Rzepka: Arka w moim sercu

- Na papierze nie możemy się z Arką równać, jesteśmy słabsi, ale czy to przełoży się na wynik meczu, okaże się dopiero na boisku - mówi trener GKS Jastrzębie Piotr Rzepka
W sobotę piłkarze Prokomu Arka Gdynia podejmą na stadionie przy ul. Olimpijskiej GKS (godz. 19.29, bilety: 39, 20, 16 i 15 zł). Trenerem gości jest były piłkarz Arki i Bałtyku Gdynia Piotr Rzepka.

Marcin Dajos: Jesienią wygraliście z Arką 2:0, zagraliście najlepszy mecz w sezonie. Stać was na powtórzenie tego wyniku?

Piotr Rzepka: W pierwszym meczu moi piłkarze wypełnili 120 proc. założeń taktycznych. Arka nie zagroziła nam nawet przez chwilę. Jedziemy teraz do Gdyni, aby zagrać kolejne tak dobre spotkanie. Jestem mocno związany z Gdynią, noszę w sercu Arkę, jak i Bałtyk. Ale podczas meczu nie będzie sentymentów. Co innego po spotkaniu... Wtedy sercem będę już z Arką, której życzę zresztą awansu do ekstraklasy.

Arka musi wygrać, aby myśleć o awansie. Pana piłkarze grają tylko dla siebie. Czy w związku z tym nie obawia się pan jednostronnego spotkania?

- Najlepszą motywacją dla zawodników jest to, że grają dla siebie. Mam w drużynie nieskażony materiał ludzki, który został zebrany praktycznie z wychowanków GKS. Ocena, którą zdobędą w ostatnich meczach sezonu, mocno wpłynie na ich końcową notę. Dlatego nie obawiam się o ich zaangażowanie. Dadzą z siebie wszystko.

W ostatnich tygodniach sprawdziliście się na tle Znicza Pruszków i Śląska Wrocław, które są wyżej w tabeli od Arki. Oba spotkania przegraliście. Jak prezentował się GKS w tych meczach i czy wnioski z nich wyciągnięte pomogą wam w Gdyni?

- W życiu nie spodziewałem się, że beniaminek z Pruszkowa gra tak wyrachowany futbol. Nie mieliśmy nic do powiedzenia. Za to Śląsk może mówić o szczęściu. Zaprezentowaliśmy się lepiej od drużyny, która teoretycznie jest 15 razy mocniejsza od nas. Świadectwem tego było nasze prowadzenie 1:0. Niestety, potem straciliśmy dwie przykre bramki i przegraliśmy. Z Arką na papierze nie możemy się równać, ale czy to przełoży się na wynik końcowy? To okaże się dopiero na boisku.