Raport "Tenisklubu": Radwańscy grają va banque

Po chudych latach doczekaliśmy się tenisistki na światowym poziomie. Najwyższy czas, by w miejsce Adama Małysza potraktować ją jak dobro narodowe, bo nic nie wskazuje na to, żeby ćwierć miliona Polaków chciało skakać z Wielkiej Krokwi. Za to każdy z nich chętnie zagrałby na Wimbledonie albo Roland Garros, gdyby tylko dostał taką szansę. Właśnie troska o przyszłość Agnieszki Radwańskiej skłoniła nas do redakcyjnej dyskusji i publicznego zadania kilku pytań.
Nikt tak pięknie nie opowiada o uzdolnionych tenisistach, jak Wojciech Fibak. W innych sprawach można się z nim nie zgadzać, ale warto pamiętać, że np. Rogera Federera widział na szczycie, kiedy inni nie dawali Szwajcarowi szans choćby na czołową dwudziestkę. A gdy Venus Williams wygrywała wielkoszlemowe turnieje, mówił: "Poczekajcie na jej młodszą siostrę...". Posłuchajmy więc opinii Fibaka o Agnieszce Radwańskiej.

- Ona gra talentem, jest wszechstronna, a jej technika zachwyca. Jak najbardziej ma potencjał, aby zostać w przyszłości numerem jeden. Jeśli Hingis mogła, to i ona może. Ma więcej talentu, niż choćby Szarapowa czy Kuzniecowa. Musi się jednak wzmocnić, bo sam talent nie wystarczy. Po drodze na szczyt czyha sporo niebezpieczeństw: potencjalne kontuzje, chłopak czy wreszcie konkurencja.

Spuść wodę, wskakuj na rower

Nasz tenisowy skarb jest podwójny. Przecież tylko patrzeć, jak Urszula - jeśli wierzyć fachowcom - zacznie deptać Agnieszce po piętach. Co zrobić, żeby tak się stało? Żeby talent krakowianek rozwinął się jak najpełniej? Czy Robert Piotr Radwański nadal powinien trenować obie córki? Czy mają grać w tych samych turniejach, choć dziś dzieli je prawie 200 miejsc w rankingu WTA? A może powinny się rozdzielić? Jeśli tak, to z którą tata powinien zostać, a którą oddać pod opiekę innego szkoleniowca?

Słysząc te pytania, nasi rozmówcy od razu zastrzegli, że stawiamy ich w niezręcznej sytuacji. Wszyscy mieli wątpliwości, które najbardziej obrazowo przedstawił Wojciech Andrzejewski, dyrektor sportowy Polskiego Związku Tenisowego: - Gdy tylko Agnieszka odniosła pierwsze sukcesy, od razu pojawili się "podpowiadacze". I zaczęli doradzać Piotrowi. Ponieważ Ivanović grała kiedyś w pustym basenie, to spuść wodę i też tak trenuj. Ponieważ ojciec Kuzniecowej był kolarzem, to wskakuj na rower. Całe szczęście, że Piotrek w ogóle takich ludzi nie słuchał.

Jeśli kiedyś posłucha Tomasza Iwańskiego, który był trenerem Nadieżdy Pietrowej w jej chyba najlepszym okresie kariery, to raczej się o tym nie dowiemy: - Gdyby tak się kiedyś wydarzyło, że Piotrek poprosi mnie o wyrażenie opinii na temat tego, co zasugerowałbym mu w pracy z jego córkami, to wtedy z przyjemnością się nad tym zastanowię. Nie widzę natomiast żadnego powodu, dla którego miałbym mu doradzać za pośrednictwem mediów. Oczywiście mam swoje zdanie, ale jego jedynym adresatem może być Piotrek lub mój przyjaciel Victor Archutowski, aktualnie pomagający Radwańskim jako menedżer.

Archutowski nie ma żadnych wątpliwości. Ze względu na swą biografię zna wiele przysłów w różnych językach, które opisują sytuację Agnieszki. Jedno z nich każe się dobrze zastanowić nad zmianą dżokeja jadącego na wygrywającym koniu. - Jestem trochę w niezręcznej sytuacji, bo blisko współpracuję z siostrami Radwańskimi Jest dobrze, choć oczywiście zawsze może być lepiej. Są elementy wymagające poprawy zarówno z tenisowej, jak i marketingowej strony. Jeszcze kilka miesięcy temu Agnieszka nie była przygotowana, by walczyć przez trzy ciężkie sety, a teraz już jest! Nie ma drugiej dziewczyny, która gra tak efektywnie.

Były mistrz Polski i daviscupowy reprezentant, a dziś komentator Eurosportu Lech Sidor uważa natomiast, że źle zaadresowaliśmy pytania - powinniśmy zwrócić się z nimi do Piotra Radwańskiego: - Czy on w ogóle zamierza coś zmieniać? Dopóki Agnieszka pnie się w rankingu, my mamy zasznurowane usta. Mamy pecha, że Radwańska jest tylko jedna i jest traktowana jak Bóg. Każda sugestia, nawet najdrobniejsza, odbierana jest jak krytyka w stylu "oni chcą zniszczyć moją córkę, która daje rodakom tyle radości co Małysz". Czyli dopóki nie zaczną dziać się jakieś dziwne rzeczy z rankingiem Agnieszki, rodzina Radwańskich prawdopodobnie niczego nie zmieni.

Porozmawialiśmy także z trenerem-praktykiem, który podkreślając swój znacznie mniejszy dorobek, wolał nie ujawniać nazwiska. - Z kim powinny trenować? Z ojcem! Trenera bym nie zmieniał. Kiedy Agnieszka awansuje na dziesiąte, piętnaste miejsce, to będzie się przygotowywała do konkretnych turniejów. Wtedy da się pogodzić jej trening z treningiem Uli, choć ta, paradoksalnie, będzie miała mniej czasu na trening. Jeśli już szukać innego rozwiązania, to najwyżej szkoleniowca, który jeździłby z Ulą na turnieje, ale niczego w jej tenisie nie zmieniał. Wszystko musi się odbywać pod kierownictwem Piotra. On przygotowuje córkę do startów, a potem tylko telefonuje do współpracownika i mówi: "Jest już gotowa, pojedź z nią teraz na dwa, trzy turnieje".

Tata, trener, prezes

O planach startowych Radwańskich niedawno mówiono bardzo głośno. Siostry wróciły z Melbourne do Krakowa, wyskoczyły do Budapesztu na Puchar Federacji i ledwie zdążyły się przepakować, a już leciały do Pattayi. Ula z "dziką kartą" odpadła w pierwszej rundzie, Agnieszka z numerem jeden wygrała turniej. Rodzina podjęła więc decyzję o rezygnacji ze startu w Antwerpii. Można sobie wyobrazić, co by było, gdyby Isia jednak nie wygrała w Tajlandii. Pędziłaby do Belgii, by stamtąd zawrócić do Dohy. W ten sposób można się szybko dorobić złotej karty w jakimś programie "frequent flyer".

Albo kontuzji, na co zwraca uwagę Tomasz Redwan, znany w branży przede wszystkim jako jeden z "ojców" polskiego marketingu sportowego, ale także dyplomowany trener po AWF: - Już są popełniane błędy, które widzi nawet laik. Nadmierna eksploatacja Agnieszki na twardych nawierzchniach może bardzo szybko doprowadzić do zniszczenia stawów (pojawiło się już prewencyjne odciążanie rzepek). Trzeba o nią szczególnie dbać, bo jest fizycznie krucha. Tata Radwański nie tylko nie powinien już trenować obu córek, ale musi też rozdzielić trening każdej z nich. Minęły czasy jednego trenera od wszystkiego, nikt na świecie już tak nie pracuje. Jeśli przy jednoosobowym zarządzaniu doszli tak daleko, to czapki z głów. Teraz jednak ojciec niech nadzoruje, zbiera wszystko do kupy. Od każdego z elementów treningu powinien być osobny fachowiec, niekoniecznie na stałe, raczej konsultant. A tata ma być "prezesem spółki", która powinna się zawiązać do dalszego rozwoju sportowego jego córek.

W kilku innych wypowiedziach też pojawiały się słowa "konsultacje", "współpraca", "kordynacja", ale dotyczyły wyłącznie Urszuli. Ci rozmówcy stanowczo twierdzą, że w pracy Piotra Radwańskiego z Agnieszką nie ma potrzeby dokonywania rewolucji, natomiast można by było trochę inaczej popracować z Ulą.

- Co by nie mówić, to Piotr realizuje swój program. Nawet jeśli w przypadku Uli idzie to wolniej niż u Agnieszki, to jednak idzie. Tu się rodzi pytanie, czy teraz wystarczy cierpliwie czekać na efekty, czy coś zmieniać. Moim zdaniem należałoby rozważyć wariant, aby Ula poszła swoim cyklem, z trenerem wynajętym przez tatę, absolutnie pod jego kierownictwem, i żeby nie żyła ciągle w cieniu siostry. Turnieje ITF z pulą nagród 75 tysięcy dolarów to też świetny sposób na wyraźny awans w rankingu. Wygranie takich zawodów daje naprawdę dużo - nie tylko punkty, ale i pewność siebie. A to by się Uli bardzo przydało. Przegrywa minimalnie, lecz jednak przegrywa. To bardzo frustrujące, bo przecież zdaje sobie sprawę, jak niewiele ją dzieli od czołowej setki rankingu. Trzeba pozwolić Uli wygrać jakiś mniejszy turniej, żeby uwierzyła w swoje umiejętności i przez chwilę poczuła się gwiazdą. To lepsze niż porażka po pięknej walce w pierwszej rundzie turnieju Tier I - przekonuje Paweł Ostrowski, trener Marty Domachowskiej.

- Jeśli zawodnik przegrywa mecz za meczem, traci pewność siebie. Bo nie ma większego znaczenia, na jakim poziomie rywalizuje; najważniejsze, żeby wygrywał. Moim zdaniem najwięcej korzyści dałoby Urszuli umiejętne przeplatanie turniejów ITF i WTA Tour. Andre Agassi, kiedy wpadł poza setkę, nie wstydził się grać w challengerach. Decyzję pozostawiłbym jednak panu Radwańskiemu. On najlepiej zna swoje córki i najlepiej wie, czego potrzebują. Dobrych relacji między zawodniczką a trenerem w żaden sposób nie można przecenić. Zresztą nic tak dobrze nie świadczy o jego pracy, jak wyniki Agnieszki, więc trudno go za cokolwiek krytykować - dodaje Nick Brown, koordynator PZT ds. Pucharu Davisa, były trener Tima Henmana.

- Mnie się też wydaje, że dla swojego dobra Ula powina startować w innych turniejach niż Isia. Na pytanie, z kim powinny trenować, odpowiedź jest oczywista. Dopóki Agnieszka nie zatrzyma się w rozwoju na dłużej, dopóki nie poczuje przesytu albo znużenia, nie ma sensu niczego zmieniać. Dotychczasowa droga sprawdza się bardzo dobrze, więc po co gdzieś skręcać? Co najwyżej Uli przydałby się ktoś, kto by z nią pojechał na niektóre turnieje. Na inne powinna jeździć z Agnieszką i tatą, ale nie na wszystkie. Efektów takiej zmiany nie da się jednak przewidzieć. Nie wiadomo przecież, jak Ula by się czuła w nowej sytuacji, bo "od zawsze" była z całą rodziną - zastrzega Magdalena Grzybowska.

Kwestia czasu

- Nawet nie ma o czym dyskutować: Agnieszka i Urszula Radwańskie trenują z Piotrem Radwańskim. Jest coś takiego, co można nazwać fenomenem ojca-trenera. Gdybyś my przyjrzeli się "od kuchni" (nie mówię teraz o Piotrze, tylko w ogóle o polskim tenisie) to doszlibyśmy do wniosku, że sukcesy osiągnęli głównie ci, których trenerami byli rodzice. Życie pokazało potem, że ci ludzie nie odnieśli znaczących sukcesów z innymi zawodnikami. Wniosek z tego taki, że to najlepsi na świecie trenerzy dla swoich dzieci i przeciętni dla obcych. Jest jeszcze aspekt finansowy. Uznany trener to koszt stu tysięcy euro rocznie. Jeśli dzięki niemu Agnieszka zarobiłaby milion dolarów więcej, to warto to zrobić. Ale nic nie wskazuje na to, aby w tym roku miała wygrać Wielkiego Szlema, bo nie jest w stanie wytrzymać siedmiu trudnych meczów w ciągu dwóch tygodni. Przez rok zarobi więc pół, może nawet milion. Pieniądze na obcego trenera byłyby więc wyrzucone w błoto - Wojciech Andrzejewski kończy ten wątek dyskusji.

I zaczyna następny. Jego zdaniem Urszuli brakuje dosłownie jednego turnieju, po którym wskoczy do setki. A wtedy skończą się takie rozmowy i już nikt nie będzie pytał, czy siostry Radwańskie powinny jeździć razem: - Jestem pewien, że Piotr właśnie na to liczy i idzie va banque. I wcale mu się nie dziwię. W najsłabszych turniejach WTA i najmocniejszych ITF grają często te same zawodniczki, a wygranie trzech meczów w imprezie WTA daje tyle samo punktów co cały turniej ITF. Jeśli Ula łupie w eliminacjach 6:2, 6:0 przeciwniczkę z granicy pierwszej i drugiej setki, to znaczy, że plan Piotra ma szansę powodzenia. Jest tylko pytanie, kiedy to się stanie. Bo stanie się na pewno jeszcze w tym roku. Jak nie w kwietniu, to w październiku. To tylko pozornie ryzykowna strategia.

Nick Brown daje Urszuli trochę więcej czasu: - Uważam, że doczekacie się również jej sukcesów. Może jeszcze nie w tym roku, ale cierpliwości - ona już gra dobrze i ma wielki potencjał. I jeśli nawet odpada gdzieś w pierwszej rundzie, to przecież codziennie pracuje.

Szkoleniowiec, który prosił o anonimowość, dodaje: - Przypuszczam, że Piotr zakładał, iż młodsza córka szybko dogoni starszą. Owszem, Ula zrobiła duży skok, ale na jakiś czas zatrzymała się w rankingu na poziomie 200-250. Gdyby to zależało ode mnie, to dałbym jej jeszcze pół, może cały rok i ustalił, że po tym czasie ma być w setce.

Bo trzeba też brać czarny scenariusz, wariant B. Lech Sidor nie chce wybiegać myślami zbyt daleko, ale obawia się, że: - Może się powtórzyć historia Marty Domachowskiej. Kilka nieudanych występów, spadek w rankingu i dopiero wtedy zacznie się szukanie rozwiązań na gwałt. Ale powtórzę, że nie są przyjmowane żadne sugestie. Cóż, poczekajmy, aż będziemy mieli kilka takich dziewczyn, wtedy sobie pohulamy.

"Zajeb y" kontrakt

Od pewnego czasu jak echo wraca także pytanie o agencje menedżerskie. Słychać argumenty, że przecież cały świat z nich korzysta, że tenisistki dużo słabsze od Agnieszki zarabiają dzięki nim duże pieniądze, tylko Piotr Radwański boi się ich - agencji, nie tenisistek - jak ognia.

- Do mnie też często dochodzą takie opinie, że "to wszystko tylko naciągacze". Można się zgodzić, że firmy menedżerskie biorą zbyt wysoki procent, ale trzeba sobie policzyć, co jest lepsze: 80 procent z miliona czy 100 procent ze 100 tysięcy? - Victor Archutowski już dawno policzył. - Z drugiej strony zgódźmy się, że to specyficzny rynek i specyficzni ludzie. Niektórzy tenisiści nawet się nie przyznają, jak mało dostają od agencji. Ale pamiętajmy, że wielkie firmy mają i wielkie możliwości

Na początku marca prasa poinformowała, że Agnieszka Radwańska wystąpi w reklamie Ariela (w umowie skutecznie maczał palce Victor Archutowski). Serwis "WirtualneMedia.pl", powołując się na tego newsa, pomylił nazwę producenta tego proszku do prania. Na oficjalnej stronie Sony Ericsson WTA Tour można natomiast przeczytać, że najlepsza polska tenisistka gra w strojach firmy Prokom. Te dwa fakty świadczą o tym, że na polu marketingowym Radwańska jest (była) postacią nieznaną.

Tomasz Redwan wcale się temu nie dziwi: - Trzeba sobie odpowiedzieć na kilka pytań: Jaki jest wizerunek Agnieszki? Kim ona jest? Co lubi? Jaki ma pogląd na życie? Gdzie bywa? Trzeba ją opisać, nadać cechy, np. wybitna tenisistka światowa; pogromczyni gwiazd; ma wyjątkowe czucie, talent, dar od Boga; za chwilę będzie olimpijką. To są cechy sportowe, a ludzkie? U sportowca trzeba znaleźć jakąś cechę i się na niej oprzeć: ciekawe życie, hobby, książki, muzyka, oryginalne wypowiedzi; coś, o co można się zaczepić. Bez tego będą popełniane błędy jak z czekoladą Goplana i Adamem Małyszem. Skoczek narciarski, jak mało który sportowiec musi pilnować wagi, a reklamował słodycze! Ten proszek do prania to też wyrzucone pieniądze producenta, bo proszki kupują gospodynie domowe, które Radwańskiej nie znają! Agnieszka na razie powinna kreować gusty aktywnych nastolatek, nie pań po pięćdziesiątce. A przede wszystkim musi być rozpoznawalna i pojawiać w ogólnodostępnych mediach. Eurosport, z punktu widzenia rynku konsumenckiego, jest niszowy. Ula pozostaje trochę w cieniu, ale jest potencjalnie atrakcyjniejsza, bo bardziej "charakterna" i ma zadatki na skandalistkę.

Zdaniem Wojciecha Fibaka potencjał medialny Agnieszki jest jednak niedoceniany. Twierdzi, że obok Roberta Kubicy Radwańska to dziś najlepiej rozpoznawalne na świecie sportowe nazwisko z Polski. Bo tenis to po prostu dyscyplina światowa: - Z całym szacunkiem dla innych, ale gdy w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" czwarte miejsce zajmuje ktoś, kto skacze przez kozła, to nie świadczy to najlepiej o kibicach w Polsce

Wojciech Andrzejewski zgadza się natomiast z Tomaszem Redwanem, że Radwańskim przydałby się fachowiec od marketingu: - Była Magda Grzybowska, jest Victor Archutowski, ale czy on ma wizytówkę z napisem "Menedżer Agnieszki Radwańskiej"? Piotr jest takim "wash-and-go". Sam chce podejmować wszystkie decyzje. Oczywiście ostatnie słowo powinno należeć do niego, ale musi się wreszcie pojawić sztab zaufanych ludzi, z którymi będzie współpracował. Agnieszka nie jest łakomym kąskiem dla firm działających globalnie. Zostaje więc rynek polski. Zastanówmy się więc, co oznaczają dwie naszywki na stroju Agnieszki. Ano tyle, że Radwańscy nie muszą się martwić o pieniądze i na siłę szukać innych sponsorów. Umowa z Prokomem naprawdę zapewnia jej spokój. I wiem, że jeśli znalazłby się ktoś, kto dałby Agnieszce dwa razy więcej niż Prokom, to Ryszard Krauze jeszcze by jej pogratulował i życzył powodzenia.

A Victor Archutowski określa tę sytuację w jeszcze bardziej obrazowy sposób, który chyba rozwieje ostatnie wątpliwości ostatnich nie przekonanych: - Umówmy się, że kontrakt z Prokomem, jaki mają siostry, jest, jak to się mówi tak brzydko po polsku, "zajeb y". Nie ma nic lepszego w tym biznesie! Jest nieporównywalny, daje luz i pozwala zawodniczkom na bardzo wiele. Mógłym tu wymienić kilka zawodniczek, porównywalnych klasą z Agnieszką, które wzięłyby taki kontrakt w ciemno i były wdzięczne do końca życia.

Ich prawo, nasz obowiązek

Jak widać, większość naszych rozmówców generalnie nie widzi (na razie) "problemu Radwańskich". Taty-trenera-menedżera bronią wyniki starszej córki, a młodsza rzeczywiście ma jeszcze trochę czasu, by zacząć wygrywać także w gronie seniorek. Równocześnie jednak ci cenieni w polskim tenisie fachowcy poczynili, w toku redakcyjnej dyskusji "Tenisklubu", szereg bardzo interesujących uwag szczegółowych. Nie ma oczywiście obowiązku z tych rad korzystać, ale ich zebranie było naszym dziennikarskim obowiązkiem.