek nie został pasowany na przywódcę grupy mierzącej w najwyższe cele. Fabregas już tego lata usłyszał od trenera: ta drużyna jest twoja. A przecież daleko mu do gwiazdorskiego statusu wspomnianego Messiego czy Rooneya.

W dzisiejszej piłce bywa, że genialne dzieciaki błyskawicznie podbijają kibicowskie serca, ale chucha się na nie i dmucha, zezwala na chwile - czasem trwające tygodniami - słabości, trenerzy z cierpliwą wyrozumiałością wyczekują, kiedy dorosną. Fabregas, choć z zewnątrz wciąż pozostaje kruchym chłopcem, od początku sprawiał wrażenie, jakby dorosły się urodził. Zanim osiągnął pełnoletność, mówiono, że ma umysł 30-latka, wskazując tyleż na jego zdolność ogarnięcia wzrokiem całego boiska, co zdolności adaptacyjne, ciekawość świata i najzwyklejszy zdrowy rozsądek, z jakim planuje karierę.

Londyn pokochał natychmiast po przyjeździe. Nie znał ani słowa po angielsku, a już po kilku tygodniach nauki chętnie udzielał wywiadów. Rok później zabrał się do francuskiego. Ruszył w obchód po muzeach, by lepiej zrozumieć ludzi, wśród których mieszka. Nie lubi playstation, tego ukochanego gadżetu futbolistów pod każdą szerokością geograficzną, woli teatr i operę. Z klubem podpisał rekordowy w lidze angielskiej kontrakt na osiem lat, co we współczesnym futbolu jest wiecznością. Nie chciał rozpraszać się nieustającym komentowaniem plotek transferowych. Gwiazdowanie mu nie w głowie, nawet na boisku niekoniecznie rzuca się w oczy, wywołując wrażenie, jakkolwiek paradoksalnie to nie zabrzmi, charyzmatycznego skromnisia.

Tak, Fabregas to zjawisko, ideał wyśniony przez rodziców i trenerów, którzy ze zdumieniem odkrywają, że świat tkwi w błędzie, że dzieci bez skazy jednak istnieją. I to dzieci w czepku urodzone - Hiszpan marzył o finale Ligi Mistrzów z ukochaną Barceloną. Dostał go w zeszłym roku.



Arsene Wenger wypromował już mnóstwo młodych zdolnych, na transferowe megahity pieniędzy nie wydaje programowo, jego wizja pozostaje autorską i w futbolu naszych czasów osobną. Mimo niechęci do najprostszych rozwiązań utrzymuje się w europejskiej elicie, dlatego jego projekt fascynuje, nawet jeśli wokół londyńskiego klubu narosło trochę nieprawdziwych mitów - uchodzi np. za romantycznego odkrywcę talentów, tymczasem skupuje z najróżniejszych zakątków świata talenty zazwyczaj już odkryte i oficjalnie ujawnione przez obiecujące występy na juniorskich turniejach mistrzowskich.

Fabregas był takim właśnie łupem - wychowała go barcelońska szkółka La Masia, tuż po przyjeździe do Arsenalu został bohaterem mundialu 17-latków. To jednak temat na zupełnie inny felieton, tak czy owak bez odwagi i wychowawczych talentów Wengera hiszpański piłkarz (wysłannicy z Londynu ponoć rok śledzili i rejestrowali mecze pośród katalońskich brzdąców) rozwijałby się zapewne wolniej i niewykluczone, że do dziś byśmy o nim nie słyszeli. A właśnie podziwiamy sezon prawdopodobnie przełomowy. W minionym Fabregas oddawał najwięcej celnych strzałów w całej lidze angielskiej, ale do siatki zdołał piłkę wpakować dopiero w połowie sezonu. Trafiał w słupki, zmuszał do wspaniałych parad bramkarzy, mylił się o centymetry. Decydowały detale.

Tego lata Hiszpan złożył - publicznie - solenne postanowienie: będę rozstrzygał o wynikach.

I rozstrzyga. Rozstrzyga właściwie o wszystkich wynikach. Nie było meczu Arsenalu w bieżącym sezonie, w którym nie strzeliłby gola, nie podarował decydującej asysty partnerowi lub nie został uznany bohaterem wieczoru.



Trener Wenger proszony kiedyś przez brytyjskich dziennikarzy, by spróbował fenomen swego wychowanka opisać, przywołał postać ikony hokeja na lodzie Wayne'a Gretzky'ego. Amerykańscy analitycy przeprowadzili ponoć w latach 80. eksperyment - zaprosili kilku uznanych trenerów, włączyli wideo z meczami NHL, po czym zatrzymywali obraz, kiedy tylko krążek docierał do kija kanadyjskiego geniusza. Wtedy padało pytanie: "Jakie zagranie byłoby waszym zdaniem w tym momencie idealnym z punktu widzenia drużyny?". Właściciele najtęższych trenerskich głów przeprowadzali szybkie konsultacje i wybierali idealny wariant. Taśma znów szła w ruch i Gretzky... podejmował tę samą decyzję, którą doradziłaby mu elita ekspertów.

Tyle że on nie miał czasu rozmyślać. Koncept, który trenerscy mędrcy wydeliberowali w pocie czoła, przez mózgowe zwoje Gretzky'ego musiał przemknąć wystarczająco szybko, by komunikat zdążył jeszcze dotrzeć do mięśni odpowiedzialnych za ruch kija.

Słowem, Fabregas zapracował na piękne porównanie. Pozostaje pytanie, czy wybiega na boisku tyle, ile na lodzie wyjeździł Gretzky.

Młodość Arsenalu

4


piłkarzy powyżej 27. roku życia ma w 25-osobowej kadrze na Ligę Mistrzów Arsenal - Gilberto Silvę, Williama Gallasa oraz bramkarzy Lehmanna i Almunię.

Zobacz także
  • Arcydzieło prawie gratis

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia Kraków 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa