Sport.pl

Fruwając pod koszem: New York Express

Michał Rutkowski, Paweł Wujec
11.05.2008 , aktualizacja: 11.05.2008 20:44
A A A
Trener Mike D'Antoni wymienia uwagi z Shaqiem podczas meczu z Lakersami

Trener Mike D'Antoni wymienia uwagi z Shaqiem podczas meczu z Lakersami (Fot. Ross D. Franklin AP)

Najfajniejsza drużyna ostatnich lat - Phoenix Suns - właśnie przestała istnieć. Sztandar wyprowadzić. Ale kowbojski styl Suns odrodzi się w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu - w Nowym Jorku.
Choć trwa druga runda play-offów, to bohaterem amerykańskich mediów sportowych nie jest w ostatnich dniach ani Kobe, ani LeBron, ale sympatyczny, siwiejący 57-latek z wąsem: Mike D'Antoni. Trener Phoenix Suns przyjął ofertę z Nowego Jorku i przez najbliższe cztery lata, za 24 mln dolarów, będzie prowadzić Knickerbockers.

Transfer jest sensacyjny. Mike D'Antoni uznawany jest za jednego z najbardziej błyskotliwych coachów w NBA i chyba największego rewolucjonistę w lidze.

Gdy trafił do Suns w 2003 roku, w NBA obowiązywał jeden jedyny wzorzec postępowania: trzeba grać powoli, rozważnie, 80 procent wysiłku poświęcając na obronę - bo rzucać przecież umieją wszyscy. D'Antoni przewrócił te reguły do góry nogami. Latem 2004 Suns zatrudnili Steve'a Nasha, a jesienią oczarowali cały koszykarski świat. Grupa bombardierów pod dowództwem Nasha-Pędziwiatra, szybsza niż ktokolwiek inny, brawurowo rzucająca z każdej pozycji w "siedem sekund lub mniej" (takie było bojowe zawołanie Suns), wygrała w tamtym sezonie 62 mecze.

Pustynny run'n'gun odmienił NBA. Choć, z wyjątkiem Golden State Warriors, nikt nie odważył się skopiować stylu Phoenix, wielu trenerów i menedżerów dostrzegło ponownie, jak skuteczne są szybkie kontry, ile znaczy dobry rozgrywający, jak zwinnością można przeciwstawić się sile rywali. Nawet poukładani, przewidywalni, efektywni do bólu Spurs - z Tonym Parkerem i Manu Ginobilim - grają dziś koszykówkę szybszą i bardziej kreatywną niż pięć lat temu.

Ale sami Suns nic wielkiego nie wygrali. Przyczyn jak zwykle jest mnóstwo: pech, kontuzje, rejterada zdolnego skrzydłowego Joe Johnsona, niewybaczalne skąpstwo managementu (który ciułając dolary, odsprzedawał cenne wybory w drafcie). Ale i błędy trenera, który - w ocenie obserwatorów - swym rezerwowym nie ufał, gwiazdom pozwalał na zbyt wiele, nie potrafił zmusić graczy do maksymalnej koncentracji, nie motywował do większego wysiłku w obronie. Gracze uwielbiali jego króciutkie 20-miuntowe treningi; szefowie Suns obgryzali paznokcie ze złości, gdy potem Amare Stoudemire głupiał broniąc najprostsze pick'n'rolle.

Nowy menedżer Phoenix, Steve Kerr, już na początku tego sezonu namawiał D'Antoniego, by ten poświęcił więcej czasu na defensywną edukację Amare. Trener odebrał te sugestie jako podważanie jego kompetencji, i stosunki między panami zepsuły się na amen.

Po porażce w pierwszej rundzie play offów, Kerr postawił te same warunki. Rozmowy były ponoć miłe i sympatyczne, ale gdy po kilku dniach Suns pozwolili trenerowi na rozmowy z innymi klubami, stało się oczywiste, że ten związek jest na etapie "hej, dajmy sobie trochę czasu, pospotykajmy się z innymi" i rozpad jest nieuchronny.

Dla Phoenix odejście D'Antoniego oznacza koniec run'n'gun. Suns mają rok, najwyżej dwa, by wycisnąć co możliwe ze starzejących się Nasha i Shaquille'a O'Neala. Jedyną szansą na to jest zrównoważenie stylu gry - jakiś magiczny mix szybkich ataków, i rozważnej gry wykorzystującej siłę Shaqa. D'Antoni zapowiadał, że tak właśnie chce postąpić - ale w pół roku nie zdążył.

A Nowy Jork? Zatrudnienie największego kowboja w NBA jest pierwszą decyzją nowego prezydenta Knicks, Donnie Walsha, który pomalutku będzie odbudowywać NYK ze zgliszcz pozostawionych przez Isiaha Thomasa. I jest wyborem bardzo odważnym. W składzie, który pozostawił Thomas, mało jest bowiem graczy, z którymi D'Antoni znajdzie nić porozumienia. Nie ma żadnego porządnego rozgrywającego. Mało kto potrafi rzucać za trzy. Pod koszem sterczą dwa ślamazarne osiłki (Zach Randolph i Eddy Curry), dla których wyzwaniem byłoby podbiegnięcie do autobusu.

Jedno ich z nowym trenerem łączy: raczej nie lubią bronić.

Ale to wszystko nie ma znaczenia. Knicks idą drogą sprawdzoną w Los Angeles. Najpierw słynny trener (Phil Jackson), system ofensywny (w LA - trójkąty), wieloletnia gwarancja stabilności - a potem rekrutacja pasujących do systemu graczy. W Nowym Jorku stanie się podobnie: kto nie zacznie biegać, wyleci. Przez rok-dwa Knicks będą pewnie drużyną niegroźną, ale fajną i miłą do oglądania. Już samo to powinno zadowolić kibiców zbrzydzonych atmosferą i osiągnięciami lat minionych.

W 2010 roku - gdy kończą się obecne kontrakty LeBrona Jamesa i Dwyane'a Wade'a - Knicks będą mieli pieniądze na nowe zakupy. Pojawi się możliwość gry w najbardziej niesamowitym mieście w USA, na największym rynku reklamowym, w najfajniejszym stylu i z uwielbianym przez wszystkich trenerem. Kto będzie w stanie się takiej pokusie oprzeć?

Kronika towarzyska

Nowego trenera mają też Dallas Mavericks. Miejce zwolnionego dzień po porażce w play offach Avery Johnsona zajmie Rick Carlisle, w przeszłości coach Detroit Pistons i Indiana Pacers i zdobywca nagrody dla trenera roku w 2002 roku.

Boston Celtics w nietypowy sposób unieszkodliwili Bena Wallace'a z Cleveland. Przed meczem numer 2 odpalili fajerwerki, po hali rozniósł się dym, "Big Bena" rozbolała głowa, miał zaburzenia równowagi, po kilku minutach w I kwarcie musiał opuścić boisko i już na nie nie wrócił.

Zach Feinstein mierzy 172 cm, waży 58 kilo, studiuje matematykę stosowaną, ma 21 lat i super brodę. I będzie uczestnikiem tegorocznego draftu do NBA. Zach wykrył, że aby zgłosić się do draftu, nie trzeba wcale umieć grać w koszykówkę. Trzeba tylko wypełnić kilka skomplikowanych formularzy. Przebrnął przez nie, wysłał do biura NBA i, ku swojemu zdumieniu, znalazł się na oficjalnej liście kandydatów. Na swojej stronie (www.draftfeinstein.com) wymienia cały szereg powodów, dla którego warto go zatrudnić: podejmowanie decyzji, etos pracy, wytrzymałość... i tylko jeden minus: "nie posiada żadnych koszykarskich umiejętności, talentu ani doświadczenia".

Ciekawostki

Kobe Bryant jest znowu cool, a żywym tego dowodem jest pozycja w rankingu imion nadawanych nowonarodzonym dzieciom w Ameryce. W latach 80. imię Kobe nie istniało. Dekadę później załapało się w okolice miejsca 700. W roku 2003 "Kobe" było już 268. najpopularniejszym imieniem dla chłopaków. Potem image Bryanta się zepsuł i imię Kobe wypadło poza pierwszą 500. Ale od dwóch lat znów awansuje, w klasyfikacji za rok 2007 jest już na miejscu 470. Jak będzie w tym roku?

Wśród tysiąca najpopularniejszych imion nie ma natomiast - ku naszemu zdumieniu - LeBrona. Brakuje również, całkiem popularnego w latach 90., Shaquille'a.

W czwartek o 10.21 pojawił się na świecie Kosma Rutkowski, a jeden z autorów popłakał się ze szczęścia (Donata - dzięki!). Kto wie - może Kosma będzie kiedyś rządził w NBA. Przynajmniej od momentu, kiedy karierę skończy jego starszy brat Tymon.

Imię "Kobe" wywodzi się od steku, który rodzice Bryanta jedli tuż przed porodem. Imię Kosma pochodzi od greckiego słowa kosmos ("porządek" i "ład"). Ciekawe, prawda?

Niezłe numery

2920 g, 55 cm i 10 punktów na 10 w skali Apgar - to pierwsze statystyki Kosmy :)

Złota myśl

To była jedna z tajemnic mojego sukcesu... Mój wielki tyłek kontra ich chude nóżki. Nieważne, jak jesteś silny, jeśli masz chude nogi, to masz za wysoko środek ciężkości. Dlatego lubiłem grać przeciw wielkoludom. Gdy na studiach uczyłem się fizyki, profesorowie powtarzali mi: chude nóżki kontra wielki tyłek? Zawsze ich przepchasz

- niezrównany Charles Barkley o podkoszowych przepychankach i swoich doświadczeniach akademickich. Zapraszamy na naszego bloga Supergigant, na którym można znaleźć więcej bon motów sir Charlesa.

Zobacz także
  • Fruwając pod koszem: San Antonio Spurs, czyli wańki-wstańki
  • Fruwając pod koszem: Instrukcja nr 0015/2002
  • Fruwając pod koszem: Kobe Bryanta można zatrzymać...
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2017/18

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Wisła Kraków 2 6 3-1 2 0 0
1 Jagiellonia Białystok 2 6 3-1 2 0 0
3 Zagłębie Lubin 2 6 2-0 2 0 0
4 Arka Gdynia 2 4 2-0 1 1 0
5 Cracovia Kraków 2 4 2-1 1 1 0
6 Górnk Zabrze 2 3 4-3 1 0 1
7 Lechia Gdańsk 2 3 2-1 1 0 1
8 Pogoń Szczecin 2 3 3-3 1 0 1
9 Wisła Płock 2 3 1-2 1 0 1
10 Sandecja 2 2 0-0 0 2 0
11 Piast Gliwice 2 1 2-3 0 1 1
12 Korona Kielce 2 1 1-2 0 1 1
13 Lech Poznań 2 1 0-1 0 1 1
14 Legia Warszawa 2 1 2-4 0 1 1
15 Bruk-Bet Termalica 2 0 0-2 0 0 2
16 Śląsk Wrocław 2 0 0-3 0 0 2

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa