Sport.pl

Jazda to nie wszystko - Formuła 1 od kuchni

Na rozegranym przed kilkoma tygodniami GP Włoch jeszcze raz okazało się, że sprawny bolid i dobrze dysponowany kierowca to za mało, by wygrać wyścig Formuły 1. Przekonał się o tym Robert Kubica, który w wyniku drobnego błędu spędził w pit-stopie kilka sekund dłużej od rywali, co uniemożliwiło mu walkę o najwyższe lokaty.
Startujący do Grand Prix Włoch z 6. pola Robert Kubica poradził sobie z atakującym na pierwszym zakręcie Heikkim Kovalainenem (Renault). Kiedy jednak Polak zjechał na swój pierwszy pit-stop, jego bolid spadł z podnośnika i mechanicy musieli podnieść pojazd, by wymienić przednie koła. Na domiar złego podnośnika nie udało się od razu wyciągnąć spod samochodu. Uciekły kolejne cenne sekundy. Ostatecznie Kubica spędził w depo aż 17,5 sekundy, co spowodowało jego spadek na 11. pozycję. - Nie zatrzymałem się prosto na stanowisku serwisowym i to sporo mnie kosztowało - tłumaczy całe zamieszanie Kubica.

Pogoń za rywalami i sprawny drugi pit-stop ponownie przesunęły kierowcę teamu BMW Sauber do czołówki, a 8 okrążeń przed metą Robert Kubica odważnie zaatakował Nico Rosberga (Williams-Toyota) i ostatecznie ukończył wyścig na 5. miejscu. A mogło być jeszcze lepiej. Nasz jedynak w F1 marzył o powtórce z ubiegłego roku, kiedy na torze Monza stanął na podium - po raz pierwszy i dotąd jedyny.

Pod okiem Schumachera

Amerykański ekonomista, inżynier i wynalazca Frederick Winslow Taylor poważnie by się zdziwił, gdyby dane mu było obejrzeć choć jeden wyścig Formuły 1. Chyba nigdzie tak jak w pracy mechaników obsługujących bolidy nie zrealizował się pełniej jego pomysł usprawniania ludzkiej pracy. Pit-stop: żadnego zbędnego gestu, szybkość i precyzja - oto ucieleśnienie idei Taylora, które choć odnosiły się do fabryk z początku XX wieku, uzyskały idealną postać sto lat później w wyścigowych boksach. Zasada jest prosta: skomplikowane czynności dzielimy na jak najprostsze i wszystko robimy na akord. Nikogo nie stać na pomyłki. Dzięki temu współczesne wyścigi wygrywa się nie tylko na torze.

W światku F1 mówi się, że tayloryzm do pit-stopów wprowadził Michael Schumacher. Wcześniej nikomu specjalnie się nie spieszyło. Kierowcy mieli czas na łyk wody czy wymianę opinii z inżynierami. Dziś pneumatyczne pistolety do odkręcania kół i superszybkie pompy tankujące paliwo sprawiły, że pit-stop zajmuje zaledwie kilka sekund - bardzo cennych sekund, które decydują o zwycięstwie lub przegranej. Legenda głosi, że Schumacher przywiązywał ogromną wagę do współpracy z mechanikami. Wciąż szukał usprawnień, nowych rozwiązań. Doprowadziło to do stworzenia supersprawnej i superszybkiej ekipy serwisowej - najpierw w teamie Benetton, a potem w Ferrari. Wkrótce tym śladem podążyły inne zespoły z czołówki, a serwis w boksie, czyli pit-stop, stał się jednym z najbardziej emocjonujących momentów wyścigu.

Balet mechaników

Gdy tylko zawodnik pojawia się na stanowisku, rozpoczyna się niesamowity popis precyzji i szybkości w wykonaniu mechaników.

Po wjechaniu na stanowisko bolid staje na podnośnikach. Błyskawicznie otacza go ekipa specjalistów wyglądających niczym grupa astronautów przygotowujących się do naprawy promu kosmicznego - ognioodporne kombinezony, kaski, aparaty tlenowe. Podczas tankowania nie można wykluczyć pożaru. Na wyglądzie jednak analogia się kończy. W gestach tych ludzi nie ma nic z powolnego tańca mieszkańców stacji kosmicznej. Na pit-stopie przede wszystkim liczy się szybkość.

Mechanicy uzbrojeni w klucze pneumatyczne przystępują do zmiany kół. Cztery zespoły - w skład każdego wchodzą trzy osoby - potrzebują na to mniej więcej 3,5 sekundy. W tym samym czasie tankuje się paliwo. Błyskawicznie, z prędkością 12 litrów na sekundę, przez specjalny wąż, za którego obsługę odpowiadają kolejne trzy osoby.

Czasem niektóre elementy bolidu wymagają dodatkowej regulacji. Najczęściej zmieniane są ustawienia przedniego skrzydła - trzeba dostosować je do nowych opon. W pit-stopie można też dokonać drobnych napraw - wymiana przedniego spojlera trwa zaledwie kilkanaście sekund.

Na koniec specjalnie przeszkoleni tylko do tej czynności członkowie teamu przecierają wizjer kasku kierowcy, oczyszczają wloty powietrza do chłodnic. Gotów? Start! Machnięcie lizaka sygnalizuje, że można wrócić na tor.

Kwestia czasu

Załoga pit-stopu to około 20 mechaników. I choć w czasie wyścigu nie mają zbyt wielu okazji do zademonstrowania swego kunsztu, przygotowują się do tego przez długie, żmudne godziny. Przed każdym wyścigiem ćwiczą na sucho, po kilkaset razy powtarzając poszczególne czynności. Wszystko po to, aby pit-stop trwał jak najkrócej.

A ile trwa? Decydującym czynnikiem nie jest wcale prędkość ludzi, lecz ilość tankowanego paliwa. Od tego zależy, czy postój w boksie zajmie 7 czy 10 sekund. A są to często sekundy decydujące o losach wyścigu. Pitstop potrafi pogrzebać szanse najlepszego kierowcy.

Najczęstsze problemy? Odkręcenie zaworu węża tankującego, zdjęcie nakrętek kół albo - jak w przypadku Kubicy na Monzy - podnośnik. - Cały pit-stop to jeden wielki krytyczny moment - podsumowuje pracę w boksie Sam Michael, inżynier zespołu Williams, zapytany o najważniejszy, krytyczny moment pit-stopu.

Dlatego, myśląc o tym, co składa się na sukces w F1, poza talentem kierowcy i samochodem wspomnijmy też czasem o rzeszy bezimiennych serwisantów, którzy za kulisami wyścigu toczą heroiczny wyścig z czasem.