Sport.pl

Tenis amatorski: Tenis, który kwitnie

W parkach i ogrodach kwitną krokusy i forsycje, ptaki hałasują o świcie, nadlatują pierwsze bociany. Przyroda nieomylnie zwiastuje nadejście wiosny. To także znak, że pora kończyć sezon pod dachem. Czas na decydujące rozstrzygnięcia - czyli Halowe Mistrzostwa Polski atp.
Od sześciu lat ten turniej gości na obiektach Chorzowskiego Towarzystwa Tenisowego, ale w tym roku po raz pierwszy rozegrano go pod auspicjami nowo utworzonej spółki atp, co według dyrektora mistrzostw, Pawła Łukasika, wymusiło lepszą jakość, większy rozmach i wyższe nagrody. 15 tysięcy złotych wypłacono półfinalistom, a połowę tej kwoty rozdano w nagrodach rzeczowych rozlosowanych wśród wszystkich uczestników. Jak jednak zapewniał Zygmunt Ćwiąkała, zawodnik i zarazem organizator ubiegłorocznych letnich mistrzostw w Bytomiu, na korcie nie ma miejsca na myślenie o pieniądzach.

Grająca reklama tenisa

W tym roku tydzień przed zawodami przez naszą część Europy przetoczył się orkan Emma, który podniósł ciśnienie dyrektorowi turnieju. - Od dwóch lat prześladowała nas pogoda. Balony są czułe na silny wiatr i duże opady śniegu, i tak się nieszczęśliwie składało, że za każdym razem natura "unieszkodliwiała" jeden z nich. Dlatego słysząc, że to coś, co zbliża się do Polski ma już imię, na wszelki wypadek złożyliśmy dwa balony. Nie było wyjścia, impreza musiała się odbyć, ale pogoda w końcu okazała się łaskawa - relacjonował Łukasik.

W mistrzostwach padł rekord frekwencji - wystartowało aż 178 tenisistów-amatorów. Grano w 14 kategoriach singlowych i oraz 8 deblowych i mikstowych, a na piersiach półfinalistów zawisło ponad sto medali. Najliczniejsza była kategoria +45 lat mężczyzn, w której wystartowało 26 zawodników. Jak zwykle najmniej chętnych zgłosiło się w najstarszych kategoriach i nawet po utworzeniu jednej wspólnej grupy +75 znalazło się jedynie czterech zawodników, wśród nich Eugeniusz Czerepaniak. Najstarszy polski tenisista (rocznik 1921) pokonał jednego "juniora" i zajął zasłużone trzecie miejsce. - Oni są żywą reklamą, że w tenisa można grać w każdym wieku - z podziwem mówił o seniorach dyrektor Łukasik. - Dlatego cieszę się, że możemy organizować tę imprezę u nas. Spośród czterdziestu, których jesteśmy gospodarzami, ta jest najważniejsza.

W Chorzowie po raz pierwszy dopuszczono do rywalizacji zawodników poniżej 35. lat. Najmłodszym, który zgłosił akces do imprezy, był niespełna 18-letni Maciej Szczygłowski. Odpadł jednak w pierwszej rundzie. Za to w rywalizacji kobiet nie miała sobie równych katowiczanka Anna Kończak, w finale zwyciężając Hannę Listek 6:1, 6:2. Nie mogło być inaczej, skoro czuwał nad nią występujący w kat. +60 trener i ojciec w jednej osobie. Zupenie jak w rodzinie Radwańskich.

Nie wszyscy faworyci mieli jednak łatwe życie. Już w pierwszych rundach doszło do bardzo ciekawych i wyrównanych pojedynków, a to za sprawą braku licencji u kilku zawodników. Nie wykupili, a potem mogli narzekać na pecha. W kategorii +55 w jednej ćwiartce znalazło się aż czterech asów - rozstawiony z dwójką Wacław Daszkiewicz, mistrz na ziemi Władysław Króliczak, Zdzisław Macias oraz rozstawiony z siódemką Andrzej Iszczukiewicz. Do półfinału dotarł Króliczak, choć w finale i tak bezkonkurencyjny był Sławomir Drąg, turniejowa jedynka.

Samochód do biegania

Nie da się ukryć, że w HMPA prym wiedli i wieść będą tenisiści w młodości "skażeni" zawodniczo. To oni dyktowali warunki w większości kategorii i nawet najlepsze chęci nie były w stanie wygrać z wpojoną niegdyś techniką.

Uroczo wyglądał w kategorii +60 finałowy pojedynek najprawdziwszego amatora z najprawdziwszym trenerem. Stanisław Kończak z miną srogiego nauczyciela gonił po korcie Edwarda Jaworskiego, który co chwilę wykrzykiwał "Brawo!" i zamiast się złościć, ambitnie biegał za piłką. Wywalczył zaledwie jednego gema, ale i tak był bardzo zadowolony z gry. - Może gdyby nie kontuzja, ugrałbym więcej. Kilka wymian było bardzo dobrych i często piłki lądowały o centymetry za linią, ale brak dokładności wynikał z bolącego przedramienia - mówił Jaworski. W przerwie między setami córka Kończaka, Anna, wspierała rywala taty maścią rozgrzewającą, ale niewiele pomogło.

Po meczu uczeń komplementował nauczyciela, szczerze gratulując wygranej. - Nigdy nie miałem żadnego trenera, nikt nawet nie pokazał mi, jak trzymać rakietę, dlatego doceniam takie spotkania - opowiadał, ale nie omieszkał żartobliwie "odgryźć się" za porażkę. Poklepując rywala po dobrze zarysowanym brzuszku, oznajmił, że gra świetnie, ale kilka kilogramów przydałoby mu się zrzucić, żeby po wymianach nie łapała go zadyszka. Dał za przykład siebie. Biega codziennie trzy kilometry - rano półtora do garażu po samochód, a wieczorem z powrotem do domu. To wystarcza, by zachować kondycję i wzorową sylwetkę. - Sąsiedzi się śmieją, że ludzie mają auta do jeżdżenia, a ja do biegania, ale nie mam zamiaru szukać garażu pod domem - mówi.

Stanisław Kończak był dawno temu (z przyganą zapytał: musi mnie pani wypytywać o te lata?!, więc trzymajmy się bajkowej formuły - dawno, dawno temu...) trzecim zawodnikiem w Polsce i srebrnym medalistą w deblu, z Maciejem Dobrowolskim z Wałbrzycha. Później startował wśród weteranów. W kategorii +50 wygrał międzynarodowe mistrzostwa Szwajcarii w singlu i deblu, w +55 sięgnął po mistrzostwo Niemiec, od 2006 roku jest mistrzem Polski, a od 2005 występuje w parze z córką - wspólną karierę zaczęli od wygrania mistrzostw Śląska. Mimo upływających lat, w konfrontacji z córką nadal jest górą. - Przecież nie może być inaczej, to politycznie niepoprawne, żebym wygrywała - śmiała się Anna.

Mecze podwyższonego ryzyka

Zemsta jest słodka - mógł powiedzieć po półfinale kat. +65 Zygmunt Ćwiąkała. W końcu udał mu się rewanż na Andrzeju Karczewskim, który dwukrotnie wyrzucał go z ostatnich turniejów - "Czarnych Diamentów" w Bytomiu i międzynarodowych mistrzostw Katowic. Pilnujący porządku w balonie nr 2 sędzia Wiesław Sobczak z przymrużeniem oka określił to półfinałowe spotkanie jako mecz podwyższonego ryzyka. Panowie walczą ze sobą zawzięcie, aż niekiedy sypią się iskry. Tym razem wszystko toczyło się w spokojnej atmosferze i choć mecz był wyrównany (6:3, 2:6, 12-10), na korcie zwyciężył tenis.

Ćwiąkała, który od 1995 roku zaledwie raz był poza finałem (wygrywał 7-krotnie, tyleż samo razy w deblu), obawiał się jednak potyczki o złoto z Józefem Hardejem. - Wprawdzie nie grał kilka lat, ale wcześniej rozstawiał nas wszystkich po kątach. Tu nie gra tak przekonywająco, ale - martwił się obrońca tytułu sprzed roku. Słusznie, bo i tym razem Hardej pokonał wszystkich rywali.

W turnieju kobiet jak zwykle nie zabrakło emocji w meczu z udziałem Jadwigi Gołdy z Żywca. Sędzia poproszony do "gościnnego" występu w finale miał dużo pracy i wyraźnie odczuł, że sędziowanie amatorom rządzi się swoimi prawami. Najpierw usłyszał, żeby nie wywoływać błędu stóp przy serwisie, jeśli któraś nadepnie na linię albo nawet nieznacznie wejdzie w kort. Kiedy jednak w drugim secie zwrócił uwagę, że Gołda wskoczyła 15 centymetrów w głąb kortu, został zakrzyczany, że się czepia, bo przecież przeciwniczka też wchodzi na linię, itd. Summa summarum stanęło na własnych regułach i sędzia zobowiązał się do czasowej ślepoty, a pani Jadwiga spokojnie przypieczętowała zwycięstwo. Gabrieli Sławik nie pomógł nawet cichy doping Eugeniusza Czerepaniaka. - Jadzia występuje w najstarszej kategorii, to wiem, ale kim jest ta druga? - dopytywał. - Przecież wygląda na 20 lat, więc jakim cudem z nią gra? Jak ona się świetnie porusza i jak wygląda! To musi być open, nie ma innej możliwości - komplementował.

Część finałów odbyła się we wtorek, część w środę. Niektórzy tenisiści za wszelką cenę chcieli w ciągu jednego dnia rozegrać wszystko, co się da, czyli single, deble i miksty, nie licząc się ze zdrowiem przeciwników. Sędzia naczelny Krzysztof Mandrak opanował jednak co bardziej ambitnych i doprowadził zawody do końca bez większych zgrzytów. Następne starcia zawodniczo-sędziowskie już wkrótce na ziemi.

HALOWE MISTRZOSTWA POLSKI ATP - CHORZÓW, 08-12.03; Finały

SINGIEL KOBIET.

Open: Anna Kończak - Hanna Listek 6:1, 6:2;

+35 i +40: Monika Kacperska - Anna Czarnecka 6:0, 6:0;

+45 i +50: Izabela Gilewicz (2) - Małgorzata Grzybek 7:5, 7:5;

+55, +60 i +65: Jadwiga Gołda (2) - Gabriela Sławik 6:2, 6:1.

SINGIEL MĘŻCZYZN.

Open: Wojciech Sawicki (4) - Filip Szpindor 6:3, 6:4;

+35: Bogdan Głąb (3) - Tomasz Jędrzejewski 6:1, 6:1;

+40: Leszek Lemczak - Bogumił Woźny 6:2, 6:1;

+45: Adam Sakwerda (3) - Maciej Urys 6:3, 7:6(3);

+50: Roman Wędrocha (1) - Jan Papierz (2) 7:5, 7:6(2);

+55: Sławomir Drąg (1) - Władysław Króliczak 6:2, 6:2;

+60: Stanisław Kończak - Edward Jaworski (4) 6:1, 6:0;

+65: Józef Hardej - Zygmunt Ćwiąkała (1) 6:2, 2:6, 6:4;

+70: Jędrzej Nowak (2) - Aleksander Deńca (1) 6:0, 6:3;

+75, +80 i +85 (w jednej grupie): 1. Stefan Tarapacki, 2. Stanisław Nowak, 3. Eugeniusz Czerepaniak, 4. Mieczysław Wiśniowski.

DEBEL KOBIET.

Open: Burchard, Kacperska -Gilewicz, Grzybek (2) 3:6, 7:6(5),10-7.

DEBEL MĘŻCZYZN.

Open: Sawicki, Zapart - Otremba, Woźny (1) 6:3, 6:3;

+35: Gąbka, Kurowski - Kałwa, Sakwerda (1) 6:0, 6:0;

+45: Urys, Wędrocha - Papierz, Rataj 6:4, 6:4;

+55: Drąg, Jaworski (1) - Duda, Głąbik 2:6, 7:6(5), 10-3;

+65: Łyp, Wileński - Pakiet, Tarpacki 6:3, 6:2.

MIKST.

+70 (suma wieku): Richter, Wędrocha (3) - Grzybek, Cichoński (4) 6:0, 6:0;

+90 (suma wieku): Poloczek, Kurowski - Stochel, Jędrzejewski (1) 6:0, 6:0.

Halowe Mistrzostwa Polski atp w liczbach

67 - tyle lat wynosiła różnica wieku między najstarszym a najmłodszym uczestnikiem mistrzostw

214 - tyle meczów rozegrano od soboty do środy

355 - tyle obiadów zjedli uczestnicy zawodów

402 - tyle piłek zużyli

22000 - tyle złotych wyniosła łączna wartość puli nagród

Halowe Mistrzostwa Polski atp w złotówkach

15 000 złotych, czyli część puli nagród wypłaconą w gotówce, podzielono na liczbę uczestników. W ten sposób wypadło po 85 złotych na osobę. Następnie pomnożono tę kwotę przez liczbę grających w każdej kategorii wiekowej, aby wysokość wygranych była proporcjonalna do liczby uczestników. Zwycięzcom przypadło 40, drugim finalistom - 30, a brązowym medalistom - po 15 procent puli danej kategorii.