Sport.pl

Andrzej Rybski: jestem zdrowy jak... ryba

- Badanie echa serca nie wykazało niczego niepokojącego. Wracam do treningów - mówi Andrzej Rybski, który zemdlał podczas niedzielnego meczu z Piastem Gliwice
Sytuacja wyglądała dramatycznie. Napastnik Lechii nagle upadł na ziemię, po kilkunastu sekundach wstał i zszedł za linię boczną. Potem wrócił na boisko i grał do końca meczu. Rybski uważał, że przyczyną omdlenia było uderzenie w splot słoneczny, które miało miejsce chwilę wcześniej. Taką samą diagnozę postawił trener odnowy biologicznej Robert Dominiak. Na wszelki wypadek piłkarz przeszedł we wtorek badanie echa serca. Ostatnio w piłce nożnej zdarzały się bowiem śmiertelne przypadki, których przyczyną były ukryte wady serca.

- Nie znam fachowych medycznych terminów, ale wszystkie wyniki mam na szczęście dobre. Komory, zastawki są OK, nie ma żadnych przeciwwskazań do dalszej gry. Wieczorem wyniki obejrzy jeszcze kardiolog, ale nic już nie powinno się zmienić. W środę normalnie idę na trening - mówi Rybski.

Rybski po raz pierwszy w życiu stracił przytomność.

- A jeszcze w piątek oglądałem mecz Korony Kielce z Ruchem Chorzów i widziałem wypadek Krzysztofa Nykiela [został uderzony w tył głowy i zaczął się dusić językiem - red.]. Zastanawiałem się wtedy, czy uda mi się uniknąć takiego przykrego zdarzenia. Dwa dni później straciłem przytomność. Takie jest życie - mówi Rybski.

Wiadomość, że Rybski może normalnie trenować, na pewno ucieszy trenera Dariusza Kubickiego i kibiców Lechii. Rybski jest piłkarzem, od którego gry w dużej mierze zależy powodzenie walki Lechii o awans do ekstraklasy. A walka nie będzie łatwa. Na inaugurację wiosny gdańszczanie przegrali 0:3 z Piastem i szybko muszą się za tę wpadkę zrehabilitować. Okazja będzie w sobotę podczas ważnego meczu z Wisłą Płock. Z Rybskim w składzie.