Wielki boks Adamka: Amerykanin poddał mu się po siódmej rundzie

Całkowita kontrola w ringu, błyskotliwa technika, zimna kalkulacja - tak Tomasz Adamek rozbił w taktycznej walce O'Neila ?Supernova? Bella, króla nokautu. Teraz Polak będzie walczyć o tytuł mistrza świata wagi junior ciężkiej ze Stevem Cunninghamem


Jeśli O'Neil Bell miał być Supernową wagi junior ciężkiej, to trzymając się kosmologicznej nomenklatury (w końcu walka odbywała się w Spodku) w Katowicach zamienił się najpierw w Karła, a potem w Czarną Dziurę. Olbrzymem był - o ile w ogóle - dawno temu.

Już w pierwszej rundzie Jamajczyk był liczony po ciosie, który spowodował przyklęknięcie i lekkie zamroczenie. Już po piątej rundzie mówił w narożniku trenerowi Jamesowi Plenty: - Nie mogę go trafić, nie mogę tak dalej walczyć!

Wreszcie po siódmej, w której Adamek zaczął ośmieszać rywala, kiedy trzy bezpośrednie lewe proste (bach, sekunda przerwy, bach, sekunda przerwy, bach), a zaraz potem następna kombinacja ciosów dotarły do głowy Jamajczyka, ten postanowił nie wyjść do ósmej rundy. Wtedy stał się Karłem - upierając się przy terminologii kosmicznej.

W Czarną Dziurę zamienił się chwilę później, kiedy wszystkie pytania o przyczyny rezygnacji, o wyjaśnienie zachowania wpadały w próżnię. - No comments! - odpowiadali ochroniarze, gdy schodził w milczeniu z ringu do szatni, gdy Adamek skakał po linach ringu pozdrawiając kibiców, a na trybunach orkiestra górnicza przygrywała, nie, wręcz radośnie rżnęła "Sto lat". Jamajczyk milczał też, gdy ubrany w długi skórzany płaszcz i futrzaną czapę szedł do samochodu w asyście kilku ochroniarzy. Nagabywany o komentarz trener Plenty wydusił tylko, "sorry, ale spieszę się do samochodu". Bell podobno nie chciał gadać nawet ze swoim promotorem Leonem Margulesem.

Przyczyny przemiany z supernowej w czarną dziurę są proste.

Dzień przed walką Bell po raz pierwszy zorientował się, że może spotkać się nie z Adamkiem, który młócił się nie zważając na obronę z Paulem Briggsem, ale z pięściarzem myślącym na ringu, wykorzystującym swoje wszystkie atuty, uważnym. Po prostu ktoś mu wreszcie dostarczył płytę CD z pojedynkiem z Thomasem Ullrichem, gdzie Adamek właśnie tak walczył.

Po drugie Bell musiał zmagać się z nadwagą. Dlatego zmienił hotel, w którym nie było wanny ani sauny. Podobno dzień przed oficjalnym ważeniem do limitu kategorii - niecałe 91 kg - brakowało pięciu.

Wreszcie ponad rok przerwy po dotkliwej porażce z Jeanem Marcem Mormeckiem to dla pięściarza, który ma kłopoty z motywacją zdecydowanie za dużo. A właśnie takim okazał się Jamajczyk w Katowicach. Przygotowania do ciężkiej walki wymagają pełnej mobilizacji, żadnych uników i półśrodków. Więc kiedy uświadomił sobie, że nie znokautuje rywala, że jego zmiany taktyki nic nie dały - próby uderzeń lewymi bezpośrednimi na tułów Adamka, aby obniżyć zasłonę Polaka - pękł.

Jednak w ostatecznym rozrachunku najważniejsze było nie to, jaki był w sobotę Bell, tylko kogo Bell spotkał w ringu. Spotkał zdeterminowanego, pewnego siebie pięściarza, który wie czego chce, i wie, jak to osiągnąć.

Adamek, zgodnie z zapowiedziami bił lewymi prostymi, używał kombinacji lewy, prawy, inteligentnie schodził z linii niebezpiecznej prawej ręki rywala, krążąc po środku ringu w prawą stronę, unikał lin, unikał narożnika, w którym narażał się na nokaut - tu reagował błyskawicznie na rady trenera Andrzeja Gmitruka.

Mimo wagi o dobrych 10 kg większej w porównaniu z kategorią półciężką, w której walczył przez długie lata i został mistrzem świata, ani on na ringu, ani jego uderzenia nie straciły szybkości. W kilku sytuacjach przy linach, szkolnymi zejściami poniżej nadlatującą prawą, z jednoczesna rotacją, ośmieszał Jamajczyka, powodował że rywal trafiał w pustą przestrzeń, wpadał w liny, a Adamek już go znów miał na celowniku - odkrytego, zdezorientowanego i coraz bardziej bezradnego.

Aż dziwne, że nie wszyscy sędziowie dali Adamkowi po siedmiu rundach siedmio- lub ośmiopunktowej przewagi Polaka nad byłym mistrzem świata WBA, WBC i IBF kategorii junior ciężkiej. Co do absolutnej przewagi Polaka można mieć było wątpliwości w czwartej rundzie, najbardziej zbliżonej do remisu.

Teraz Adamek czeka na decyzję IBF, narzucającą mistrzowi świata Steve'owi Cunninghamowi termin obowiązkowej obrony tytułu. Odbędzie się ona znów prawdopodobnie w Polsce. Jeśli będzie to odległy termin, być może Polak stoczy jeszcze jeden pojedynek. Do tej pory Adamek musi znów zmierzyć się z wymagającym przeciwnikiem - Polskim Związkiem Bokserskim, który nie wydał Polakowi licencji na walkę w Spodku. Adamek walczył w Polsce z licencją stanu Floryda.

Mówi Tomasz Adamek:

- Widziałem, że to długo nie potrwa. Czułem, że słabł. Zacząłem coraz częściej trafiać lewą ręką, jego szybkość malała. A ja jestem szybki - to będzie moja przewaga w przyszłości w tej kategorii. Trener mówił, że nie mogę stanąć w miejscu, bo chłopak ma czym przyłożyć. Andrzej [Gmitruk] darł się: "W lewo! W prawo!" Potem żebym uderzał w dół i w górę na zmianę. Bella zaskoczył ten styl - że jestem tak ruchliwy.

Korciło mnie do wymiany, ale Andrzej mnie stopował: "Jeszcze nie teraz. Po szóstej, siódmej rundzie, kiedy jego szybkość jeszcze bardziej spadnie! Wtedy zaatakujesz". No, ale nie było ósmej rundy.

Bell trafił mnie mocno w siódmej rundzie - znokautował przecież Mormecka - ale Góral jest twardy i potrafi przyjąć cios.

Przed walką byłem spokojny. Nawet jak wchodziłem do Spodka, to czułem się jakoś dziwnie. Jakby to nie była ważna walka. Byłem bardzo rozluźniony.

Trochę mi łapy w bicepsie przybyło, więc i w przepychankach z Bellem dawałem sobie radę. Czuję, że to moja naturalna kategoria - nie straciłem nic na szybkości, a przybyło mi mocy. Mówiłem wam przecież, że tak będzie, a Adamek nigdy nie kłamie. Obiecałem kibicom, że będę mistrzem świata. Co potem - pomyślę potem. Wszystko może się zdarzyć, nawet pojedynki w wadze ciężkiej.



Ziggi Rozalski, sekundant i doradca Adamka:

- Czekamy na walkę o tytuł. Być może zanim to się stanie Tomek stoczy walkę w kategorii ciężkiej. Nie jest wcale gorszy od tych lżejszch pięściarzy w najwyższej kategorii.



Statystyki

- 32-letni Adamek, były mistrz świata wagi półciężkiej, stoczył w zawodowej karierze 34 pojedynki, z których 33 wygrał, a jeden przegrał (z Chadem Dawsonem z USA).

- Dwa lata starszy Bell legitymuje się rekordem 26-2-1. Prawie rok temu stracił pasy WBA i WBC w junior ciężkiej na rzecz Francuza Jeana-Marca Mormecka.

Czy Tomek Adamek będzie mistrzem świata?