Stadion dla 4 miliardów osób

Projekt Premier League burzy fundamenty - tożsamość i sportowy charakter klubu.
Nikt nie chce Premier League

Jak swoje ligi eksportują Amerykanie

Wydając prywatny werdykt w sprawie wykatapultowania cząstki ligi angielskiej na drugą półkulę, czuję się trochę, jakbym komentował wybryk chuligana, który zajadle kopie leżącego, skamlącego psiaka ze złamaną łapą. Ładnie się zachowuje czy nie? Oczywista oczywistość, aż niezręcznie cokolwiek tłumaczyć. 39. kolejka rozgrywek wystawiona na aukcji między Szanghaj, Bangkok i inne gotowe stanąć do licytacji miasta? Dodatkowa seria gier, która pechowców skaże na nadprogramowy mecz z Chelsea lub Arsenalem, a szczęśliwcom sprezentuje nadprogramowy spacerek ze słabiutkim Derby? Seria, której wyniki przesądzą o spadku, awansie do Ligi Mistrzów lub Pucharu UEFA? Loteryjny wtręt rozsadziłby cały system, oparty na skończonej logice rywalizacji zamkniętej w meczach każdego z każdym, u siebie i na wyjeździe.

Konkluzja pozostanie nietknięta, nawet jeśli wielkodusznie zignorujemy niedorzeczne detale i dojrzymy w zamyśle władz Premier League jedynie niedopracowany zarys idei wymagający przemyślanego uprecyzyjnienia. Gdyby bowiem np. nie rozdymać rozgrywek i za granicę przenieść dwie kolejki wyjęte z obecnych 38 (każdej drużynie odbierając jedno spotkanie na własnym i jedno na cudzym boisku), idealna ligowa harmonia również zostałaby zakłócona. Trybuny gdzieś na Dalekim Wschodzie mają swoje preferencje, przypuszczam, że gromadnie fetowałyby raczej Cristiano Ronaldo niż usiłujących go powalić obrońców Middlesborough. Rywale uwielbianych tam futbolowych supermocarstw raczej nie czuliby się pełnoprawnymi bohaterami spektaklu, pozostałaby im ranga drążka, na którym widownię czaruje wygibasami cyrkowy akrobata.

Podjąłem wątek kibicowski, bo właśnie kibice protestują najgłośniej, słusznie konstatując, że ofiarami będą właśnie oni - i tak skopani już, jak tamten psiak, drakońskimi podwyżkami cen biletów. Pomysłodawcy chcą bezprecedensowej ligowej formuły, w której pojęcie "gospodarza" stanie się zbędne, w których zaliczenie wszystkich meczów ulubionej drużyny będzie niemożliwe - nawet gdyby ktoś miał czas i pieniądze, aby pofrunąć do Bangkoku, to czy w Bangkoku zgodzą się na oddanie miejsc na trybunach posiadaczom całosezonowych karnetów? Wówczas cały koncept straciłby sens, przecież Tajlandczycy nie płacą za przeniesienie do siebie całego Manchesteru United, łącznie z bywalcami Old Trafford. Oni chcą tych z Old Trafford zastąpić. Może nawet poczuć się częścią klubu - bez znoju pielgrzymowania do Anglii, co zresztą również burzy fundamenty klubowej i kibicowskiej tożsamości.

Ową tożsamość tworzą niuanse, których tutaj nie zliczę, a chronić ma ją wartość najwyższa, opisywana trudno przetłumaczalnym, lecz nieustannie na wyspach przywoływanym terminem "integrity of the game".

Obca jest mi mentalność ajatollaha wyznającego absolutną nienaruszalność wszelkich futbolowych tradycji, a w globalizacji widzę głównie pozytywy, które pozwalają każdemu zdolnemu i pracowitemu chłopcu zagrać za dobrą pensję w Europie, niezależnie od miejsca urodzenia, pozycji społecznej rodziców, wyznania etc. Wyścig wygrywają najlepsi, liczą się kryteria sportowe. Wyeksportowanie ligi angielskiej do każdego miasta, które wyłoży wystarczającą kupę szmalu, byłoby jednak pierwszym etapem globalizacji rzeczywiście gwałcącym pryncypia. Obcokrajowcy w drużynach klubowych grali od zawsze, obcokrajowcy od zawsze je trenowali, ba, obcokrajowcy wręcz je zakładali - nawet najsłynniejsze, od Boca Juniors, przez Barcelonę, po AC Milan. Ale nigdy nie były one objazdowymi trupami kuglarzy żonglującymi piłką tam, gdzie gawiedź więcej zapłaci. Należały do okolicy, w której powstały, identyfikowały się poprzez lokalną historię, mentalność, widownię. I miały jeden najważniejszy cel - sportowe triumfy.

Projekt Premier League burzy oba fundamenty - tożsamość i sportowy charakter klubu. 39. kolejkę wstępnie zaakceptowali, co wręcz szokujące, przedstawiciele wszystkich pierwszoligowców, wysyłając jednoznaczny komunikat, że nie obchodzi ich, czy azjatycka dogrywka nie przesądzi o ich degradacji do drugiej ligi i czy jej wpływ na tabelę będzie miał coś wspólnego z uczciwą rywalizacją. A zarazem otwarcie przyznali, że przyświeca im jeden cel - więcej zarobić.

Gorliwych adwokatów znaleźli nie tylko pośród sponsorów, rzecz jasna wniebowziętych. W "Timesie" przeczytałem wzruszający komentarz, jak to pierwszoligowcy solidarnie podzielą się zyskami z drugoligowcami i w ogóle szmal pójdzie na same szczytne ideały, od zasilenia piłki młodzieżowej, po walkę z rasizmem. Skąd jednak pewność, że klubom wystarczy pojedyncza kolejka ekstra? Jeśli świetnie na niej zarobią, jeśli zrealizują plan osobnej sprzedaży transmisji meczów rozstrzelonych po planecie? Czy naturalną reakcją nie będzie natężenie eksportu? Czy inna nie przeczyłaby duchowi kapitalizmu i nie odebrała kolejnych zysków, które należy zbożnie zainwestować?

I wreszcie - czy rosnące uzależnienie od telewizyjnych praw sprzedawanych za granicą nie wzmocni pozycji japońskich, chińskich etc stacji wystarczająco, by one dyktowały warunki? Moja uboga wyobraźnia nie potrafi wykalkulować, jak bezkresny ciąg cyfr na przelewie dałoby się wytargować za przyjęcie do Premier League drużyny z Azji. Każe mi natomiast podejrzewać, że wyspiarze nie wymyślili rewolucji całkiem samodzielnie, bez niczyjej podpowiedzi. Że Azjaci nie dają się już naciągać na letnie niby-sparingi, rozgrywane u nich przez odprężone europejskie gwiazdy w trakcie wakacji.

Kto sądzi, że zanadto się rozpędzam, niech uczciwie przyzna, jak tydzień temu zareagowałby na sugestię, że niebawem usłyszymy o możliwości rozegrania meczu Wigan - Blackburn w Melbourne. (Swoją drogą przewidywane rozstawianie najmocniejszych klubów też pewnie nie wynika ze względów sportowych, lecz biznesowych: żeby żadne miasto - liczbę chętnych szacuje się na 200 - nie zgarnęło i Liverpoolu, i Manchesteru.) Jeśli skuteczny opór FIFA i UEFA nie przetrąci paraboli, po której liga angielska zmierza ku komercjalizacji totalnej, kibice piłkarscy wylądują wkrótce w świecie Formuły 1. Tam mamy całoroczne Grand Prix rozsiane po wszystkich kontynentach; flagi krajów, z których wywodzą się kierowcy, przykryte przez monstrualne logo motoryzacyjnych korporacji; niewyobrażalną drożyznę podczas zawodów, totalnie zdominowanych przez machinę promocyjną sponsorów. Fani, wynocha, witamy konsumentów.

I nic na to nie poradzimy. Wracając do analogii z okładanym kopniakami psem - co z tego, że się wam nie podoba, skoro jesteście skrępowani? Pozostaje bierne przyglądanie się, Anglicy nie dadzą się wyprzedzić konkurencji. W zglobalizowanym sportowym biznesie powstrzymać ekspansję oznacza zdechnąć na własne życzenie.

Największe zyski generuje telewizja, a ona natrafia na bariery obiektywne i nie do przebycia - jak np. ruch obrotowy Ziemi. Pamiętam, że mecz Chelsea - Manchester, który oglądałem kiedyś w japońskim Sendai, rozpoczął się tam dokładnie o północy, więc w sportowym pubie siedziałem prawie sam. Z Ligą Mistrzów i innymi wieczornymi szlagierami jest jeszcze gorzej, Azjaci zarywają dla nich całe noce. To także dlatego Premier League postanowiła rozgrywać ligowe mecze we wczesne sobotnie popołudnie. Wciąż bowiem nie wykombinowała, jak uniezależnić się od Słońca, otoczyć glob kopułą z włączanymi równolegle jupiterami i wprowadzić jednolity czas planetarny.

Co mogłoby ligę angielską zatrzymać w Anglii. Jeśli oczywiście efekt wzmocnilibyśmy jeszcze jednym wynalazkiem - teleportacją. Żeby 4 mld Azjatów miało bliżej na stadion.

Czy według Ciebie Premier League zrealizuje swoje plany mimo protestów?
Zobacz także
  • Pół-człowiek, pół-bramka
  • Przyszłość sportu: biegacz z włókien węglowych?
  • Podsumowanie roku w wielkiej piłce: Ronaldo, Brazylijczycy i... Żurawski

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia Kraków 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa