Radwańska dla Sport.pl: Mogę być faworytką. Nie boję się!

- To, czy z drugiej strony siatki stoi numer dwa na świecie, czy numer 102, nie ma znaczenia. Mogę być faworytką - mówi Sport.pl Agnieszka Radwańska, najlepsza polska tenisistka. Polka w czwartek, w dzień swoich 19. urodzin leci do USA, gdzie zagra w czterech turniejach.
Czytaj też: Radwańska 19. urodziny spędzi w samolocie

Jakub Ciastoń: We wtorek trenowałaś na Warszawiance z Martą Domachowską.

Agnieszka Radwańska: Wysłałam do Marty SMS-a z pytaniem, czy chce zagrać ze mną. Zgodziła się od razu. Nie spodziewałam się tylko takiego zainteresowania mediów. Trening jak trening. Nie grałyśmy na sto procent czy na punkty, bo oszczędzam kolana.

Jaki wynik zadowoliłby cię w Indian Wells, pierwszym turnieju, który zagrasz w USA?

- Fajnie byłoby dojść w Stanach do kilku ćwierćfinałów. W Indian Wells i Miami na początku zadanie jest ułatwione, bo będę rozstawiona i w pierwszej rundzie mam wolny los. Jeden wygrany mecz oznacza od razu trzecią rundę.

Lubisz grać za Oceanem?

- Tak. Mam dobre wspomnienia z Miami, bo w zeszłym roku wygrałam tam z Martiną Hingis i doszłam do czwartej rundy. W Amelia Island i Charleston nigdy wcześniej nie grałam. W zeszłym roku w tym czasie przygotowywałam się do matury. Wiosna w ogóle może być dla mnie udana, bo przez maturę mało grałam. Nie było mnie też m.in. w Berlinie. Wszystkie punkty do rankingu WTA będą więc szły na plus.

Ostatnio grałaś dwa duże turnieje w Dausze i Dubaju. Imprezy prestiżowe, ale kibiców mało...

- U szejków już tak jest. W pierwszych rundach trybuny świeciły pustkami nawet, gdy grały dwie dziewczyny z pierwszej dziesiątki. W Stanach będzie inaczej, tam kibice przychodzą nawet na eliminacje. Tenis jest inaczej postrzegany, nie jako ekskluzywna rozrywka, ale masowy sport.

Na początku sezonu mówiłaś, że celem na jego koniec będzie ranking z końcówką "naście". Osiągnęłaś go po niespełna dwóch miesiącach. Co dalej?

- Zdania nie zmieniam, co oznacza, że muszę teraz utrzymać się w dwudziestce. Awans z trzydziestki do dwudziestki był piekielnie trudny, a teraz trzeba grać na takim poziomie już cały czas. Łatwo nie będzie.

Masz opinię tenisistki, która często sprawia niespodzianki. Pokonuje wyżej notowane rywalki. Teraz role powoli się odwrócą. To ty będziesz faworytką.

- Nie boję się. W ogóle nie zmienia to mojego nastawienia. To, czy z drugiej strony siatki stoi numer dwa na świecie, czy numer 102, nie ma znaczenia. Mogę być faworytką.

Twoim najważniejszym meczem w ostatnich tygodniach było spotkanie z Szarapową w Dausze. Co o nim powiesz?

- Szarapowa zagrała świetny mecz, a ja przy każdej piłce czułam w nogach trzygodzinny ćwierćfinał z Cibulkovą.

Dużo w Polsce dyskutowało się o twoim drugim serwisie - że daje rywalkom przewagę.

- Nie zgadzam się. To mogło tak wyglądać w meczu z Szarapową, która strzelała mocno z każdej piłki. Taki ma styl - albo trafia w kort i jest koniec gry, albo trafia w aut. Każdej rywalce Rosjanki można zarzucić, że źle serwuje, bo tak to wygląda w telewizji. Ale w innych moich meczach już mój serwis źle nie wygląda.

W poniedziałek na Warszawiance kręciłaś reklamówkę telewizyjną. Jak wrażenia?

- To była moja pierwsza reklama. Najbardziej zaskoczyło mnie, że to takie wielkie przedsięwzięcie. Było kilka autobusów ze sprzętem, samochód z jedzeniem, autobus do garderoby i charakteryzacji, a do tego mnóstwo kabli, lamp i 100 osób zaangażowanych w powstanie tego filmu. Rany boskie! Nie spodziewałam się!

Scenariusz reklamy ci się spodobał? Miałaś na niego jakiś wpływ?

- Nic wcześniej nie wiedziałam. Dopiero jak przyjechałam, to poznałam kolejne sceny i o co będzie chodzić w reklamie. Będzie można ją zobaczyć w telewizji za kilka tygodni.

Zainteresowanie twoją osobą rośnie w ekspresowym tempie...

- Ale odczuwam to tylko, gdy jestem w Polsce. Wtedy na trening przychodzi 20 dziennikarzy, jest telewizja i radio. To zrozumiałe. Większość roku spędzam jednak za granicą i mam więcej swobody, choć ostatnio to też zaczyna się zmieniać. Kiedy wygrywam turniej czy dochodzę do półfinału, to konferencje prasowe trwają po pół godziny, potem są wywiady, sesje zdjęciowe. Czasu dla siebie mam coraz mniej, ale nie narzekam.