Fruwając pod koszem: Kryzys wieku średniego

- Dwyane Wade wciąż nie jest gotów. Powinienem był kazać mu zrobić tę operację w lutym - mówi trener Miami Heat, Pat Riley. Ma rację.
Miami Heat przegrali pierwsze pięć meczów sezonu zasadniczego. Wcześniej przegrali wszystkie siedem meczów w preseason. Jeszcze wcześniej - cztery mecze play-off, z Chicago Bulls. I dwa mecze na koniec ubiegłorocznego sezonu. Bilans jest dosyć okrutny. Mistrzowie NBA sprzed półtora roku przegrali osiemnaście meczów z rzędu.

A jako że do niepowodzeń na boisku dołożyły się problemy prywatne - Shaquille O'Neal złożył pozew o rozwód (poszło o pieniądze), a Wade jest ze swoją żoną w separacji - atmosfera w Miami jest fatalna.

Niepowodzenia Heat najłatwiej zwalić na karb nieobecności Wade'a. Numer jeden niedawnych mistrzów NBA w lutym doznał kontuzji ramienia, ale - po namyśle - zdecydował się odłożyć operację na lato, żeby wiosną podjąć jeszcze próbę obrony tytułu. Jak to się skończyło - pamiętamy. Dwyane'owi latem zoperowano nie tylko ramię, ale i kolano, wznowił już treningi i pewnie lada chwila powróci do składu, ale nikt nie wie, ile czasu zajmie mu dojście do dawnej dyspozycji.

Pod nieobecność Wade'a Heat straszą bezradnością w decydujących momentach, najbardziej bolesną wtedy, gdy inne rzeczy jednak im się udają. Tak było w końcówce spotkania z Phoenix; meczu w którym Heat prawie przez cały czas prowadzili - do momentu kiedy odpowiedzialność za wynik przejął Steve Nash. Rozgrywający Phoenix zdobył w ciągu ostatnich czterech minut 11 punktów z rzędu - gdy zabrakło Wade'a, żaden zawodnik Miami nie był w stanie przerwać jego serii choćby jednym celnym rzutem.

Entuzjastów zakładających, że po powrocie Wade'a wszystko będzie cacy, czeka chyba srogi zawód. Drugim problemem Miami - dodajmy, dość dużym - jest przecież O'Neal. A ten nie odmłodnieje z dnia na dzień. 35 lat to wiek jak na centra jeszcze znośny, ale po Shaqu, którego styl gry bazował zawsze na powiązaniu wielkiej siły z szybkością, widać latka bardziej niż po innych wielkich centrach w przeszłości. O'Neal ma notoryczne problemy z faulami (16 przewinień w trzech pierwszych meczach), mało zbiera (tylko trzy zbiórki w pół godziny podczas meczu z San Antonio), mało zdobywa punktów (dziewięć w meczu z Detroit, osiem z Indianą). I tylko jedno się nie zmieniło - nadal fatalnie wykonuje rzuty wolne. Naprawdę przykro się na niego patrzy.

Shaq powtarza stare zaklęcia: - Nadal jestem najgorszym skurczybykiem na świecie. Owszem, starzeję się, ale Kareem też się starzał. Hakeem się starzał. Nie potrzebuję waszego szacunku, Ziemianie - Jakby chciał przekonać samego siebie, że wciąż jeszcze potrafi.

Cóż, cuda się zdarzają - jeszcze w zeszłym roku, pod nieobecność Wade'a, Shaqowi zdarzało się wziąć na siebie ciężar gry i mieć serie znakomitych meczów - ale schyłek Miami jest chyba nieuchronny.

To zresztą nigdy nie był zespół budowany z myślą o "przyszłości" i wieloletniej dominacji. Drużyna oparta o wielkiego centra u kresu kariery, jedną młodą gwiazdę i kilku głodnych sukcesu weteranów miała dwa, trzy lata na sięgnięcie szczytu. Raz (w 2006) się udało. Raz (w 2005) było blisko. W zeszłym sezonie zmęczenie, lata i kontuzje wzięły już górę. Teraz trzeba zapłacić rachunki. Bez żółtodziobów wyszperanych w drafcie, bez młodej, ale zaprawionej w bojach kadry, bez swobody płacowej, z gigantycznym kontraktem starzejącego się Shaqa - Miami ma marne szanse na szybką odbudowę.

Ale czy to znaczy, że nie było warto?

Kronika towarzyska

Ile kosztuje rodzinna wycieczka na mecz NBA? Według ogłoszonego właśnie raportu - średnio 282 dolary. Na tę sumę składają się następujące koszty: cztery bilety w przeciętnych cenach, dwa małe piwa, cztery małe napoje, cztery hot-dogi (niepowiększone), parking na jeden samochód, dwa programy meczowe i dwie najtańsze czapki. Najdrożej taka wyprawa kosztowałaby w Los Angeles - 453 dolary.

Stephen Jackson z Golden State zrobił sobie nowy tatuaż. Malowidło zajmuje pół brzucha i przedstawia złożone w modlitwie ręce trzymające pistolet, na tle kościelnego okna. Tatuaż ma przypominać Jacksonowi mającemu na koncie kilka niebezpiecznych strzelanin, by codziennie modlił się i już nigdy nie sięgnął po broń. Fajnie byłoby, gdyby podobną technikę przyjęli politycy - na przykład Andrzej Lepper mógłby wytatuować sobie na brzuchu jakąś ślicznotkę w kuszącej pozie; a Aleksander Kwaśniewski - mapę Filipin.

Gilbert Arenas zwycięzcą Weblog Awards! Wygrał w kategorii "Celebrity Blog" wyprzedzając o włos Wila Wheatona, gwiazdę serialu "Star Trek: następne pokolenie".

Michael Jordan grał z synem Jeffreyem w kosza (1 na 1) i przegrał. Podobno bardzo to przeżywa.

Ciekawostki

Boston Celtics rozpoczęli sezon od 5 zwycięstw po raz pierwszy od 20 lat. Wówczas grali tam Larry Bird, Kevin McHale i Robert Parish.

Kiedy Pat Ewing miał 35 lat, zdobywał średnio 21 punktów i 10 zbiórek. Hakeem Olajuwon: 19 i 9,6. Kareem Abdul Jabbar: 22 i 7,5. Wilt Chamberlain: 15 i 21. Robert Parish: 18,6 i 12,5. Po pięciu tegorocznych meczach Shaq ma średnio 15 i 7 zbiórek. Ciekawe, prawda?

Tako rzecze Shaq

- Wyglądam teraz jak człowiek z gór. Nazywajcie mnie Wielki Rzezimieszek - o swojej brodzie, którą zresztą w międzyczasie zdążył już przyciąć.

Złota myśl

"Uch... trudne pytanie" - Yao Ming o tym, czy Shaq wciąż jest wielki.

Niezłe numery

200 milionów ludzi, czyli ponaddwukrotnie więcej niż finały Super Bowl, oglądało podobno mecz pomiędzy Houston Rockets i Milwaukee Bucks. Naprzeciw siebie stanęło dwóch centrów - Yao Ming i Yi Jianlian, a mecz transmitowało 19 chińskich stacji telewizyjnych. Yao zdobył 28 punktów i 10 zbiórek, Yi - 19 i dziewięć. Mecz wygrali Rockets 104:88.

10 lat minęło jak jeden dzień...

W listopadzie 1997 r. zaczął się sezon NBA, który dla nas do dziś jest najbardziej dramatycznym, niezapomnianym i w ogóle. Z tej okazji będziemy co pewien czas wracać do wydarzeń sprzed dekady.

1997 był ciekawym rokiem. Naukowcy sklonowali owcę Dolly. Na ekranach kin triumfował zdobywca 11 Oscarów - "Titanic". Światek bokserski wciąż jeszcze nie mógł się otrząsnąć po czerwcowej walce Tyson - Holyfield zakończonej odgryzieniem ucha. W muzyce rok 1997 był rokiem debiutów - zaczynały Shakira, Beyonce i Jennifer Lopez, a w Polsce zapomniany już dziś niestety boysband Just 5.

We wrześniu 1997 r. dwóch doktorantów z Uniwersytetu Stanford zarejestrowało dziwaczną domenę Google.com.

A w NBA na początku sezonu królowali Los Angeles Lakers, którzy po pozyskaniu latem Ricka Foxa i Roberta Horry'ego wygrali pierwsze 11 meczów. Obiecująco poczynał sobie debiutant z Wysp Dziewiczych wybrany w drafcie przez San Antonio Tim Duncan (19 punktów i 22 zbiórek w meczu przeciwko Bulls przegranym po dwóch dogrywkach).

Byki rozpoczęły sezon przeciętnie - od bilansu 4-4. Dokładnie 10 lat temu, 11 listopada 1997, przegrali z Cleveland 80:101. Najlepszym graczem tamtego spotkania był Shawn Kemp. 34-letni Michael Jordan rzucił tylko 19 punktów, trafiając siedem z 17 rzutów.