Sport.pl

Tylko remis Arki ze Zniczem

Piłkarze Prokomu Arka Gdynia znów stracili bramkę w ostatniej minucie doliczonego czasu i nie wygrali czwartego z rzędu meczu w lidze. Awans do ekstraklasy się oddala, ale z taką grą drużyna z Gdyni po prostu na niego nie zasłużyła
Kiedy w 92 min Krzysztof Sobieraj stracił piłkę po zabawie przed własną bramką, a po silnym strzale Pawła Zawistowskiego piłka przeleciała tuż obok słupka, kibice przez kilka sekund trzymali się za serce, a potem wyzywali obrońcę Arki. Nie skończyli z bluzganiem, kiedy Znicz zadał dużo bardziej bolesny cios. W polu karnym piłkę dostał Charles Uchenna, dograł ją do Roberta Lewandowskiego, a najlepszy strzelec II ligi nie mógł się pomylić. Arka - podobnie jak w poprzednim meczu ligowym na swoim boisku z Kmitą Zabierzów - straciła bramkę w ostatniej minucie doliczonego czasu. Z tym marnym pocieszeniem, że wtedy przegrała 1:2, a teraz był remis. Piłkarze z Gdyni padli po ostatnim gwizdku na murawę, byli załamani. I słusznie, bo powinni być załamani nie tylko wynikiem, ale swoją grą.

- Nasza sytuacja robi się krytyczna. Czołówka zaczyna nam uciekać, a właściwie już uciekła - zauważył trener Arki Wojciech Stawowy.

Defensywa Arki od początku rundy popełniała błędy, ale w poprzednim meczu (w Pucharze Polski z Wisłą Kraków), kiedy w środku obrony zagrali Sobieraj i Paweł Weinar, była poprawa. Teraz znów zaczęli mecz w pierwszym składzie, ale w 33 min Stawowy dokonał zaskakującej zmiany. Ściągnął z boiska Weinara, a w jego miejsce wpuścił Marka Szyndrowskiego.

- W naszej grze obronnej była duża nerwowość, niepewność. Dlatego dokonałem zmiany. Choć nic to nie pomogło - przyznał trener Arki.

Sobieraj, który w końcówce popełnił błąd, już w końcówce pierwszej połowy mógł opuścić boisko. Starł się przed polem karnym z Lewandowskim, ale sędzia popełnił błąd. Nie zareagował, więc powinien pokazać Lewandowskiemu kartkę za symulowanie. Jeśli odgwizdałby przewinienie Sobieraja, to on powinien dostać kartkę. Sytuacja była ważna - obaj piłkarze mieli już wcześniej po żółtej kartce.

Przez pierwsze 15 minut ciężko było uwierzyć, że Znicz jest w tabeli przed Arką. Gdynianie nie schodzili z połowy rywala, a przewagę zamienili na bramkę. Ładną piłkę w pole karne zagrał Weinar, a tam dopadł do niej Marcin Wachowicz. Jego pierwsze uderzenie Adrian Bieniek zdołał obronić, ale bramkarz Znicza odbił piłkę przed siebie i przy dobitce Wachowicza nie miał szans. Tym samym był to pierwszy mecz w rundzie wiosennej (na sześć rozegranych), w którym to Arka objęła prowadzenie. Ale nic to nie pomogło, nic nie zmieniło...

Arka objęła bowiem prowadzenie i stanęła. To Znicz miał inicjatywę, częściej był przy piłce, grał tak, jak zawsze gra... Arka. Goście atakowali i zostali nagrodzeni. W 53 min Maciej Rybaczuk podał do Zawistowskiego, ten przyjął piłkę na pierś i strzelił z woleja.

Odpowiedź Arki była jednak szybka, a drużynę znów ratował Wachowicz. Na indywidualną akcję zdecydował się Olgierd Moskalewicz, odegrał przed pole karne do Wachowicza, który uderzył z pierwszej piłki. Mocno kopnięta piłka wpadła do siatki, Bieniek nie miał szans.

- Dwa razy prowadziliśmy, wydawało się, że kontrolujemy grę, ale znów błędy sprawiły, że nie wygraliśmy. Tych błędów jest za dużo, sypiemy nimi jak z rogu obfitości. Sytuacja wymyka się spod kontroli... - przyznał Stawowy. - To miał być przełomowy mecz, mieliśmy zacząć marsz w górę tabeli. W sobotę niemal wszyscy potracili punkty, mogliśmy awansować na 3. miejsce. Ale sami sobie nie pomogliśmy.

Prokom Arka Gdynia2 (1)
Znicz Pruszków2 (0)
STRZELCY BRAMEK

Arka: Wachowicz (11., 57.).

Znicz: Zawistowski (53., Lewandowski 90+3.).

SKŁADY

Arka: Bledzewski Ż - Sokołowski, Sobieraj Ż, Weinar (33. Szyndrowski Ż), Kowalski - Przytuła (89. Łabędzki), Ława, Moskalewicz - Karwan, Chmiest (60. Bazler), Wachowicz.

Znicz: Bieniek - Lewczuk, Piotrowski (68. Uchenna), Kowalski, Januszewski - Kaczmarek, Grzeszczyk (28. Osoliński), Zawistowski, Maciej Rybaczuk (77. Mikołaj Rybaczuk) - Lewandowski Ż, Feliksiak.

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz).

Widzów: 6,5 tys.