Sport.pl

Dariusz Wdowczyk: Dalecy od perfekcji

Odkąd zacząłem pracę trenerską, nie zdarzyło mi się, żebyśmy tak często przegrywali mecze towarzyskie. Widziałem jednak, że chłopcy solidnie i uczciwie przepracowali czas przygotowań - mówi Dariusz Wdowczyk.
Drugoligowa Polonia powoli kończy przygotowania do sezonu. W niedzielę przy Konwiktorskiej zagra - połączony z oficjalną prezentacją i otwarciem trybuny głównej - ostatni sparing z litewską Vetrą Wilno. Dotychczasowe wyniki meczów towarzyskich wzmocnionego zimą zespołu były zaskakująco słabe.

Olgierd Kwiatkowski: Nie niepokoją pana tylko jedno zwycięstwo i tylko siedem goli w ośmiu meczach?

Dariusz Wdowczyk: Ci, co widzieli nasze mecze w Turcji, doszli zapewne do takich samych wniosków jak my wszyscy w sztabie szkoleniowym. W większości meczów mieliśmy przewagę, sytuacje bramkowe, których, niestety, nie wykorzystywaliśmy. Bramki traciliśmy po prostych, indywidualnych błędach. Przeciwnicy je akurat wykorzystali.

Ale "piłka nożna jest grą błędów".

- Nikt nie daje w piłce ocen za wrażenia artystyczne i prawdą jest, że gdybyśmy grali tak w lidze, punkty zabrałby przeciwnik. Musi martwić, że mamy chwile dekoncentracji, że nagle oddajemy pole i w końcu tracimy bramki. A wystarczy, że tylko jedną, bo w Turcji cztery mecze przegraliśmy 0:1.

Atak Polonii został tymczasem wzmocniony.

- Odszedł Sebastian Olszar, przyszedł Grzegorz Piechna. Wszyscy będą od niego oczekiwali, że będzie strzelał bramki. Ja też. Jeżeli jednak współpraca dwóch napastników nie będzie dobrze się układała, być może wrócimy do ustawienia z jednym. Zastanawiam się również nad taką opcją. W mojej koncepcji napastnicy muszą poświęcać się dla zespołu. Nie możemy sobie pozwolić, żeby grali tylko do przodu. Oczywiście są od strzelania bramek, ale muszą brać również udział w grze obronnej. Tak samo jak pozostali, biorą udział w grze obronnej i ofensywnej. Jeśli do tej pory Jacek Kosmalski tego nie robił, będę wymagał od niego, żeby to robił, mimo jego 31 lat. Podstawą jest dla mnie zespół. Nie opieram się na indywidualnościach, ale na sile drużyny. Uważam, że jeżeli jeden za drugiego nie będzie gonił na boisku, będziemy mieli problemy z każdym.

Skład Polonii już się wykrystalizował?

- O tyle, że ze zgrupowania wróciło wcześniej trzech zawodników: Jacek Broniewicz, Paweł Piotrowski, Maciej Tataj. Trenują z nami, dopóki nie znajdą nowych pracodawców. Jeżeli nastąpi jakaś katastrofa, czyli wysyp kontuzji, to wtedy znów wrócą. Ja na razie nie widzę ich w osiemnastce meczowej. Do rezerw został przesunięty Bartek Gołaszewski. Pierwsza jedenastka krystalizuje się cały czas. Zresztą nie będzie to pierwsza jedenastka. Oprzemy zespół na 16-17 zawodnikach.

Kto stanie w bramce?

- Mamy trzech równorzędnych bramkarzy i mamy jeszcze trochę czasu do podjęcia decyzji.

Trzech, czyli Dawid Pietrzkiewicz dorównuje Mariuszowi Liberdzie i Radosławowi Majdanowi?

- Dawid zrobił duże postępy. Z przyjemnością patrzyłem na jego pracę i na to, jak broni. Grał jeden cały mecz. Spisywał się bez zarzutu. Gdybym znalazł się w sytuacji, że Majdan i Liberda byli kontuzjowani, śmiało mógłbym na niego postawić i nie bałbym się, że będzie bronił gorzej od tej dwójki.

Pamięta go pan jeszcze z Sanoka? Miał udział w wyeliminowaniu prowadzonej przez pana Legii w Pucharze Polski.

- Pamiętam ten mecz, ale nie pamiętam Dawida. Wiem jednak, że to on wtedy bronił.

Jak potraktuje pan niedzielny mecz z Vetrą Wilno?

- Jako ostatnie przetarcie przed ligą. Ostatni sprawdzian dla zawodników na tych pozycjach, na których mam jeszcze jakieś dylematy.

A co będzie, jak znowu nie wygracie?

- Każdy negatywny wynik stanowi powód do niepokoju, bo przegraliśmy, bo ktoś popełnił błąd, bo nie graliśmy dobrze, bo nasze akcje się nie zazębiały, bo nie było płynności gry, strzałów, celnych dośrodkowań itd. Na pewno dotychczasowe wyniki sparingów nas nie podbudowują. Z każdego meczu można wyciągnąć ciekawe wnioski.

Szczerze mówiąc, odkąd zacząłem pracę trenerską, nie zdarzyło mi się, żebyśmy tak często przegrywali mecze towarzyskie. Widziałem jednak, że chłopcy solidnie i uczciwie przepracowali czas przygotowań. Nie mam żadnych obiekcji, że ktoś się przemycił. Tylko że z samej pracy i z samego treningu piłka się nie składa. W meczach o punkty dochodzi do tego jeszcze stres, trzeba szybciej podejmować decyzje. Jest sporo do nadrobienia. Na pewno nie jesteśmy zespołem perfekcyjnym.

Kto w Turcji wywarł na panu najlepsze wrażenie?

- Bardzo solidnie grał Mariusz Pawlak. Niezły poziom pokazali też Lumir Sedlaczek, Kamil Kuzera, Radek Gilewicz. Dla mnie zastanawiające jest, że to piłkarze, którzy mają swoje lata. Oczekiwałbym od młodych, żeby pokazali coś więcej, a Daniel Mąka, Łukasz Piątek, Piotr Kulpaka, Piotr Klepczarek mają jeszcze bardzo dużo do roboty. Musi minąć trochę czasu, żeby ustabilizowali formę.

Walczycie o drugie czy może tylko o czwarte miejsce, które również może dać awans?

- Walczymy o to, żeby awansować. Czy to będzie z drugiego, czy z pierwszego miejsca, jest nam obojętne, bo na dziś tylko te pozycje dają awans. Chcemy też uniknąć baraży.

A jak traktujecie Puchar Polski? W kwietniu gracie ćwierćfinał z Zagłębiem Lubin.

- Będzie dla nas równie ważny jak liga, choć przede wszystkim zamierzamy wrócić do ekstraklasy. W tej chwili mamy do rozegrania 15 spotkań w lidze plus dwa w pucharze. Umówmy się, to nie jest dużo. Nie będzie też ich dużo, jak będzie ich w sumie 19 czy 20. A to oznaczałoby, że w pucharze zaszlibyśmy daleko.

Rok temu był pan trenerem Legii i w trakcie rundy wiosennej został zwolniony. Pańskiemu następcy, choć nie bezpośredniemu, Janowi Urbanowi również nie powiodło się na początku rundy...

- To już nie mój biznes. Na pewno nie cieszę się z czyjegoś nieszczęścia. Potwierdza to tylko, że trener, który wygrywa, jest dobry i go się chwali, tak jak było z Jankiem, kiedy na początku sezonu wygrał siedem spotkań z rzędu. Jak przegrywa, jest nagle zły, i jak będzie dalej przegrywać, to pojawią się informacje, że szuka się następnego. Mam tylko takie odczucie, że kiedy przychodzi człowiek z zewnątrz, inaczej na niego się patrzy jak na tych, którzy są w piłce polskiej od lat. To dla mnie trochę dziwne i nie do zaakceptowania. Legia jest ciężkim kawałkiem chleba. Wymaga się w niej zwycięstw i tylko zwycięstw, do tego odniesionych w dobrym stylu. A nie ma trenera, który będzie tylko wygrywał.

Maciej Skorża z Wisłą praktycznie tylko wygrywa.

- Właśnie zremisował w Kielcach, a po drodze pojawią się porażki. Tylko że jak ma się 11 punktów przewagi na 12 meczów do rozegrania, to mistrzostwa się nie przegrywa. Wisła jest teraz za mocna, aby stracić tytuł.

Po cichu marzy pan o meczu z Wisłą Kraków czy Legią w Pucharze Polski?

- Na razie mamy przed sobą Zagłębie Lubin.



Zimowe sparingi Polonii

Kajrat Ałmaty (Kazachstan) 0:1

FC Gagra (Gruzja) 2:0: Piechna, Wędzyński

Stal Alczewsk (Rosja) 1:2: Kosmalski

FC Naftovyk-Ukrnafta Okhtyrka (Ukraina) 0:1

Tawrija Symfieropol (Ukraina) 0:1

Lokomotiw Płowdiw (Bułgaria) 0:1

OKS 1945 Olsztyn 3:4: Kosmalski 2, Piechna

Dolcan Ząbki 1:1: Gilewicz (karny)