Boruc nie zatrzymał Barcy

Wielki Lionel Messi przyćmił na Celtic Park wszystkich. Strzelił dwa gole i tak skończyły się marzenia mistrzów Szkocji o wyeliminowaniu Barcelony. Artur Boruc nie zawiódł, ale Katalończycy wygrali 3:2.
Relacja z czuba

"Szacunek - tak, strach - nie" - w myśl tego hasła powtarzanego przez menedżera Gordona Strachana jak mantra mieli zamiar grać wczoraj piłkarze Celticu z Barceloną. Na zamiarach się skończyło, choć na Celtic Park przegrały w tym sezonie Milan i Manchester United. Ale w LM zwycięstwo na tym stadionie odniosła tylko... Barcelona (3:1 w 2004 roku). Wczoraj Szkoci grali i z respektem, i strachem, popełniali mnóstwo błędów wynikających z różnicy w umiejętnościach.

W pierwszej połowie Celticowi wystarczyło pół akcji, by... strzelić dwie bramki. Gole były niemal identyczne - barcelońskie gwiazdy przegrywały pojedynki z walczącymi ponad siły i na miarę ambicji Szkotami. Następowała wrzutka w pole karne. Tam najpierw Jan Vennegoor of Hesselink pokonał Victora Valdesa, a później - po błędzie katalońskiego bramkarza, który niepotrzebnie zrobił dwa kroki do przodu i został przelobowany - zrobił to Robson. To były jedyne strzały mistrzów Szkocji w pierwszej połowie.

Barca grała po swojemu. Z "Fantastic Four" wystąpili Messi (po 2,5-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją), Ronaldinho i Henry - brakowało Eto'o, który po przerwie zmienił Brazylijczyka. Katalończycy byli przy piłce przez 3/4 meczu i przyniosło to efekt. Celtic nie mógł niczym zniwelować piłkarskiej różnicy. Ani ambicją, ani bieganiem, ani walką, ani sercem. Był słabszy i musiał przegrać.

Po pierwszej połowie obchodzący wczoraj 28. urodziny (rok temu przypadały na mecz z Milanem w 1/8 finału zakończonym rezultatem 0:0) Artur Boruc nie był bohaterem. Przy golach Messiego i Henry'ego nie miał szans, poza tym obronił uderzenie. I niestety, niepewnie interweniował przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego (jedyne złe zagranie w meczu) i dwa razy pewnie i odważnie rzucał się na trawę, wybierając piłkę spod nóg rywali.

Celtic prowadził do przerwy 2:1, ale później nie pomogły interwencje Boruca przy strzałach Milito i Marqueza oraz Henry'ego. Szkoccy obrońcy byli o kilka klas gorsi od magików z Katalonii. Przy wyrównującym golu Barcelonie pomógł gościom Caldwell, który głupio stracił piłkę, a błyskiem geniuszu popisał się Henry.

Parę minut później Abidal podał do Toure, ale ten strzelił tuż obok. W 68. min Donati strzelił z 20 m, Valdes odbił piłkę i to było jedyne zagrożenie ze strony Szkotów po przerwie. Barcelona coraz bardziej napierała do przodu i wreszcie decydujący cios po kolejnym błędzie obrony zadał Messi. To jego szósty gol w szóstym występie w LM w tym sezonie.

Rewanż będzie formalnością. - Byłem na Camp Nou, kiedy Legia grała w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Bronił wtedy Radek Stanew, a ja? Zrobiłem parę zdjęć na płycie - opowiadał po losowaniu Boruc. Za dwa tygodnie zagra i pożegna się z Champions League w tym sezonie.