Lechia Gdańsk pokonała Wisłę Płock w świetle jupiterów

Kandydaci do awansu uraczyli komplet kibiców kiepskim widowiskiem. Ale dla biało-zielonych nie ma to znaczenia, bo wygrali ważny mecz i uciekli groźnemu rywalowi
Fani Lechii liczyli, że ich drużynie uda się powtórzyć wynik i grę z listopadowego meczu w Pucharze Polski, kiedy gdańszczanie rozgromili Wisłę 5:1. Początek meczu wskazywał, że faktycznie może się tak stać, bo już w 6 min dynamicznie wyprowadzona przez Artura Andruszczaka kontra zakończyła się precyzyjnym strzałem tuż przy słupku Piotra Cetnarowicza. Potem piłkarze obydwu drużyn zaczęli grać jednak w przysłowiowe piłkarskie szachy, w których mało było finezji, a dużo twardej walki na całej długości boiska. Jeszcze w pierwszej połowie od czasu do czasu dochodziło jednak do sytuacji podbramkowych. Trzy miała Lechia - najpierw po świetnej interwencji i rajdzie Pawła Pęczaka (bardzo dobry występ) strzał Andrzeja Rybskiego w ostatniej chwili zablokował Jacek Wiśniewski, potem po podaniu Rybskiego wychodzący sam na sam z bramkarzem Andruszczak zbyt daleko wypuścił sobie piłkę, wreszcie dzielnie walczący przez cały mecz Cetnarowicz odebrał piłkę przed polem karnym Arturowi Wyczałkowskiemu, ale strzelił niecelnie. Pod bramką Lechii zakotłowało się w 38 min. Po strzale Bartosza Wiśniewskiego piłkę przed siebie "wypluł" Paweł Kapsa, a szykujący się na dobitkę Paweł Sobczak padł w polu karnym. Sędzia uznał jednak, że piłkarz Wisły nie był faulowany.

W drugiej połowie nie działo się już praktycznie nic godnego uwagi. Arbiter pokazał za to dwie czerwone kartki. W 63 min Sławomir Peszko obejrzał żółtą kartkę za symulowanie faulu, a kilka sekund później sędzia pokazał mu czerwoną za pyskówkę. - Przekląłem pod nosem, a on uznał to za głośne bluźnierstwo pod swoim adresem i wyrzucił mnie z boiska. Przyznaję, nie powinienem tego robić, bo osłabiłem zespół na kilkadziesiąt minut. Gdybym został na boisku, jestem przekonany, że wygralibyśmy - powiedział Peszko. Nie wiadomo, skąd czerpał optymizm, bo Wisła grała bardzo słabo. Zdecydowanie poniżej swoich możliwości grało też kilku piłkarzy Lechii, w tym kapitan Jacek Manuszewski. Przytrafiło mu się kilka niepewnych interwencji, po jednej z nich próbując naprawić błąd sfaulował od tyłu rywala, za co obejrzał drugą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Manuszewski (nie zagra w następnym meczu podobnie jak inny kartkowicz Maciej Rogalski) oddał kapitańską opaską Maciejowi Kalkowskiemu. - Ten mecz był bardzo ważny, bo tydzień temu się pogubiliśmy. Wygraliśmy przy światłach, przy pełnym stadionie. Czego więcej trzeba? - powiedział po meczu Kalkowski. - Do końca trzeba być czujnym, bo Wisła na pewno nie odpuści. Dzisiaj zagraliśmy w innym składzie, ale jest nas 25 piłkarzy, którzy walczą choćby o meczową osiemnastkę i tak musi być. Nikt się nie obraża, jak wejdzie na pięć minut. To nasz atut - dodał Kalkowski.

W porównaniu do meczu z Piastem w Lechii nastąpiło kilka zmian. Kontuzjowanego Huberta Wołąkiewicza na środku obrony udanie zastąpił Bartosz Jurkowski. Po lewej stronie defensywy przyzwoicie spisał się Rafał Kosznik, choć został przyćmiony przez świetnie grającego na przeciwnej flance Pęczaka. Na mecz z Wisłą trener Dariusz Kubicki wystawił zmienioną dwójkę defensywnych pomocników. Łukasz Trałka (szczególnie) i Karol Piątek spisali się znacznie lepiej niż Robert Speichler i Piotr Kasperkiewicz (nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych).

Lechia Gdańsk 1 (1)

Wisła Płock0
STRZELCY BRAMEK

Lechia: Cetnarowicz (6.)

SKŁADY

Lechia: Kapsa - Pęczak, Jurkowski, Manuszewski Ż, Cz, Kosznik - Andruszczak Ż (75. Kalkowski), Trałka Ż (90. Speichler), Piątek, Rogalski Ż - Rybski (86. Midzierski), Cetnarowicz.

Wisła: Radliński - Żytko (26. Sobczak Ż), J.Wiśniewski Ż, Wyczałkowski, Jarczyk Ż - Peszko Ż, Cz, Sielewski, Krzyżanowski, Kowalski, Geworgyan Ż - B. Wiśniewski.

Sędziował: Robert Kubas (Rzeszów).

Widzów: 10 tys.



Łukasz Pałucha: Przeszedł pan do historii Lechii strzelając pierwszego gola przy Traugutta w świetle jupiterów. Jakie to uczucie?

Piotr Cetnarowicz: Nawet się nie zastanawiałem, że to akurat pierwszy gol przy światłach. To jednak miłe, tym bardziej że to gol dający zwycięstwo w meczu praktycznie o sześć punktów. Mamy sześć punktów przewagi nad Wisłą, lepszy bilans bezpośrednich spotkań, a więc spory handicap nad Wisłą.



Strzelił pan z pierwszej piłki, bramkarz nawet nie drgnął.

- Piłka dość długo leciała do mnie. Zastanawiałem się, czy zabrać się z nią i dopiero strzelać, czy uderzyć z pierwszej piłki. Na szczęście zdecydowałem się na strzał od razu, wtedy bramkarzowi trudniej jest zareagować.



Wiślacy uważali, że gol nie powinien być uznany, bo zanim poszła kontra jeden z nich był faulowany.

- Wydaje mi się, że była to prostu walka wręcz i przepychanie się nawzajem zawodnika Wisły z naszym obrońcą. Uważam, że sędzia dobrze się zachował, a my wyszliśmy z bardzo ładną szybką kontrą, skończoną zwycięską bramkę.



Mecz nie był jednak ładny. Było dużo rwanej gry, fauli, kartek.

- W takim meczu dziwne by było, gdyby było mało kartek. Walka toczyła się o każdy centymetr boiska, więc siłą rzeczy trochę kartek się posypało, sędzia próbował nas uspokoić. Ale uważam, że mecz mógł się podobać, był szybki, choć mało było klarownych sytuacji. Na pewno pierwsza połowa była ciekawsza.



Dlaczego nie stwarzaliście sytuacji grając w przewadze?

- Brakowało przytrzymania piłki w środku, a w nasze poczynania wkradł się chaos. Powinniśmy uspokoić grę, bo zszedł przecież mocny punkt Wisły. Trzeba nad tym popracować, bo inicjatywę oddaliśmy też zaraz po strzeleniu gola, zamiast pójść za ciosem. Tak nie może być.



Wisłę Płock w kontekście meczów o ekstraklasę macie już z głowy.

- Nie ma co wyrokować, bo Wisła ma silną kadrę i na pewno nie odpuści. A my mamy znów trudne mecze. Teraz czeka nas kolejny wyjazd na Śląsk na mecz z Jastrzębiem i musimy zagrać tak jak z Wisłą z zębem, a nie przegrać praktycznie bez walki, jak w Gliwicach.





Dla Gazety:

Dariusz Kubicki (trener Lechii):

- Obydwa zespoły były ogromnie zdeterminowane. Mecz był wyrównany, było dużo męskiej, twardej piłki. Cieszę się, że trzy punkty zostały u nas i po fatalnej inauguracji wróciliśmy na zwycięską drogę. W Gliwicach serce naszej drugiej linii słabo funkcjonowało. Wiedziałem, że teraz będzie lepiej, bo zawodnicy, którzy pretendowali do gry na tej pozycji, byli głodni wyjścia na boisko. Wiedziałem, że dostanę od nich dobry serwis. Postawiłem na Trałkę i Piątka i się nie zawiodłem. Absolutnie nie skreślam Kaperkiewicza, ma ogromny potencjał, ale jako młody zawodnik ma duże wahania formy. Będą miał z niego jeszcze sporo pożytku.



Leszek Ojrzyński (trener Wisły):

- Gratuluję Lechii wygranej. Przyjechaliśmy po trzy punkty, a nie udało nam się zdobyć nawet jednego. Chłopcy walczyli do końca, ale to było za mało, żeby choćby raz pokonać Kapsę. Graliśmy zbyt nerwowo. A po meczu emocje sięgnęły zenitu, bo uważaliśmy, że sędzia zbyt szybko skończył mecz. Sugerowaliśmy się cyframi na zegarze, nie wiedzieliśmy, że działa nieprawidłowo. Pracy sędziego nie chce oceniać, przegraliśmy spotkanie, trzeba żyć dalej.



Pozostałe wyniki 21. kolejki II ligi: Odra Opole - Polonia Warszawa 1:1, GKS Katowice - Śląsk Wrocław 2:0, Podbeskidzie Bielsko-Biała - Tur Turek 2:0, Kmita Zabierzów - Stal Stalowa Wola 2:0, Motor Lublin - GKS Jastrzębie 4:0, Warta Poznań - Piast Gliwice 0:1, Znicz Pruszków - ŁKS Łomża 3:1.

TABELA II LIGI

1. Piast214330:14
2. Arka213835:16
3. Lechia213834:23
4. Śląsk213734:20
5. Polonia213632:19
6. Znicz213533:19
7. Wisła213237:33
8. Katowice213027:23
9. Jastrzębie213031:34
10. Podbeskidzie212827:15
11. Odra212619:23
12. Motor212526:37
13. Tur212316:23
14. Stal212218:34
15. Łomża211825:41
16. Warta211714:30
17. Kmita211516:26
18. Pelikan211121:45