Sport.pl

Felieton piłkarza Lechii Andrzeja Rybskiego

Stanęliśmy na nogi
W sobotę, jak zawsze zresztą, wyszliśmy na boisko z myślą o zwycięstwie. Wiadomo bowiem, że wygrane w roli gospodarza, choćby z Polonią Warszawa, nabierają znaczenia tylko przy równoczesnym punktowaniu na wyjazdach. Zaczęliśmy pechowo. Po siedmiu minutach graliśmy w dziesiątkę, tracąc od razu bramkę z karnego. Sytuacja nie kształtowała się po naszej myśli, a kolejna bramka Odry utwierdziła w tym kibiców na stadionie. Ale nasze skomasowane ataki przyniosły niesłychany efekt. Zwycięstwo (uosobienie), które w 70. min siedziało już na ławce Odry, znudzone ich sposobem gry i doceniające naszą ambicję, przemieściło się na stronę Lechii. Sztuką jest wstać o własnych siłach, gdy poobijany leżysz na łopatkach. My podnieśliśmy się na kolana. Zaraz potem stanęliśmy na nogi i jakby nigdy nic, nie korzystając z pomocy lekarzy, wróciliśmy autokarem do Gdańska.