Sport.pl

Roger - bardziej błyskotliwa wersja Łukasza Garguły

Gdyby Leo Beenhakker potrzebował gracza rozsądnego, który doskonale wie, jaka jest różnica w podjęciu ryzyka dryblingu pod bramką swoją i rywala, na Rogera na pewno by nie stawiał.
Wątpliwości, czy to dobrze, by za granicą szukać wzmocnień reprezentacji, znamy dobrze od czasów Emmanuela Olisadebe. Coraz mniej jest jednak drużyn narodowych, które nie miałyby swojego Brazylijczyka. My też będziemy mieli, dodając własne trzy grosze do światowych trendów.

Po pierwszym sezonie Rogera w Polsce byłem zachwycony. Dla mnie stał się naszym ligowym Ronaldinho. Sposób, w jaki panował nad piłką, był najwyższej próby, a korzyści wynikające z tego dla drużyny Legii nieocenione. Niespodziewanie dla mnie samego to brawurowe porównanie znalazło swój dalszy ciąg.

Gwiazdora Barcelony dopadł kryzys głębszy i bardziej spektakularny, bo to w końcu były numer 1 na świecie. Ale Roger, jeśli zrobił krok od czasu przyjazdu do Polski, to raczej w tył albo co najwyżej został w miejscu. Wciąż ma przebłyski klasy, ale nie stał się szefem Legii: takim, co pokazuje partnerom drogę do zwycięstwa.

Gdyby więc Leo Beenhakker potrzebował gracza rozsądnego, który doskonale wie, jaka jest różnica w podjęciu ryzyka dryblingu pod bramką swoją i rywala, na Rogera na pewno by nie stawiał. Kogoś, kto pracuje za innych i nie stroni od walki wręcz, Holender już jednak ma. Tę rolę odgrywa w środku pola Mariusz Lewandowski. Roger byłby taką bardziej błyskotliwą wersją Łukasza Garguły, który odpowiada za ostatnie, niepospolite dogranie piłki do napastnika.

Z pewnością Beenhakker potrzebuje kogoś, kto może uczynić grę kadry mniej jednostronną, poprawną i przewidywalną. Brazylijczyk byłby tu więc na miejscu. Polski futbol jest jednostronny: wychowuje graczy do siebie podobnych. Roger łamałby tę regułę. Jeśli Beenhakker wydobędzie z Brazylijczyka to co najlepsze, będzie to dla kadry wystarczająco dużo.