Koślawa taczka ze stertą petów - tak buduje się Pekin

Pekin jest już prawie gotowy do igrzysk, ale prawie stanowi wielką różnicę. Wciąż trzeba wiercić, piłować i szlifować - pisze z Pekinu korespondent Sport.pl Radosław Leniarski
Polacy zbojkotują ceremonię otwarci IO?

"Wkraczam do świata, o którym Klimkowi Murańce się nie śniło"

Takich taczek jeszcze w życiu nie widziałem. Wyjechały wprost na grupę dziennikarzy z supercichej, klinicznie czystej windy olimpijskiego basenu Kostka Wody. Miały dwa krzywe kółka, całe były upstrzone gipsem, tynkiem, a w środku zalegała sterta petów. Robotnik wypchnął je z windy i zmierzył się ze wzrokiem trochę wściekłego, trochę zaambarasowanego mundurowego ochroniarza. Taczki skręciły i odjechały dumnie wzdłuż olśniewająco białej kolumnady kosmicznego basenu, skrzypiąc zardzewiałymi kółkami.

Kostka Wody - imponujące dzieło australijskich architektów i chińskiego biura projektowego - była już gotowa do tego stopnia, że nawet została otwarta. Więcej, odbyły się w niej zawody, w których startowała część polskiej reprezentacji olimpijskiej. Ale gdy tylko pływacy wyjechali, wrócili robotnicy. Walą młotkami, tną piłami, wiercą dziury, aby montować kolejne elementy w konstrukcji, która w magiczny sposób magazynuje energię słoneczną do ogrzewania wody w basenie, wykorzystuje zużytą w basenie wodę do bieżących potrzeb, jak również do podlewania olimpijskiego parku. A w nocy, podświetlona, wygląda jak niebieściutka kostka wody z lodowcowego jeziora. Tylko że z bąbelkami.

Jeśli ktoś zachwycił się Wodną Kostką, to po prostu opadnie mu szczęka i zaprze mu dech na widok stadionu olimpijskiego, arcydzieła szwajcarskich architektów z biura Herzog i de Meuron. Fascynująca stalowa konstrukcja szkieletu waży 41 875 ton, ma 320 metrów długości, 300 szerokości i 70 wysokości i stanowi przy tym cudownie lekką bryłę. W marcu ma nastąpić wielkie otwarcie, ale dziś na to nie wygląda. Wokół utrzymuje się budowlany bałagan, choć 7000 robotników pracuje z zapałem do późna w nocy, aby wszystko się udało. Niepotrzebne są hasła widoczne w niemal każdym chińskim zakładzie w rodzaju: "Zła jakość roboty, zła jakość produktu", "Dziś lekko pracujesz, jutro ciężko będziesz szukał pracy", "Dostrzec problem, rozpoznać problem, rozwiązać problem".

Budowniczych dopingują mieszkańcy Pekinu podglądający przez szpary wysokich na trzy metry płotów. Wdzierają się w niemal niedostępne miejsca, włażą jeden na drugiego i robią zdjęcia komórkami. O pladze piszą pekińskie gazety: "Podajemy miejsca, gdzie można robić zdjęcia Ptasiemu Gniazdu". Zjazdy z wiaduktów, skąd można by obejrzeć stadion, są zasłonięte wysokimi płotami, aby kierowcy nie wstrzymywali ruchu.

Jest jeszcze jedno dzieło olimpijskie, warte uwagi - budynek Digital Beijing, gdzie mieszczą się biura i centrala technologiczna. Chińsko-amerykański architekt Zhu Pei zaprojektował blok przypominający szafy starych komputerów lampowych z lat 50. i 60. Ma elewację z aluminium imitującego burą, popękaną skałę i jest całkiem inny od dominujących w parku olimpijskim Kostki Wody i Ptasiego Gniazda.

Chiny wybudowały te wspaniałe obiekty olimpijskie, nie bacząc na koszty. Stadion i basen kosztowały 500 i 200 mln dol. Ale całkowite przygotowania Pekinu do igrzysk, realizacja jego szokującej przebudowy oceniane są na 20 mld dol, a nawet 35-40 mld. Pekin ma być po prostu imponujący, bez względu na wszystko. Wielką częścią przebudowy miasta kieruje biuro Alberta Speera Juniora, którego ojciec na rozkaz Hitlera zaplanował gigantyczną przebudowę, a właściwie budowę nowej stolicy III Rzeszy - 73-letni dziś Junior spotkał się przy tym z krytyką, bo niemieckie gazety uznały przed pięcioma laty, że istnieje niepokojąca analogia między projektami. Chińczycy nie wiedzieli żadnego problemu.

Ale są też inne koszty.

Organizacje pozarządowe oceniają, że w związku z inwestycjami w Pekinie z własnych domów wyeksmitowano 1,5 mln osób. Państwo przyznaje się do 15 tysięcy - ale to dotyczy tylko tych, którzy mieszkali na terenach pod obiektami olimpijskimi. Część wyeksmitowanych domaga się większych rekompensat za eksmisje, niektórzy demonstrują na ulicach Pekinu - tak jak niedawno byli mieszkańcy terenów, gdzie wybudowano halę do tenisa stołowego.

Do swoich wiosek ruszy też prawdopodobnie fala robotników, którzy przyjechali przebudowywać stolicę. Na razie jednak człowiek z zardzewiałą taczką z epoki Qing nie musi bać się o pracę.

Gdzie w Pekinie podział się sport?