Sport.pl

Monika Pyrek: Zbojkotujmy ceremonię otwarcia

PRZEGLĄD PRASY. Organizacje broniące praw człowieka wzywają sportowców i rodzime federacje do zbojkotowania Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Najlepsza polska tyczkarka nie widzi sensu w takim działaniu, a wątpliwości przedstawia w wywiadzie dla ?Rzeczpospolitej?.
Monika Pyrek ma szanse na medal igrzysk olimpijskich. Od wielu lat jest w ścisłej czołówce zawodniczek w skoku o tyczce. Z tego powodu oraz kilku innych, o których opowiada w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", chciałaby spróbować swoich sił w walce o medal z Pekinu. - Zaczynam się już tego bać. Jesteśmy zasypywani pytaniami, na które nie ma dobrej odpowiedzi - mówi wyraźnie zasmucona całą sytuacją Pyrek i dodaje, że w sprawie bojkotu codziennie dostaje mnóstwo e-maili. Nie wszystkie są pochlebne. - Jest wiele e-maili mówiących, że nie mam pojęcia o sytuacji w Tybecie, jak śmiałam w programie "Teraz My!" w TVN mówić, że bojkot nie będzie dobrym rozwiązaniem.

Na takie słowa krytyki Pyrek odpowiada, że treningowi i karierze poświęciła całe życie. Jej zdaniem ludzie, którzy ją krytykują nie rozumieją w jakiej stoi sytuacji. Zdaniem Pyrek, to MKOL wybrał organizatora igrzysk, a nie sportowcy. - Nie pytali nas o zdanie, gdy siedem lat temu podejmowali taką, a nie inną decyzję - mówi zawodniczka.

- Skok o tyczce to mój zawód, taki sam, jaki wykonuje każdy. Tyle, że z podstawowym ograniczeniem: nie mogę go wykonywać długo. My też mamy raty kredytów do spłacenia, a igrzyska są możliwością do zapewnienia sobie utrzymania na następne lata. - wyjaśnia Monika Pyrek. - Nie rozumiem dlaczego ktoś właśnie ze mnie chce zrobić narzędzie wywierania wpływu na Chiny - pyta polska zawodniczka, która uważa, że lepszym wyjściem jest zbojkotowanie ceremonii otwarcia, transmitowanej na cały świat.

- Najlepsze rozwiązanie, to zbojkotowanie ceremonii otwarcia. Bo to nie jest wydarzenie sportowe, a jeśli bieżnia stadionu olimpijskiego podczas ceremonii będzie świeciła pustkami, to dla wszystkich będzie jasne, o co chodzi. To dopiero byłaby manifestacja solidarności - twierdzi Monika Pyrek.

Zdaniem utytułowanej sportsmenki każdy, kto nie chce narazić się na hipokryzję, powinien zacząć bojkot od siebie, wyrzucając przedmioty wytworzone w Chinach. - Jeżeli protest ma Chiny zaboleć, to wyrzućmy z szafy chińskie ubrania, nie kupujmy tego, co ma metkę "Made in China".