Sport.pl

Mateja: Mam wizję ale jej nie zdradzę

- Adam wie, jak skakać, ale mogę z nim zawsze pogadać. To pomaga - uważa Robert Mateja, asystent Łukasza Kruczka, trenera narodowej kadry skoczków.
Łukasz Kruczek trenerem polskich skoczków

28 kwietnia Kruczek przedstawi zarządowi Polskiego Związku Narciarskiego skład sztabu trenerskiego polskiej reprezentacji. Kandydatem na jednego z jego dwóch najbliższych współpracowników jest Mateja. Niespełna 34-letni skoczek w pięć razy w karierze był mistrzem Polski, dziesięciokrotnie kończył konkursy Pucharu Świata w pierwszej dziesiątce. W 1997 roku w Trondheim zajął piąte miejsce na mistrzostwach świata. Kibice jednak pamiętają jak przed rokiem zniweczył szansę drużyny na brązowy medal mistrzostw świata w Sapporo.

Szymon Opryszek: Jak to się stało, że stał się Pan kandydatem na asystenta trenera kadry?

Robert Mateja: Inicjatywa wyszła od Łukasza, zaraz po udanych dla mnie mistrzostwach Polski w Zakopanem. Pytał, jakie mam plany na przyszłość, czy nie chciałbym zostać asystentem. Pomysł mi się spodobał, ale wszystko jeszcze musi zaklepać Polski Związek Narciarski.

Apoloniusz Tajner stwierdził, że nie ma nic przeciwko Pana kandydaturze, jeśli ma Pan jakieś uprawnienia.

- Posiadam licencję instruktora skoków narciarskich. Doświadczenia na razie nie mam, ale w trakcie kariery obserwowałem wielu szkoleniowców. Trochę od każdego się nauczyłem.

Ma Pan wizję pomocy polskim skoczkom? Prezesa Tajnera nie przekona Pan chyba samym nazwiskiem?

- Mam wizję, ale jej nie zdradzę.

Nie lepiej byłoby zacząć przygodę trenerską od grup młodzieżowych?

- Pewnie tak, ale nigdy nie próbowałem trenerki, więc nie wiem. Przecież w kadrze poza Adamem Małyszem jest wielu młodych. Wszystko przede mną.

Czego może Pan, z całym szacunkiem dla osiągnięć, nauczyć Adama Małysza?

- Znamy się kilkanaście lat. W kadrze skakaliśmy razem od 1995 roku. Dyskutowaliśmy, wymienialiśmy uwagi. On sam mówił, że widziałby mnie w sztabie szkoleniowym reprezentacji.

Małyszowi nie pomogli Heinz Kuttin i Hannu Lepistoe, a sprawi to Mateja?

- Nie wiem dokładnie na czym miałaby polegać współpraca, bo to wszystko do ustalenia. Prawda jest taka, że Adam wie, jak skakać. Skoki to taka dyscyplina, że zawsze można coś poprawić, choćby przy dojeździe lub w trakcie lotu. Na psychologii się nie znam, ale rozmowa jest dobra na wszystko. Wiem, że to motywuje.

Adam to pański kolega, a czy u młodych będzie miał Pan posłuch?

- Nie wiem, czy jestem dla nich autorytetem. Młodsi skoczkowie, jak Piotr Żyła czy Kamil Stoch mówili, że mogliby się czegoś ode mnie nauczyć.

Kiedyś powiedział Pan, że na trenerce można zarobić tylko jako opiekun kadry A lub B.

- Nie wiem, ile będę zarabiał. To wszystko jest do ustalenia.

Wreszcie będzie miał Pan stałą pracę...

- To prawda, bo do tej pory żyłem do pierwszego do pierwszego, głównie z kontraktów, stypendium olimpijskiego, czyli ze skakania. A że ostatnio mało uczestniczyłem w zawodach, to siedziałem w domu. To strasznie nudne, po tygodniu chciałoby się wyrwać w świat.

Nie skacze Pan wspólnie z Łukaszem Kruczkiem na głęboką wodę?

- Łukasz był parę ładnych lat asystentem pierwszych trenerów. W innych reprezentacjach szkoleniowcy też nie są starzy. W reprezentacji Polski będzie sztab ludzi. Ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka. Chciałbym być przydatny dla kadry.

Definitywnie rezygnuje Pan ze skoków?

- Chyba tak. Jak przyjdzie ochota na skakanie, to sobie pójdę skoczyć. Ale rywalizować z innymi już raczej nie będę.

Janne Ahonen zakończył sportową karierę