Fruwając pod koszem: Epitafium dla Isiah

67-letni Donnie Walsh, który przez ćwierć wieku zarządzał Indiana Pacers, jest nowym prezydentem New York Knicks. Kończą się w Nowym Jorku czteroletnie rządy Isiah Thomasa. Urońmy łezkę, bo taka prezydentura już się w NBA nie zdarzy. Nigdy.
Wszystkie felietony Fruwając pod koszem

Wyobraźcie sobie, że stery Manchesteru United obejmuje - powiedzmy - Antoni Piechniczek, i w pierwszym dniu urzędowania zatrudnia za 30 mln dolarów Sebastiana Milę, którego talent, charyzma i determinacja powinny stanowić wzór dla chłystków z Premiership.

Wyobraźcie sobie, że głową Banku Światowego zostaje Andrzej Lepper.

Wyobraźcie sobie, że nowego "Indiana Jonesa" z nieograniczonym budżetem nakręci Bohdan Poręba. Że miejsce Harrisona Forda zajmie Stanisław Mikulski, rolę złowieszczego czarnego charakteru obejmie Doda, soundtrack napisze Michał Wiśniewski, a efektami specjalnymi zajmą się geniusze od "Wiedźmina".

Wyobraźcie sobie te efekty.

Jest nadzieja, że byłyby równie spektakularne, jak osiągnięcia Isiah Thomasa w Nowym Jorku.

I nie chodzi nawet o to, że Knicks - pomimo niezliczonych transferów, astronomicznego budżetu na płace, trzech zmian na stołku trenerskim - za kadencji Thomasa nie wygrali ani razu w play-off, a dziś, z bilansem 20-56 kończą jeden z najgorszych sezonów w historii klubu.

Chodzi o styl.

Isiah Thomas to jedyny menedżer w NBA, który uratował nie jedną, ale cztery drużyny ligi. W 2004 roku, kupując Stephona Marbury'ego i Penny'ego Hardawaya, jednym zamaszystym ruchem podarował wolność płacową Phoenix Suns. Ci wydali zaoszczędzone pieniądze na Steve'a Nasha. Później Thomas wybawił z opresji jeszcze Toronto (kontrakt Jalena Rose'a), Orlando (kontrakt Steve'a Francisa) i Portland (kontrakt Zacha Randolpha) - przyjmując do swej drużyny graczy przepłaconych, sfrustrowanych, niechcianych gdzie indziej.

Był odważny. Nikt w NBA nie oddałby dwóch wyborów w pierwszej rundzie draftu za niepewnego, leniwego, ociężałego centra z wadą serca. Nikt, za wyjątkiem Isiah. Dlatego w Nowym Jorku gra Eddy Curry (średnio 13 pkt, 4 zbiórki). Nikt nie zapłaciłby innemu opasłemu centrowi 30 mln dolarów tylko dlatego, że temu trafiły się dwa dobre mecze. Isiah się nie bał, więc oczy kibiców NYK cieszy od lat widok przesiadującego na końcu ławki Jerome'a Jamesa (w tym roku zagrał dwie minuty).

Umiał podejmować trudne decyzje. Jak wtedy, gdy starzejącemu się Dikembe Mutombo powiedział, że czas na emeryturę, trzeba ustąpić miejsca młodszym. To był rok 2004. Mutombo wciąż gra i zachwyca - w Houston. Cóż, tam konkurencja jest pewnie słabsza.

Potrafił jak nikt wpłynąć na finanse swego klubu. 187 mln dolarów - tyle według magazynu "Portfolio" kosztowały Knicks rządy Thomasa (nie licząc jego pensji i wynagrodzeń graczy). 137 mln dolarów to podatek od luksusu, który Knicks płacili corocznie jako karę za horrendalnie wysoki budżet płac. 19,6 mln - utracone wpływy z biletów, gdy kibicom znudziło się oglądanie kolejnych porażek. 18,5 mln dolarów - odprawa dla trenera Larry'ego Browna, zatrudnionego na pięć lat, zwolnionego po roku. 11,5 mln - za przegrany proces o molestowanie seksualne.

Zbudował organizację odmienną od banalnych standardów NBA. Tylko w Nowym Jorku prezydent klubu mówił o swej szefowej marketingu "ta p$%^&# suka". Tylko tutaj stażystka, która po urodzinowej imprezce wskoczyła do terenówki gwiazdora klubu (Stephona Marbury'ego) na szybki numerek, dostała kilka tygodni później awans i podwyżkę. Tylko tu tenże gwiazdor, po tym jak wypadł z łask, dostał zakaz wstępu na mecze. Tylko w Madison Square Garden wszystkie kontakty graczy z mediami objęte są policyjnym nadzorem oficjeli od PR-u.

Zarażał entuzjazmem. "Nie muszę zdobyć mistrzostwa. Chcę pozostawić coś, co przetrwa długie lata. Chcę pozostawić dziedzictwo. Tradycję. Wzorzec postępowania" - mówił. Pewnie dlatego spóźniał się na przedmeczowe odprawy, a jego treningi należały do najmniej męczących w NBA. Wiadomo: z niewolnika nie ma pracownika.

Kilka miesięcy temu, przeczuwając, że jego czas dobiega końca, wyznał: "Gość, który leje beton na fundamenty, nigdy nie zamieszka w pięknym domu, który zbudował. Naszym zadaniem dziś jest wylać beton i zrobić to dobrze". I faktycznie: przyszłość Knicks definiują wieloletnie kontrakty Randolpha, Curry'ego i Jamala Crawforda. Swobodę płacową, pozwalającą zatrudnić jakiegoś LeBrona, Knicks odzyskają już w roku 2011.

Kronika towarzyska

Oficjalnie prezydent Knicks Donnie Walsh nie zdecydował jeszcze, czy Isiah Thomas zachowa posadę trenera. Nieoficjalnie wszyscy twierdzą, że nie ma na to najmniejszych szans. Kandydatem na nowego trenera NYK jest podobno były rozgrywający Knicks Mark Jackson.

Rekrutując następcę Thomasa, właściciel Knicks rozmawiał wyłącznie z Walshem. Część mediów nowojorskich uważa, że to kolejny gruby błąd, bo były szef Indiany - choć ma klasę, doświadczenie i ewidentne sukcesy (wybrał w drafcie Reggiego Millera), w ostatnich latach głównie się mylił. Pacers za dużo zapłacili Jermaine'owi O'Nealowi, zbyt tanio sprzedali Rona Artesta, w drafcie wybierali słabo - i z potęgi stali się outsiderem. Do Jerry'ego Westa (eksmenedżer Lakers, legenda NBA) nikt z Knicks nawet nie zadzwonił.

Ogłoszenie: 68-letni trener z wielkim doświadczeniem i fantastycznym CV desperacko szuka pracy. Larry Brown (m.in. mistrzostwo NBA z Pistons), przyznaje: "Tak bardzo chcę wrócić. Strasznie mi się nudzi. Tęsknię". Wśród tych, którzy mogą się skusić, jest Michael Jordan, współwłaściciel Charlotte Bobcats, niezbyt zachwycony pracą trenera Sama Vincenta.

Maskotka Chicago Bulls, Byczek Benny, zaatakował zawodników Boston Celtics, Kevina Garnetta i Jamesa Poseya. Podczas rozgrzewki przed meczem Benny oddał do obu panów strzały z pistoletu do wystrzeliwania koszulek w trybuny. James Posey dostał w plecy. Władze Bulls przepraszają za incydent, ale upierają się, że to był tylko nieszczęśliwy wypadek.

Debiutant z Philadelphii, Jason Smith, bawił się w poniedziałek w klubie nocnym Butter z gwiazdką porno Mary Carey. Mary opowiedziała później, że Jason wyznał jej, że jest wielkim fanem jej filmów, że nazywał ją boginią i że fantastycznie całuje.

Ciekawostki

Boston Celtics pozwolili Miami Heat na oddanie tylko 17 celnych rzutów. To rekord NBA, ale na Paulu Piercie nie robi to wrażenia: "Naszymi rywalami byli Kasib Powell, Earl Barron, Stephane Lasne i Blake Ahearn. Można się było spodziewać, że tak to się skończy".

Z 13 zwycięstwami w 76 meczach Miami Heat ma już niemal pewne ostatnie miejsce w tabeli NBA, a tym samym największe szanse na zwycięstwo w loterii draftowej. "Jeśli wylosujemy numer 1 w drafcie, to będziecie musieli przyznać, że na to zasłużyliśmy" - powiedział trener Miami, Pat Riley.

Rok temu Boston Celtics wygrali 24 mecze. W tym sezonie - już 61. Skok o 37 zwycięstw to rekord w historii NBA. Poprzedni rekord należał do San Antonio Spurs, którzy w 1997 roku wygrali ledwie 20 razy, a rok później - ze zdrowym Davidem Robinsonem i debiutantem Timem Ducanem - poprawili się o 36 zwycięstw. Ciekawe, prawda?

Złota myśl

"Jest jedna rzecz, którą chciałbym, abyście o mnie wiedzieli: walczę aż do śmierci. Nie poddaję się. Nie rezygnuję. Zwyciężyć albo zginąć. I naprawdę mam na myśli śmierć. Nie odejście. Śmierć" - Isiah Thomas

Pokaz brawury i kozactwa

Przypadkowi bohaterowie

Kiedy Knicks zagrają w finale NBA?