Sport.pl

Arka: jest źle, trzeba działać

- Tym razem słabej gry drużyny nie możemy zostawić bez echa. Trzeba podjąć konkretne decyzje - zapowiada prezes Prokomu Arka Gdynia Roman Walder. Pozycja trenera Wojciecha Stawowego jest zagrożona
Arka fatalnie zaczęła rundę wiosenną w II lidze. Najpierw cudem pokonała u siebie Podbeskidzie Bielsko-Biała (3:2), ale potem nie potrafiła wygrać z najsłabszymi drużynami w lidze - Pelikanem Łowicz (0:0) i Kmitą Zabierzów (1:2). Po sensacyjnej porażce z Kmitą Stawowy oddał się w ręce zarządu, ale choć władze Arki były oburzone fatalną grą drużyny, żadnych decyzji nie podjęto. Prezes klubu Roman Walder i właściciel Ryszard Krauze uznali, że warto jeszcze zaufać Stawowemu i jego piłkarzom.

- Nie podejmujemy nerwowych ruchów. Liczymy, że pomoże nam spokój. Trener i piłkarze analizowali sytuację, zastanawiali się nad przyczynami słabej gry. Trener zapewnia, że wszystko ma pod kontrolą. Czas pokaże, czy rzeczywiście tak jest - mówił Walder tuż po świętach i porażce z Kmitą.

A Anna Stopka, wiceprezes firmy Prokom, dodawała: - Nie ma możliwości, aby trener odszedł w trakcie sezonu. Podjął się zadania, a ocena, w jaki sposób zadanie zostało zrealizowane, przyjdzie na koniec sezonu.

Decyzji zabrakło, a Arka miała się przełamać w wyjazdowym meczu z GKS Katowice. Przegrała 2:3. Potem było spotkanie w Pucharze Polski z Wisłą Kraków. W meczu z najlepszą polską drużyną Arka grała dobrze, zremisowała 0:0 i w Gdyni znów była przekonana, że wszystko jest pod kontrolą. Ale w niedzielę piłkarze z Gdyni tylko zremisowali u siebie ze Zniczem Pruszków 2:2, tracąc bramkę w ostatniej minucie doliczonego czasu.

- Nasza sytuacja robi się krytyczna, wymyka się spod kontroli. Czołówka zaczyna nam uciekać, a właściwie, już uciekła - zauważył po meczu Stawowy. - To miał być przełomowy mecz, mieliśmy zacząć marsz w górę tabeli...

Tymczasem Arka zajmuje szóste miejsce, ma 39 pkt. Do lidera Piasta Gliwice traci 9 pkt, do wicelidera Lechii Gdańsk - 8. Piłkarze z Gdyni przyznali po meczu ze Zniczem, że szanse na zajęcie pierwszego lub drugiego miejsca są minimalne. Arce została walka o trzecie miejsce, które przed rozgrywkami gwarantowało baraż o ekstraklasę, ale teraz - po degradacjach za korupcję - powinno dać bezpośredni awans.

W Gdyni nie zamierzają już jednak czekać. Walder zapowiada, że tym razem bez kar się nie obędzie. Na razie nie chce jednak zdradzić, jakie decyzje podejmie, bo musi je skonsultować z właścicielem klubu, czyli z Krauze. - Na razie mogę tylko powiedzieć, że mam w głowie aż trzy poważne decyzje - mówił wczoraj po południu Walder.

"Gazeta" ustaliła, że w grę wchodzi nawet m.in. zmiana trenera.

- W poniedziałek było kilka rozmów z trenerami, którzy mogliby poprowadzić Arkę. Nikt nie ogłosi jednak, że Stawowy jest zwolniony, dopóki nie będzie wiadomo, kto go zastąpi - mówi nam osoba z klubu z Gdyni.

Z naszych informacji wynika również, że kara nie ominie piłkarzy. Na pewno zostaną oni ukarani finansowo, a niewykluczone, że niektórzy z nich zostaną odsunięci od pierwszego zespołu.

- Zdajemy sobie sprawę, że gramy źle i możemy się spodziewać reakcji ze strony zarządu. Wiemy, że ona będzie, ale nie wiemy jeszcze, jaka... Staramy się o tym nie myśleć, przygotowujemy się do kolejnych spotkań, choć to, jak zareagują szefowie klubu, przewija się gdzieś w naszych myślach czy rozmowach - mówi Stawowy. - Cały czas uważam jednak, że stać nas na awans do ekstraklasy. I nie zaprzestajemy walki nawet o pierwsze czy drugie miejsce w lidze, bo dopóki mamy na to matematyczne szanse, będziemy wierzyć w powodzenie.

- Zarówno z trenerem, jak i piłkarzami wiążą nas umowy, których rozwiązanie nie jest takie proste. Czekamy jednak na decyzje prezesa Waldera, jako właściciel klubu na pewno będziemy je analizować - dodaje Stopka.