Sport.pl

Jerzy Dudek: Opuszczam Real

Z Barceloną jeszcze nie zagram, ale w dwóch ostatnich meczach ligowych chyba tak. Zadowolony pojadę na urlop, a potem opuszczam Madryt. Koniec bezczynności, stęskniłem się za graniem - mówi ?Gazecie Wyborczej? Jerzy Dudek, który w niedzielę został mistrzem Hiszpanii z Realem
Piłkarze Barcelony zrobią szpaler wstydu przed Realem

Hiszpański AS: Dudek bohaterem jak Casillas

Robert Błoński: Które to pana mistrzostwo w życiu?

Jerzy Dudek: Drugie, po tytule z Feyenoordem Rotterdam. Wreszcie odzyskałem dostęp do telefonu, gdzieś zapodziała mi się karta SIM. Długo nie była mi potrzebna. W poniedziałek dostałem sporo SMS-ów, chyba stało się coś ważnego (śmiech).

Jak smakuje tytuł z Realem?

- Wielkiego wkładu w ten triumf nie miałem. Co innego być, co innego grać. W lidze dotąd nawet nie zadebiutowałem. Liczyłem na więcej, ale Iker ma fantastyczny sezon. I pod względem formy, i przygotowania fizycznego. Może to trzymało go w tak dobrej kondycji, że na koniec lutego był najbardziej zapracowanym bramkarzem ligi, miał najwięcej interwencji. Dotąd nigdy nie grał tylu meczów w sezonie. Dostałem szansę tylko w Pucharze Króla. Dobre chociaż to, że nie siedziałem na trybunach. Byłem z zespołem na okrągło.

Tytuł wywalczyliście w Pampelunie w niecodziennych okolicznościach - grając w dziesiątkę, strzeliliście dwa gole w dwie minuty. Real pokonał Osasunę 2:1.

- W pewnym momencie byliśmy zrezygnowani i czekaliśmy tylko na to, co zrobi Osasuna. Nie zrobiła nic. Kontrolowaliśmy grę, ale nasze plany popsuł sędzia. Najpierw wyrzucił z boiska Cannavaro na początku drugiej połowy, a w 82. minucie podyktował dla nich karnego po wątpliwej ręce Heinzego. Przegrywaliśmy, nie oddaliśmy porządnego strzału, więc trudno było o optymizm. Ale później Robben strzelił pierwszego w życiu gola głową, zaraz potem Higuain trafił w zamieszaniu pod bramką. Wyskoczyłem z ławki jako jeden z pierwszych. Byłem rozentuzjazmowany, bo chciałem, żeby losy tytułu rozstrzygnęły się jak najszybciej. Guti mówił przed meczem, że wolałby zdobyć tytuł na Santiago Bernabeu, najlepiej w meczu z Barceloną. Nie dziwię mu się. Do Madrytu przylecieliśmy po 1 w nocy. Pojechaliśmy na stadion, przebraliśmy się i autobusem kabrioletem zrobiliśmy dwie rundki pod fontanną Cibeles. Zwykle tam są dwa miliony ludzi, w poniedziałek był może milion. Później przebraliśmy się w garnitury i... pojechaliśmy do restauracji. Nic nie było planowane, posiedzieliśmy, poświętowaliśmy i trzeba było wracać do domu. Parę godzin później mieliśmy trening.

Czym świętowaliście?

- Szampanem i winem. Na tym Hiszpanie znają się najlepiej. Porządną kolację, z żonami, mamy dopiero w planach.

Przez całą ceremonię filmował pan przejazd autobusem, przekomarzał się z van Nistelrooyem... Słowem - aktywna zabawa na całego.

- Lata doświadczeń i sukcesy spowodowały, że mam coraz więcej luzu (śmiech). Kiedyś byłem sztywniejszy, nie udzielałem się, ale teraz nie było sensu udawać sztywniaka. Za parę lat, jak odtworzę ten film, poczuję wielkie emocje. Nagrałem całą kasetę, do wyczerpania baterii. Ale film mi się nie urwał. Miałem kamerę cyfrową (śmiech).

Da się porównać tę radość ze zdobyciem Pucharu Europy z Liverpoolem? Wtedy był pan bohaterem meczu, karnych.

- Każda radość jest inna. Tytuł z Feyenoordem świętowaliśmy spokojnie. Następne sukcesy, w Anglii, huczniej. Tamte różniło od tego jedno: miałem w nich duży udział. W tym - niewielki. Zwycięstwo z Milanem w Stambule dało mi więcej satysfakcji. Puchar Europy to jednak coś wyjątkowego.

Czy trener Schuster jest słowny? Niedawno powiedział, że jak tylko Real zostanie mistrzem, w kolejnych meczach zagra Jerzy Dudek. Wystąpi pan w środę przeciwko Barcelonie?

- Nie sądzę. To zbyt prestiżowy mecz, by eksperymentował. Ale później? Mam nadzieję, że najlepsi odpoczną i ja zagram. Fajnie byłoby pokazać się przed wakacjami i pojechać odpocząć, mając za sobą grę w Primera Division.

Czy w całym tym szaleństwie po meczu z Osasuną ktoś mówił: panowie, w środę Barcelona?

- Mamy odpowiedzialny zespół. Brazylijczycy są poważniejsi od poprzedniej grupy, czyli Ronaldo i Roberto Carlosa. Mam nadzieję, że sukces nam nie zaszkodzi.

Barcelona powita mistrzów zgodnie z tradycją? Utworzy tradycyjny szpaler i nagrodzi Real brawami?

- Kiedy oni byli mistrzem, piłkarze Realu uhonorowali ich, jak nakazuje zwyczaj. Oby teraz było tak samo.

Tytuł przyszedł Realowi łatwo czy czuliście zagrożenie?

- Cały sezon był nierówny dla zespołów z czołówki. Tutaj każda drużyna ma dwie-trzy gwiazdy. One decydują o meczach. Wygraliśmy oba spotkania z Villarrealem i z Barceloną na Camp Nou, ale... przegraliśmy z Getafe w Madrycie. Najtrudniejsze chwile mieliśmy w lutym i marcu, kiedy odpadliśmy w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Roma była w naszym zasięgu. Szum był wielki, a nam zostało jedno: zdobyć tytuł za wszelką cenę. I zdobyliśmy go z dużą przewagą.

Fabio Capello zdobył tytuł rok temu, ale po sezonie został zwolniony. Co z Berndem Schusterem?

- Gramy lepiej, stabilniej... Nie mieliśmy takiej zapaści jak rok temu, kiedy zespół był na 12. miejscu. Real podniósł się po siedmiu miesiącach przeciętności. Grał wtedy jak ostatnio Barcelona i nie dziwię się, że kibice mieli tego dosyć. Dlatego zwolniono Capello. Teraz tak nie będzie, choć w Realu może się zdarzyć wszystko.

Jakie są pana osobiste odczucia po tym sezonie w Madrycie, w otoczeniu gwiazd, po mistrzostwie Hiszpanii...

- Duma mnie rozpiera, ale na podsumowania jeszcze przyjdzie czas. Na razie gromadzę doświadczenia. Trener Bobo Kaczmarek powiedział, że oprócz talentu i zaciętości mam trochę inteligencji pozwalającej wykorzystywać okazje do wskoczenia na falę, która mnie niesie. Nigdy za bardzo nie podniecałem się tym, co zdobywałem. I teraz nie patrzę, że jestem wśród gwiazd, że tworzę swoją legendę. To zabrzmi jak banał, ale 20 lat temu młody chłopak na szczygłowickim osiedlu nawet nie śnił o takim życiu. Nigdy nie zastanawiałem się za długo przed podjęciem decyzji, dzięki temu jestem w tym miejscu i tym czasie. Podpisując kontrakt z Realem, też nie roztrząsałem, że idę na pozycję drugiego bramkarza i nie będę grał. Jak już się na coś zdecydowałem, trzymam się tego do końca.

Przed kolejnym sezonem będzie pan miał dylemat, czy zostać w Realu?

- Mam jeszcze roczny kontrakt i kwotę 17 mln euro odstępnego w umowie. Ale jak będzie konkretna oferta, odejdę za dużo mniejsza kwotę. Real nie będzie stawiał przeszkód. Do momentu zdobycia tytułu z nikim w klubie nie chciałem rozmawiać o przyszłości. Mógłbym zostać w Madrycie i znowu oglądać sukcesy z boku. Ale stęskniłem się za staniem między słupkami. Kahn, który kończy karierę, ma 39 lat, więc ja w porównaniu z nim jestem jeszcze młodzieniaszkiem.

Do tego trzy ostatnie lata to... wakacje. Nie grał pan w Liverpoolu ani teraz w Madrycie.

- Ci, którzy nie grają, trenują więcej niż podstawowi zawodnicy. Pamiętam siebie. Mecz, odpoczynek, rozruch, mecz... A rezerwowi pracowali intensywnie. Brak meczów nadrabiali treningami, jak ja teraz. Mam w Hiszpanii świetną opinię. Cierpliwie pracowałem na tę reputację przez cały sezon. Kiedy przychodziłem do Realu, powiedziałem sobie: Jurek, za dużo nie pograsz. Popracuj więc na dobrą opinię o sobie. I jako piłkarz, i jako człowiek. Udało się i jest fajnie.

Primera Division w BetClick.com. Darmowa rejestracja, oferta bez ryzyka.
Sprawdź szczegóły tutaj - reklama