Lechia - Bałtyk 5:1 w sparingu

Pierwszy piłkarski sparing w Gdańsku obejrzała spora grupa kibiców. Wielkiej piłki nie zobaczyli, ale sztuczne boisko przy Traugutta było śliskie, a obie drużyny są we wstępnej fazie przygotowań
Walcząca o awans do ekstraklasy Lechia była lepszym zespołem od lidera IV ligi - Bałtyku. W zespole Lechii na pochwałę zasłużył przede wszystkim napastnik Robert Hirsz. Młody zawodnik strzelił gola, miał dwie asysty i pokazał kilka efektownych, technicznych zagrań.

- Chciałem się pokazać w sparingu. Dobrze mi idzie na treningach, trener to zauważył i wystawił od pierwszej minuty - powiedział Hirsz. - Mam nadzieję, że na dobrej grze w sparingach się nie skończy. Jest mi głupio, bo podczas gier kontrolnych zawsze dobrze się prezentuję, a w lidze jest gorzej. Teraz chcę to zmienić - przekonywał Hirsz, który nie pojedzie na pierwszy obóz do Kołobrzegu, gdyż wyjeżdża do Kataru z młodzieżową reprezentacją Polski.

W meczu z gdynianami Hirsz tworzył podstawową parę napastników z Pawłem Buzałą. Z powodu kontuzji nie mogli zagrać Piotrowie: Wiśniewski i Cetnarowicz. Poważniejszy jest uraz Wiśniewskiego, być może czeka go nawet operacja. Cetnarowicz biega, ale o normalnym treningu na razie nie ma mowy.

- To najdłuższa kontuzja, jaka mi się przytrafiła. Żałuję, że w grudniu nie byłem pod opieką lekarzy Lechii, samemu zawsze gorzej się leczyć - tłumaczył Cetnarowicz. Wiśniewski i Cetnarowicz to nie jedyni piłkarze Lechii, których zabrakło. Z różnych powodów nie mogli zagrać Mateusz Bąk, Paweł Kapsa, Daniel Pelc, Krzysztof Brede, Arkadiusz Miklosik, Marcin Pietrowski i Adrian Fedoruk.

- Nie oceniam zawodników po meczach ligowych, tym bardziej nie zamierzam więc tego robić po sparingu - powiedział trener Lechii Dariusz Kubicki. - Sparing to miły przerywnik dla treningów; piłkarze, którzy strzelili gole lub asystowali, będą mieli dodatkowy bodziec do treningów - dodał Kubicki.

W poniedziałek Lechia rozegra drugi sparing, o godz. 11 jej rywalem na sztucznym boisku przy Traugutta będzie Jeziorak Iława.

Mimo wysokiej porażki spokój zachował trener gdyńskiego Bałtyku Jerzy Jastrzębowski.

- Nie skrzyczałem zawodników za porażkę. Krzyczę tylko po meczu, a to nie był mecz, tylko gra kontrolna - powiedział Jastrzębowski. - Normalnie nie zagralibyśmy tego meczu, bo jesteśmy dopiero po pierwszym treningu, a sztuczne boisko przy Traugutta nie nadaje się do gry, bo bardziej przypomina lodowisko. No, ale Lechii się nie odmawia. Mam w kadrze kilku nowych zawodników dla których muszę znaleźć miejsce na boisku. Kłopotu nie będę miał na pewno z Wojciechem Pięta, który jest typowym rozgrywającym - wyjaśnił Jastrzębowski.

W Bałtyku nie zagrał m.in. Marek Widzicki, który dopiero wrócił z meczów reprezentacji Polski w futsalu. Nie wystąpili również doświadczeni Rafał Kaczmarczyk i Jacek Paszulewicz - obaj trenują z Bałtykiem, ale nie wiadomo czy będą występować w gdyńskim klubie.

Lechia Gdańsk - Bałtyk Gdynia 5:1 (3:1). Bramki: Hirsz, Rogalski, Kasperkiewicz, Speichler, Buzała - Styn. Lechia: Sobański - Pęczak, Wołąkiewicz, Jurkowski, Fechner - Andruszczak, Manuszewski, Kasperkiewicz, Rogalski - Hirsz, Buzała oraz Kosznik, Rafalski, Piątek, Kalkowski, Szałęga, Speichler, Kawa, Rybski. Bałtyk: Grubba - Klemczyk, Martyniuk, Pietrzyk, Zybert - Peta, Pięta, Kuźmińczuk, Styn - Patalan, Kudyba oraz Litwinko, Grzesiuk, Urbański, Wierzchołowski, Stępień.