Sport.pl

Kto mistrzem świata F1? Hamilton, Alonso czy Raikkonen?

Jutro Wielki Finał zwariowanego sezonu Formuły 1. Lewis Hamilton, Fernando Alonso i Kimi Räikkönen ścigają się w Grand Prix Brazylii o tytuł mistrza świata
Wczoraj przed południem na Interlagos górą byli kierowcy Ferrari - Räikkönen i Massa. Obydwa czerwone samochody wyjeżdżały dopiero na ostatni kwadrans treningu, który odbywał się na mokrym od deszczu torze. Prowadzący w klasyfikacji generalnej Hamilton osiągnął piąty czas, a Alonso w ogóle nie wyjechał na tor, uznając, że przy tak zmiennej pogodzie to nie ma sensu. Podobnie uznali kierowcy BMW Sauber: jeżdżący w nowym kasku Robert Kubica i Nick Heidfeld.

Drugi trening wygrał Hamilton przed Alonso i Massą. Kubica był szósty.

Matematycznych rozwiązań zagadki "kto zdobędzie tytuł" jest wiele. Najważniejsze - jeśli w niedzielnym wyścigu Hamilton wygra lub przyjedzie na metę drugi, zdobędzie tytuł; Alonso wywalczy go, jeśli zwycięży, a Hamilton, jego kolega z zespołu McLarena, będzie najwyżej trzeci; Räikkönen zostanie mistrzem, gdy wygra, a Hamilton przyjedzie najwyżej szósty, zaś Alonso najwyżej trzeci.

Różnice w prawdopodobieństwie zajścia tych zdarzeń są mniej więcej równe: Räikkönen wygrywał w tym sezonie najczęściej z całej trójki, w tym ostatni wyścig w Szanghaju, więc może zwyciężyć i tym razem; Hamilton w Grand Prix Chin nie dojechał do mety, więc i teraz nie powinien być pewny samochodu na 100 proc., Alonso równie dobrze może być w Brazylii pierwszy, co drugi lub trzeci. W tym sezonie wygrywał cztery razy, cztery razy był też drugi i trzykrotnie trzeci.

Rozpatrując dalej, sytuacja staje się bardziej zagmatwana, bo trzeci w klasyfikacji Räikkönen zachowuje szansę na ostateczny triumf, nawet jeśli przyjedzie na metę niedzielnego wyścigu drugi. A jeśli do wyścigu włączy się zapomniany trochę w ogólnym rozgardiaszu końcówki sezonu Felipe Massa, probabilistyczny chaos jeszcze się zwiększa. Główne zadanie Massy to pomóc Räikkönenowi w walce o tytuł, ale zwycięstwo Brazylijczyka wcale nie jest wykluczone, o ile nie będzie walczył o nie ze swoim kolegą z zespołu. Massa w zeszłym roku wygrał na torze Interlagos - był to pierwszy triumf gospodarza od 1993 roku, gdy w pasjonującym, deszczowym wyścigu wygrał Ayrton Senna. Dlaczego więc Felipe nie miałby wygrać i tym razem, po raz czwarty w tym sezonie?

Przedstawienie szans matematycznych jest skomplikowane, a co dopiero, gdy zniuansować rywalizację o różnice w wytrzymywaniu presji przez debiutanta Hamiltona, zimnokrwistego Räikkönena lub Alonso, który w podobnej sytuacji był już w zeszłym roku i jej się oparł. A miał za przeciwnika nie byle kogo, bo Michaela Schumachera, siedmiokrotnego mistrza świata.

Wpływ na wyścig może mieć zabójcza rywalizacja Alonso i Hamiltona. Hiszpan nie bez podstaw podejrzewa angielski zespół o faworyzowanie młodego brytyjskiego gwiazdora. Jedyną osobą, jakiej ufa, jest hiszpański fizjoterapeuta. Nawet szef zespołu Ron Dennis mówi, że stosunki z Hiszpanem są "raczej chłodne".

Sytuację komplikują także różnice technologiczne, jak choćby taka, że w samochodzie Alonso będzie silnik, który ma już za sobą pełny weekend wyścigowy, zaś Räikkönen i Hamilton - zgodnie z przepisami - w swoich zamontują nowe. Jest to ważne o tyle, że po Grand Prix Brazylii nie ma już żadnego wyścigu i mechanicy Brytyjczyka i Fina nie muszą oszczędzać silników na kolejny wyścig. Mogą je wyżyłować do ostatka. I z pewnością to zrobią - co oznacza, że bolidy Räikkönena i Hamiltona mogą mieć znaczącą przewagę mocy nad mclarenem Alonso.

No i tor. W Brazylii często pada, co może spowodować dodatkowe komplikacje. Nie wspominając o zwykłym szczęściu.

O przygodach Nigela Mansella z 1986 roku - jechał po tytuł w ostatnim wyścigu, ale eksplodowała opona i tytuł stracił - przypomina prasa na całym świecie. Ale w 1965 roku było jeszcze bardziej dramatycznie. Podczas ostatniego w sezonie GP Meksyku też o tytuł walczyło trzech kierowców. Lider - Graham Hill - musiał zdobyć punkt, aby być mistrzem. John Surtees miałby tytuł, gdyby na metę przyjechał drugi, pod warunkiem że Hill nie zdobyłby punktu wcale.

Na początku ostatniego okrążenia wyścigu w Mexico City Hill był 11. po kolizji z kolegą Surteesa z zespołu Ferrari Lorenzo Bandinim. Ale Surtees był dopiero czwarty.

W połowie tego okrążenia prowadzącemu w Grand Prix Jimowi Clarkowi (który byłby mistrzem, gdyby dojechał do mety na tym miejscu) wybuchł silnik. Surteesa przepuścił Bandini i tym sposobem Brytyjczyk zdobył tytuł.

Kto zostanie mistrzem świata?