Sport.pl

Fruwając pod koszem: Żywot Bryanta

On chce odejść. Oni zgadzają się, by odszedł. Więc zostanie.
Zaczyna się nowy sezon NBA i zaczynamy - jak zwykle - od Kobe Bryanta. Mamy świadomość, że w NBA dzieją się też inne rzeczy (sensacyjny transfer Kevina Garnetta do Bostonu; sędziowski skandal z ustawianiem meczów; operacja Nowej Nadziei ligi Grega Odena; dziarskie początki Marcina Gortata w Orlando; przegrany proces o molestowanie seksualne menedżera Knicks, Isiaha Thomasa; nie wspominając już o brawurowych występach właściciela Mavericks Marka Cubana w "Tańcu z Gwiazdami")... ale co poradzić. Przecież nie co dzień handluje się największą gwiazdą ligi.

Przypomnijmy: po rozstaniu z Shaqiem, w 2004 roku Kobe podpisał nowy kontrakt z Lakersami. Miało być ciężko, ale do przodu; nowa młoda drużyna już po dwóch-trzech latach miała wrócić na szczyty NBA.

Ciężko, owszem, było. Progresu nie widać. Najlepszy strzelec NBA utknął na dobre w miernej drużynie, której nawet trenerski kunszt Phila Jacksona wiele nie pomógł. Po ostatnim sezonie, zakończonym znów porażką w pierwszej rundzie play offów, Bryant ogłosił publicznie, że ma dość frustracji, niespełnionych obietnic, i że domaga się, by Lakers czym prędzej go gdzieś sprzedali.

Eksperci byli dość zgodni w przewidywaniach dalszego rozwoju wypadków. Lakersi mieli przełknąć policzek, utulić swą gwiazdę, a latem stanąć na głowie i dokonać wzmocnień, które zadowoliłby Kobego.

Tymczasem lato minęło w Los Angeles niemrawo. Co prawda szefowie klubu starali się pozyskać i Kevina Garnetta, i Jermaine'a O'Neala, ale w pierwszym przypadku przebił ich Boston, a w drugim przeszkodą okazała się zaporowa cena. Jesienią więc Kobe powtórzył prośbę o transfer, a swej determinacji dowiódł nie przychodząc na kilka treningów.

W październiku odezwał się właściciel Lakers, Jerry Buss. Nie namawiał już Bryanta do wycofania żądań, nie prosił o czas na zmiany. Dość sucho oświadczył że "to jest biznes", nie można dać się zaślepić lojalnością, i że Lakers rozejrzą się za partnerami do transferu.

Stało się. On chce odejść, oni dają mu wolną rękę, więc...

więc Kobe Bryant najpewniej zostanie w Los Angeles. Może przez kilka miesięcy, a może nawet do końca sezonu.

Krążą wprawdzie po serwisach internetowych egzotyczne propozycje wymian (Kobe w trójstronnym dealu z Chicago i Sacramento za... Bena Wallace'a i Rona Artesta), ale poważnych rozmów chyba nie ma. Potencjalni kupcy, by zapobiec plotkom i niesnaskom we własnych drużynach, deklarują że wcale się o Kobego nie starają. Na przykład Mark Cuban: "Nie rozmawialiśmy z Lakers. To [deal Kobego do Dallas] się nie zdarzy."

A przecież Kobe byłby nieziemskim wzmocnieniem dla każdego zespołu NBA. Więc w czym problem?

Po pierwsze - w prawie weta. Bryant jako jedyny gracz w całej NBA może zablokować swój transfer. Co prawda w maju twierdził, że gotów jest grać choćby na Plutonie, ale gdy przyszło co do czego, okazało się że "Pluton" według Kobego to nieco inna planeta niż ta, o której uczyliśmy się w szkole. Kobe pójdzie wszędzie, pod warunkiem, że tam gdzie pójdzie, będzie fajnie, będzie niezła ekipa i szanse na mistrzostwo.

Klub zabiegający o Bryanta musiałby więc zadowolić i Lakers, i samego Kobego. Musiałby najpierw zaoferować Lakersom super-atrakcyjny pakiet typu "młode gwiazdy i wybory w drafcie" a potem - pomimo pozbycia się tychże gwiazd, mieć nadal silną ekipę, która mogłaby wspierać Bryanta.

Takich mocarzy w NBA nie ma. Najbliżej są chyba Chicago Bulls, z ich czeredką walecznych młodziaków. Ale rozmowy sklęsły, bo Lakers domagali się w ewentualnej wymianie skrzydłowego Luola Denga - a wtedy Kobe oznajmił, że jeśli Denga w Chicago nie będzie, to on się tam z pewnością nie wybiera.

Wszyscy więc czekają: Lakersi - na super ofertę; potencjalni nabywcy - na obniżkę ceny; Kobe - na to, że jego agent coś wyczaruje.

Jeśli atmosfera w Lakers stanie się nie do zniesienia, szefowie klubu mogą spuścić z tonu i oddać Bryanta za pół darmo (tak jak Sixers oddali Iversona a Wolves - Garnetta). Ale na razie nie mają powodu: Kobe fuka i narzeka, ale na parkiecie wciąż jest najjaśniejszą gwiazdą. Wciąż sprzedaje bilety. W pierwszym meczu sezonu, wybuczany przez kibiców LA, rzucił 45 punktów. W czwartej kwarcie sala skandowała już "Kobe, Kobe" i "MVP".

"Myślę, że nic tu się nie kończy" - powiedział Phil Jackson. - "Czy rzeczy kończą się tylko dlatego, że mija dzień?"

Kronika towarzyska

Dennis Rodman poinformował dziennikarzy, że bardzo chciałby zostać trenerem w WNBA. Życzymy powodzenia, też byśmy chcieli, szanse chyba mamy podobne.

Podczas wtorkowego meczu Utah - Golden State miało miejsce kilkunastosekundowe trzęsienie ziemi. Na linii rzutów wolnych stał akurat Andris Biedrins, który trafia osobiste z shaqową skutecznością, 46%. Tym razem trafił dwukrotnie.

Charlotte Bobcats powinni zatrudnić Eda Palubinskasa, tego który kiedyś uczył Shaqa rzucać wolne. W pierwszym meczu - z Milwaukee - Gerald Wallace trafił 2 z 5 wolnych, Jason Richardson - 2 z 6 a Emeka Okafor - 3 z 13. "Shaq to przy nas Reggie Miller" - przyznał rezerwowy Derek Anderson.

Na 7 sekund przed końcem tego meczu Bucks rozgrywali ostatnią akcję, przegrywając różnicą trzech punktów. Piłka trafiła do Mo Williamsa, który zamiast rzucać za trzy, przedarł się przez obrońców, wpadł pod kosz i na 0,6 sek. przed końcem zakończył akcję efektownym rzutem kelnerskim. Za dwa punkty. "Mówiłem co mają zrobić ale musiało nastąpić jakieś przekłamanie w tłumaczeniu" - tłumaczył potem trener Bucks, Larry Krystkowiak.

Denver Nuggets zawiesili JR Smitha na trzy mecze za "zachowanie szkodliwe dla wizerunku klubu". Smith wdał się w awanturę w klubie - opluł swoją partnerkę, uderzył ją i zdarł z niej sukienkę. Przyznał potem, że to błąd.

Miami Heat wciąż czekają na powrót do drużyny Dwyane'a Wade'a a Pat Riley już się boi o ewentualną kontuzję Shaqa: "Modlę się, żeby był w stanie zagrać 70 meczów. Nawet poszedłbym na taki układ: jeśli będzie zdrowy przez 70 meczów, pozwolę mu opuścić 12 - te 12, które będzie chciał".

Ciekawostki

W nowym sezonie już dwa razy udało się trafić do kosza zza połowy boiska. Rzuty Damiena Wilkinsa i Chrisa Bosha można zobaczyć na naszym blogu: supergigant.blox.pl .

Tegoroczny sezon jest 20. kolejnym sezonem Miami Heat, 50-tym Detroit Pistons i 60-tym Los Angeles Lakers. Ciekawe, prawda?

Tako rzecze Shaq

"To bardzo ważny mecz. Budzisz się następnego dnia i widzisz, że jest 1-0 a nie 0-1. Zawsze wolisz mieć 1-0 i być na pierwszym miejscu w tabeli, niż zaczynać od ostatniego miejsca." - o pierwszym meczu w sezonie. Póki co, Heat mają bilans 0-2.

Niezłe numery

16 niecelnych rzutów za 3 punkty oddali koszykarze Washington Wizards w meczu z Bostonem. To rekord NBA. Jeśli chodzi o trójki, to w Wizards bryluje na razie facet z okładki NBA Live 08, Gilbert Arenas, który w pierwszych trzech meczach sezonu (wszystkie przegrane) trafił jedną z siedemnastu trójek .

Złota myśl

"Przez ostatnie kilka tygodni wszyscy do mnie wydzwaniają i pytają czy przechodzę do Los Angeles. Mówią, że mają mnie wymienić na Kobego. Owszem, mogą mnie sprzedać, ale tym którzy mieliby mnie kupić przypominam, że wkrótce kończy mi się kontrakt. A zatem - przyjaciele, którzy chcecie, żebym grał w Lakers, jeśli kupiliście już NBA LIVE'08, to możecie mnie tam wybrać w opcji fantasy. W przeciwnym razie szybko to nie nastąpi." - Gilbert Arenas.