Sport.pl

Na następne wyroki nie możemy czekać latami

Zapadły pierwsze wyroki w piłkarskiej aferze korupcyjnej. Niestety, raczej nie ostatnie.
Wszystko zaczęło się wiosną 2004 r., kiedy napisaliśmy w "Gazecie", że Zagłębie Lubin mogło dzięki łapówce pokonać Polar Wrocław. Zainspirowaliśmy prokuratorskie śledztwo, które błyskawicznie się rozrastało i wkrótce przejął je wydział zwalczania przestępczości zorganizowanej.

A potem prezes GKS Katowice Piotr Dziurowicz złamał zmowę milczenia i ujawnił nam w wywiadzie szokującą skalę toczącej piłkę korupcji.

Nie przesadzał. Świadczą o tym reakcje 100 zatrzymanych i 17 skazanych. Niemal wszyscy czują się jak kolarze przyłapani na dopingu podczas Tour de France - rozżaleni i pokrzywdzeni. Jeśli bierze każdy, to dlaczego akurat ja mam cierpieć!?

Cierpiących za miliony pewno przybędzie. Dochodzenie się rozrasta, z przecieków wynika, że zamieszane w nie mogą być niemal wszystkie kluby pierwszoligowe. Ponurą prawdę zna całe środowisko: wszelkie tabele wszech czasów nie mają sensu, meczami handlowano hurtowo od dziesiątków lat. Według powszechnej opinii nie sposób było uczciwie awansować z drugiej do pierwszej ligi.

Dlatego prokuratorzy Robert Tomankiewicz i Krzysztof Grzeszczak potrzebują wsparcia. Jest ich tylko dwóch. Zanurzeni w łapówkarskie bagno obejmujące cały kraj mogą latami nie wydostać się na powierzchnię. A naszej piłce grozi chaos, jeśli śledztwo będzie się ciągnąć i co sezon trzeba będzie degradować kluby do niższej ligi.

Poprzedni prokurator generalny Zbigniew Ziobro chełpił się, że bezkompromisowo walczy z futbolową korupcją, ale wsparcia prokuratorom nie dał.

Na szczęście PZPN nie wróci już do roli hamulcowego - po wyroku narzucony związkowi przez ministra szef wydziału dyscypliny Michał Tomczak zdecydował, że jednak nie poda się do dymisji. On wie, że prezes Michał Listkiewicz i jego przyboczni wciąż trwają przy swoim: korupcja to haniebny margines, a nie patologia ogarniająca cały polski futbol.

Zajrzyj na blog Rafała Steca

Więcej o: