Sport.pl

Speichler: liczy się uczciwa rywalizacja

Rozmowa z piłkarzem Lechii Gdańsk Robertem Speichlerem
Łukasz Pałucha: W meczu z Odrą Opole wszedł pan na boisko w 84. minucie przy wyniku 1:2. Lechia wygrała 3:2, a pan strzelił zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry. Czy to pana najlepszy moment w Lechii?

Robert Speichler: Bezsprzecznie tak. Wszedłem w końcówce i strzelając gola, pomogłem kolegom w odniesieniu tego ważnego zwycięstwa. To najprzyjemniejsza chwila w Lechii, choć mam nadzieję, że będą jeszcze lepsze.

Po rundzie jesiennej trener Dariusz Kubicki zrezygnował z pana. Nie chciał zabrać na obóz, ale postawą podczas przygotowań przekonał go pan do siebie. Po meczu z Piastem Gliwice stracił pan jednak miejsce w składzie. Teraz też niewiele brakowało, a w ogóle nie zagrałby pan w Opolu. Dojechał pan do drużyny dopiero po meczu w Pucharze Polski z Legią Warszawa.

- Żałuję, że nie zagrałem z Legią, bo czekałem z niecierpliwością na to spotkanie. Była fajna atmosfera, silny rywal. Trener inaczej jednak to widział i miał takie prawo. A jak dostałem sygnał, że mam jechać na mecz w Opolu, to się spakowałem i ruszyłem w drogę. Nie będę jednak ukrywał - nie jest to przyjemne nie być pewnym swojej pozycji w drużynie. Nie jestem zadowolony z tej sytuacji, bo nieźle prezentowałem się podczas przygotowań.

Może system rotacyjny w składzie nie jest taki zły? Dzieje się tak także za granicą, np. Liverpool na każdy mecz wychodzi w innym składzie?

- Ale tam jest to świadoma taktyka trenera, a u nas rotacje wymuszane są tylko przez kontuzje albo kartki. Ale mamy wyniki, wygrywamy, więc zaciskam zęby i nie poddaję się.

Konkurencja o miejsce w środku drugiej linii jest ogromna. Jest co najmniej pięciu kandydatów do gry, a miejsca tylko dwa. Choć ostatnio z powodu kontuzji wypadł Piotr Kasperkiewicz.

- Żałuję Piotrka, bo to naprawdę dobry młody zawodnik. Miał jednak pecha i złamał obojczyk. Nie jestem typem człowieka, który po trupach dąży do miejsca w składzie. Nie kopnę kolegi na treningu po to, by zająć jego miejsce. Jestem uczciwy, uznaję tylko zdrową, czystą rywalizację. Dlatego nie cieszę się z nieszczęścia innych.

Kiedy pan nie grał, było widać, że Lechii brakuje zawodnika, który dobrze wykonuje stałe fragmenty gry.

- Faktycznie, to moja silna strona. Dobrze bije stałe fragmenty także Arek Miklosik, stara się także Karol Piątek, ale musi jeszcze trochę nad tym poćwiczyć.

Z Odrą miał pan wejście smoka. Liczy pan, że tym samym wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie na środowy rewanż z Legią?

- Chciałbym, żeby tak było, ale pewności nie mam. Fajnie byłoby zagrać z Legią, bo uważam, że mamy duże szanse, żeby ją wyeliminować. Strata jednej bramki to niewiele. Poza swoimi umiejętnościami, w które wierzę, będziemy mieli jeszcze dwa atuty. Dwunastego zawodnika, czyli naszych kibiców, no i fatalne boisko, na którym dobrze wyszkoleni technicznie legioniści mogą sobie nie poradzić.