Polski mistrz Europy kręci nosem: Słabo to wyglądało

Szymon Kołecki wynikiem 397 kg w dwuboju zdobył mistrzostwo Europy w podnoszeniu ciężarów w kategorii 94 kg. - Z takim wynikiem nie mam co marzyć o złocie w Pekinie - nie ukrywa.
Dla Kołeckiego liczy się tylko złoto w Pekinie

Kołecki został mistrzem Europy już po raz piąty. Wcześniej był najlepszy w 1999, 2000, 2006 i 2007 r. W sobotę we włoskim Lignano Sabbiadoro drugie miejsce zajął Rosjanin Andriej Demianow - 385 kg, a trzecie jego rodak Mukhamat Sozajew - 384 kg. Kołecki objął prowadzenie po rwaniu, w którym miał 177 kg. Podrzut Polak rozpoczął jako ostatni. Zaczął od 220 kg i pierwsze podejście spalił. Ciężar ten zaliczył w drugiej próbie i zapewnił sobie tytuł. Na zakończenie próbował podnieść 226 kg, ale próba nie była udana.

Grzegorz Kubicki: Jest pan zadowolony ze swojego startu? 397 kg to nie jest rewelacyjny wynik...

Szymon Kołecki: Zostałem mistrzem Europy, ale radość jest umiarkowana, bo stać mnie na więcej. Klika rzeczy można było zrobić lepiej, zwłaszcza w podrzucie. Warunki zawodów były jednak specyficzne. Po rwaniu kilku zawodników zrezygnowało z podrzutu, wszystko działo się strasznie szybko. Pierwsze podejście do 220 kg w ogóle mi nie wyszło - sztanga mi uciekła, straciłem mnóstwo sił. Zepsułem też ostatnią próbę, przy 226 kg. Miałem jednak mało czasu. A dokładnie 34 sekundy na to, aby minąć sędziego technicznego, wejść po schodach, natrzeć ręce i skoncentrować się przed próbą. Naprawdę słabo to wyglądało... Szkoda, bo 226 kg to ciężar, który w normalnych warunkach spokojnie byłbym w stanie podnieść.

Czyli w Pekinie chce pan dźwignąć zdecydowanie więcej?

- Nie tylko chcę, ale muszę. Z takim wynikiem nie mam bowiem co marzyć o złotym medalu na igrzyskach. Mistrzostwa Europy miały być sprawdzianem, ważną próbą przed Pekinem. Tam też chcę być przecież najlepszy. Gdybym teraz miał oceniać, to na igrzyskach chciałbym podnieść 410 kg w dwuboju. To powinno dać złoto.

W mistrzostwach Europy nie startowali pana najgroźniejsi rywale.

- Przeciwnicy, których pokonałem we Włoszech, nie byli z górnej półki. Zabrakło Azera Nizami Paszajewa, nie było Rosjan czy mojego przyjaciela Gruzina Arsena Kasabijewa. Z kolei Kazach Ilia Ilin nie mógł wystąpić, bo w podnoszeniu ciężarów reprezentanci tego kraju startują w mistrzostwach Azji. Ale w Pekinie będą wszyscy.

To już pana piąte mistrzostwo Europy. Można się przyzwyczaić?

- Nie chcę się przyzwyczaić do wygrywania, bo to zawsze będzie mi sprawiało frajdę. Choć oczywiście trudno porównywać te wszystkie tytuły mistrza Europy. Największą radość sprawiło mi zwycięstwo w 1999 r. I nie tylko dlatego, że wtedy wygrałem po raz pierwszy. Moim rywalem na tamtych zawodach był naprawdę mocny Akakios Kakhiasvilis, rekordzista świata, medalista olimpijski. Wygrać z nim, to było coś, lubię zwycięstwa po walce. A teraz moi rywale byli... Nie byli tak mocni.

Wyniki w kategorii 94 kg:

1. Szymon Kołecki (Polska): 397 kg (177+220)

2. Andriej Demianow (Rosja): 385 kg (172+213)

3. Mukhamat Sozajew (Rosja): 384 kg (174+210)