Głosy zza granicy o bojkocie igrzysk: Można pokazać wała jak Kozakiewicz

Sport.pl zapytał zagranicznych dziennikarzy, co myślą o różnych sposobach protestu podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie. Wszyscy są przeciw bojkotowi. Jeden z nich Rodolphe Rolland z Le Monde stwierdził: niech sportowcy sami wybiorą formę protestu, jak zrobił to polski tyczkarz Władysław Kozakiewicz w Moskwie w 1980 r.
John Brodkin, "The Guardian"

W Londynie większość ludzi nie ma określonego zdania na temat bojkotu. Oczywiście są tacy, którzy głośno protestują przeciwko wyjazdowi, i tacy, którzy twierdzą, że to nic nie da. Ale to mniejszość.

Osobiście uważam, że sportowcy i dziennikarze powinni pokazać, jakie mają zdanie. Nikt nie zabroni im mówić przed, w trakcie i po zawodach. Pojawiają się pomysły, aby nie przyjść na ceremonię otwarcia. To ma sens, gdyby zabrakło kilku silnych reprezentacji, sprawa byłaby mocno nagłośniona przez media.

Bojkot całej imprezy uważam za zły pomysł. Z punktu widzenia obywateli kraju, który okupuje Irak, nie bardzo mamy legitymację, by mówić Chińczykom, jak się powinno postępować z ludźmi. To nie tylko nasz problem, pokażcie mi kraj, który jest na tyle czysty, by mógł to zrobić.

Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, aby do bojkotu przystąpiły najsilniejsze sportowo reprezentacje na świecie. Chodzi mi np. o Stany Zjednoczone i Niemcy, a bez nich odgłos w mediach będzie żaden. Trzy małe kraje, które zrezygnują z występu na igrzyskach w Pekinie, świata nie zmienią. A duże nie bardzo chcą.

Heikki Miettinen "Helsingin Sanomat"

W Finlandii głos w sprawie bojkotu zabrał tylko minister spraw zagranicznych. Powiedział, że nasi sportowcy wezmą udział w igrzyskach, i sprawę zakończył. Czasami ta sprawa odżywa odgrzewana przez media, które niedawno informowały, że Francuzi planują nie przyjść na ceremonię otwarcia. Fińscy sportowcy się na ten temat nie wypowiadają, ale na pewno na otwarcie przyjdą.

Jakikolwiek bojkot wydaje mi się bezsensowny. Nic to nie da, Chińczycy ciągle będą mieli w nosie prawa człowieka. Nie zmienią też tego manifestacje sportowców i dziennikarzy w Pekinie.

Rodolphe Rolland, dziennikarz francuskiego "Le Monde":

Strasznie się boję takich pomysłów i choć to może nie spodobać się Tybetańczykom, uważam, że bojkot na ostatnią chwilę w politycznej formie, którą znamy od lat, nic nie da. Pozostawmy naszym sportowcom wybór, niech sami wrzucą kamyczek do morza chińskiego i wybiorą indywidualną formę protestu, jak kiedyś zrobił to polski tyczkarz Władysław Kozakiewicz, który rosyjskim dygnitarzom na igrzyskach w Moskwie pokazał wała.