Sport.pl

Alonso wrócił do domu

Renault, największy rywal BMW Sauber, oficjalnie rozpoczęło w czwartek sezon 2008. Wygląda na to, że Robert Kubica będzie ścigał się o podium z Fernando Alonso.
Oficjalna prezentacja nowego bolidu R28 w pod paryskiej siedzibie Renault w Boulogne-Billancourt była spóźniona w tym sensie, że przedstawiany samochód nie był już żadną nowością - już dwa tygodnie temu wyjechał na tor podczas testów w Walencji. Ale to nie przypadek - w czwartek gwiazdą miał być Fernando Alonso. 27-letni Hiszpan wyszedł na scenę jako ostatni bohater prezentacji - widownią poruszyło, a prezenterka hiszpańskiej TVE na żywo komentowała pojawienie się na scenie dwukrotnego mistrza świata.

Powrót Hiszpana do Renault to transfer sezonu - jeszcze rok temu wydawało się to niemożliwe. - Ten epizod mojej kariery już się skończył. Potrzebuję zwycięstw z innymi zespołami, żeby zyskać nową motywację - mówił Alonso 31 grudnia 2006 roku, kiedy wygasał jego ówczesny kontrakt z Renault. Odejście do McLarena hiszpański mistrz ogłosił jednak wcześniej, zaledwie dwa miesiące po zdobyciu pierwszego tytułu (2005). Na pożegnanie obronił mistrzostwo rok później.

O burzliwym roku 2007 w McLarenie napisano już tyle, że wystarczy wspomnieć tylko o ostatnich komentarzach Lewisa Hamiltona, który powiedział, że po obserwacji Alonso wie jak nie powinien zachowywać się kierowca Formuły 1. Hiszpan nie radził sobie z presją na torze i poza nim - posuwał się do szantaży, nieelegancko zachowywał się na torze, wreszcie to jego korespondencje stały się jednym z głównych dowodów winy McLarena w aferze szpiegowskiej. Frustracja narastała, rozwiązanie kontraktu było ulgą dla wszystkich.

- Welcome home Fernando! - przywitał zatem Hiszpana prowadzący ceremonię znany dziennikarz Peter Windsor. Alonso odwzajemnił się oszczędnym uśmiechem i odpowiedziami w stylu "jest świetnie", "bardzo się cieszę", "powrót był dla mnie łatwy, bo wszystkich tu znam". Hiszpan nie wyglądał na specjalnie zadowolonego - może już myślał o roku 2009? Alonso ponoć już uzgodnił kontrakt z Ferrari, a obecna dwuletnia umowa z Renault umożliwia mu odejście, jeśli wyniki zespołu nie będą satysfakcjonować Hiszpana.

Oczy błyszczały się Nelsonowi Piquetowi jr - synowi trzykrotnego mistrza świata, który w tym roku zadebiutuje jako wyścigowy kierowca F1.

Brazylijczyk teoretycznie będzie miał status drugiego kierowcy, ale Alonso po zeszłorocznej walce z debiutującym Hamiltonem może czuć obawy. Nelsinho ma 23 lata, ale żółtodziobem nie jest. Dwa lata temu w GP 2 był tuż za Hamiltonem, przez poprzedni rok był trzecim kierowcą Renault. Zna zespół i zna bolid - ten drugi nawet lepiej niż Alonso, bo przecież od początku uczestniczył w pracach nad R28. Alonso dołączył do francuskiego teamu dopiero w ostatnich tygodniach. - Będę się uczył od Fernando i nie mogę się tego doczekać. To przecież dwukrotny mistrz świata - skromnie mówił Nelsinho. Ale na scenie Brazylijczyk czuł się swobodniej niż nowy kolega - podczas sesji zdjęciowej siedząc na tylnej oponie bujał bolidem, żeby poruszyć siedzącym z przodu Alonso.

Wśród członków zespołu euforii jednak nie było, przesadnego optymizmu też nie. - Chcemy walczyć o podium, o zwycięstwa w wyścigach - mówił szef Flavio Briatore. I jeśli Renault te cele będzie osiągać, to zanosi się na ostrą walkę z BMW Sauber Roberta Kubicy.

Polski kierowca przyznał po ostatnim sezonie, że największe problemy miał z bolidami wyposażonymi w silniki Renault. - To są nasi przeciwnicy, ciężko się ich wyprzedza - mówił w wywiadzie z "F1 Racing". Rzeczywiście, pojedynki z Heikki Kovalainenem w drugiej połowie sezonu były dla niego koszmarem. Polak mimo większej prędkości kilkakrotnie tracił sekundy za wolniejszym Finem. - Bolidy Renault są bardzo mocne w miejscach, gdzie można wyprzedzać - tłumaczył siłę rywali Kubica.

Kovalainen odszedł do McLarena, więc Kubica będzie zapewne walczył o miejsca na podium (a może zwycięstwa?) właśnie z Alonso, czyli kierowcą, którego Polak w Formule 1 lubi najbardziej. Pierwsze cztery miejsca z góry rezerwowane są jednak dla Ferrari i McLarena, więc BMW Sauber i Renault będą czyhać na błędy faworytów.

Inaugurujące sezon Grand Prix Australii odbędzie się 16 marca.

Łukasz Cegliński, Paryż