Adamek: To będzie twarda walka bez ściemy

- Będzie to najlepsza walka w Polsce - mówi Tomasz Adamek, który w sobotę bije się w Katowicach z O'Neilem Bellem o prawo do walki o tytuł mistrza świata.
W Polsce dotąd nie było pojedynku na tak wysokim poziomie - obaj są wspaniałymi pięściarzami ze ścisłej światowej czołówki. Rywalem najlepszego polskiego boksera jest zabijaka, który na 26 walk wygrał 24, w tym 22 przez nokaut. Był mistrzem świata wagi junior ciężkiej w trzech najważniejszych federacjach. Adamek miał mistrzowski pas w jednej, obaj zamierzają wrócić na szczyt.

Wygrana da Polakowi prawo do walki z mistrzem świata Steve'em Cunninghamem. Jeśli dojdzie do pojedynku Adamek - Cunningham, będzie to dla Polaka spacerek w porównaniu z sobotnią bitwą.

Radosław Leniarski: Czego się pan spodziewa po tej walce?

Tomasz Adamek: Twardej, ostrej walki. Nie będzie żadnej ściemy. Bell - Adamek to najlepsza walka w boksie, jaka się zdarzyła w Polsce.

Każdy bokser mówi, że oczekuje twardej walki...

- Mówię tak dlatego, że Bell to twarda sztuka. Widziałem go w walkach z Jean-Markiem Mormeckiem. I choć ostatnią z nich przegrał, to mogę powiedzieć, że Bell nie boi się wojen. Ale ja też jestem ostatnim zawodnikiem, o którym można powiedzieć, że unika bitwy. Dlatego chciałem tej walki. Przecież wcale nie musiałem spotkać się z zawodnikiem, który ma taki rekord nokautów jak Bell. Mogłem wziąć się za jakiegoś kelnera. Ale takie pojedynki nie dałyby mi nic oprócz paru złotych. Muszę wygrywać z najlepszymi, choćby po trudnych bojach. Zdecydowałem się na ryzyko, bo zwycięstwo w sobotę daje mi prawo do walki o mistrzostwo świata z Cunninghamem.

Bell mówi, że w ringu gotów jest zaryzykować zdrowie i życie, aby pokonać przeciwnika. Czy te oświadczenia robią na panu jakieś wrażenie?

- Nie bardzo. Przecież wiem, że boks to sport kontaktowy i że zdarzają się wypadki. Niejednokrotnie bokserzy tracili w walce zdrowie. Wychodząc na ring, wiem o tym wszystkim, więc to chyba oczywiste, że też ryzykuję, ale nie muszę o tym tyle gadać.

Mam nadzieję, że opatrzność da nam zejść z ringu o własnych siłach i jednocześnie będzie to dobry pokaz boksu. Nie ma sensu tracić życia i zdrowia, bo życie nie kończy się na jednej walce. Wystarczy, że trzeba stoczyć pojedynek, który będzie jednocześnie dobry, piękny i jeszcze zwycięski.

Chodzi mi o to, że Bell brzmi, jakby był bardzo zdeterminowany, gdy mówi, ile jest gotów zaryzykować...

- W otwartej bitwie polec może każdy, choćby przez przypadek. I choćby nie wiem jak twardą miał szczękę. Ja mam twardą szczękę, po lekkich ciosach się nie przewracam, więc wcale się tego nie boję. Mamy jednak inną taktykę niż bijatyka. Bell pewnie będzie atakował, ja nastawiam się na kontry - szybki lewy prosty. Wszystko po to, aby zaskoczyć Bella, który jest trochę statyczny. Nie będę stać w miejscu jak w walkach z Briggsem i nie wdam się w wymianę ciosów, bo to kosztuje zdrowie.

Skąd ta zmiana?

- Tak byłem wtedy ustawiony przez trenera Buddy'ego McGirta. McGirt jako klasyczny przypadek amerykańskiego pięściarza lubi takie wojny i inaczej nie wyobraża sobie boksu. Rzuciłem to. Już w Katowicach walczyłem bardziej na nogach - dzięki powrotowi do źródeł, do polskiej szkoły. To pozwala mi podejść do przeciwnika, zadać kilka celnych ciosów i odejść. A że wzmocniłem się siłowo, moje ciosy będą ciężkie.

W pojedynkach z Briggsem w wadze półciężkiej mieścił się pan z trudem w limicie 80 kg. Przeskok wagowy z kategorii półciężkiej do junior ciężkiej jest największy w boksie, bo aż o ponad 11 kg. Jak się pan czuje w nowym ciele?

- Wczoraj ważyłem 92 kg i nie macie pojęcia, jak dobrze jest nie katować się przed walką zrzucaniem kilku kilogramów z ciała, które i tak jest już wysuszone. Jest mi teraz dużo łatwiej dlatego, że moja naturalna waga to ponad 90 kg.

Ale czy nie straci pan na ruchliwości?

- Fachowcy, którzy mnie widzieli w ringu podczas sparingów, mówią, że jestem równie dynamiczny jak wcześniej.

Nabrał pan siły, widać to też po pana bicepsie. Sparingpartnerzy nie przewracali się?

- Sparingi nie są od tego, aby nokautować, bo sparingpartner jest współpracownikiem. Dzisiaj miałem z Kubańczykiem Roberto Norrisem sparingi zadaniowe, czyli wykonywałem kombinacje uzgodnione wcześniej z trenerem, ułożone pod walkę z Bellem. I bez nokautowania Norrisa było w takim sparingu wszystko, co potrzebne będzie w sobotnim pojedynku. W sumie podczas dziewięciu tygodni zrobiłem 100-110 rund. Czyli mniej więcej tyle, ile przed walką z Briggsem. Nigdy nie miałem problemu z wytrzymałością i myślę, że nie będę miał - biegałem cztery razy w tygodniu po 10 km, robiłem mnóstwo treningów siłowych, ale nie takich jak sobie wszyscy wyobrażają, czyli nie podnosiłem maksymalnych ciężarów, ale mniejsze, tak by nie tracić szybkości, a jeszcze zyskiwać na wytrzymałości.

Miał pan jechać przed walką do USA, ale ostatecznie kilka tygodni spędził pan w Wiśle.

- Uważaliśmy, że do Polski trudno byłoby sprowadzić odpowiednich sparingpartnerów, ale okazało się, że udało się ich załatwić. Było ich czterech, i to dobrych. Tymczasem podróż do USA i z powrotem, czyli dwukrotna aklimatyzacja po zmianie czasu, byłaby bez sensu. Straciłbym kilka tygodni pracy. To była bardzo dobra decyzja.

Ale w USA znaleźlibyście na pewno lepszych sparingpartnerów. Bell sparował z Bernardem Hopkinsem, który jest wielką gwiazdą boksu. A kto to jest Roberto Norris z dwiema czy trzema stoczonymi walkami? Jest pan pewien, że przyjechali do Wisły najlepsi?

- Miałem dwóch pięściarzy z USA, dwóch z Europy. Sparingpartnerzy to nie przeciwnicy. Ci, którzy przyjechali, pracowali dla nas z konkretnym zadaniem przygotowania do walki Bellem. Batello był wybrany dlatego, że bije mocno prawą ręką. Podobnie dobrany był Norris.

Pana mankamentem w walce z Briggsem była zbyt nisko opuszczona lewa ręka. Lewa strona była przez to niechroniona należycie i otrzymywał pan zbyt dużo uderzeń z prawej strony. Poprawił pan ten błąd?

- Przez dziewięć tygodni pracowaliśmy nad tym, ale w boksie mawia się, że to, co ważne, dzieje się podczas prawdziwej walki. Gdy wchodzi się na ring, dochodzą emocje, krańcowe zmęczenie. Stare nawyki mogą wrócić. Choćby nie wiem jak długo pracowało się nad ich wyeliminowaniem.

-AdamekBell
wiek3234
wzrost187183
limit wagi91
zasięg191191
zwycięstwa3326
nokauty2224
remisy01
porażki12
porażki przez KO01