Sport.pl

Marco Bonitta: Igrzyska - tak, medal - nie wiem

Podium w Pekinie? Wszystko jest możliwe, ale kto przy tak mocnej konkurencji obiecałby medal? Miejsce piąte-szóste nie byłoby tragedią, choć zawsze pracuję po to, by być najlepszym - mówi trener polskich siatkarek
Glinka: Najpierw Pekin, a potem chcę zostać mamą

Sawicka: Nie martwi mnie, że nie jadę do Japonii

Reprezentacja Polski wyleciała do Tokio, gdzie w najbliższą sobotę rozpocznie się interkontynentalny turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich. Rywalami zespołu Marco Bonitty będą: Japonia, Kazachstan, Dominikana, Korea, Tajlandia, Serbia i Portoryko. Awans do Pekinu uzyskają trzy czołowe drużyny oraz najlepsza azjatycka.

Przemysław Iwańczyk: Przed panem najważniejszy okres w pracy z reprezentacją Polski. Po 40 latach siatkarki są o krok od igrzysk.

Marco Bonitta: Coraz częściej słyszę, że mój zespół musi być na igrzyskach. A ja nie jestem pewien, czy "musi" jest odpowiednim słowem. To nie ułatwia nam sprawy, nie poprawia koncentracji, buduje presję. Oczywiście zrobimy wszystko, by zdobyć bilety do Pekinu, ale nie będzie to wcale łatwe.

Siatkarki mają jednak łatwiejszą drogę do Pekinu niż zespół Raula Lozano, który gra z Portugalią, Portoryko i Indonezją, a na igrzyska pojedzie tylko zwycięzca.

- Nie wiem, bo nie mam rozeznania w męskiej siatkówce. Zgodzę się za to, że dla nas to łatwiejsza droga na igrzyska niż np. z turnieju kontynentalnego w Halle, gdzie grało wiele mocnych ekip.

Igrzyska są ostatnią imprezą, na której siatkarki wystąpią w obecnym składzie. Największa gwiazda Małgorzata Glinka chce zostać mamą. Czy w takim, jeszcze dość silnym składzie stać was na medal?

- Są trzy zespoły silniejsze od nas: Brazylia, Rosja i Włochy, my plasujemy się niewiele dalej, razem z Serbią, Kubą. To jednak tylko teoria, bo kto widział turniej kwalifikacyjny w Halle, wie, że dziewczyny były tam lepsze od Rosjanek, mimo że przegrały. Wszystko jest możliwe, ale kto przy tak mocnej konkurencji obiecałby medal?

Oceniając realnie, stanąć na podium będzie naprawdę bardzo, bardzo trudno, miejsce piąte-szóste nie byłoby tragedią, choć zawsze pracuję po to, by być najlepszym.

Nawet jeśli po igrzyskach odejdzie kilka zawodniczek, poznałem już wiele młodych siatkarek, które w przyszłości będą siłą kadry - Klaudia Kaczorowska, Berenika Tomsia czy Gabriela Wojtowicz [ma ponad dwa metry wzrostu].

Czytelnicy miesięcznika "Super Volley" wybrali pana na trenera roku, w kilku innych plebiscytach również pana nagradzano. To duży kredyt, zwłaszcza że z polskimi siatkarkami tak naprawdę jeszcze pan niczego nie wygrał.

- Te wszystkie wyróżnienia były dla mnie wielką niespodzianką, zwłaszcza że nie jestem Polakiem. Myślę, że dostrzeżono to, jak zaczynam rozumieć się z zespołem, że coraz lepiej mi się tu pracuje. Nie przesadzam, ale będę naprawdę dumny, jeśli wystąpię z waszymi siatkarkami - po 40 latach przerwy - w igrzyskach. Wiem, że z moją pracą wiąże się wielka presja, każdy w Polsce chce nie tylko igrzysk, ale od razu medalu. Poradzimy sobie z tym. Obejmowałem reprezentację, gdy była na 11. miejscu światowego rankingu, teraz jesteśmy na siódmej pozycji, a będziemy piąć się w górę.

Polki mogą zagrać na igrzyskach jeszcze lepiej niż w kwalifikacjach w Halle?

- Przy dobrze przepracowanych przygotowaniach jestem pewien, że zagramy nie gorzej niż w Niemczech, ale stać nas na jeszcze lepsze występy. Wszystko tkwi w sferze mentalnej, bo umiejętności mamy i dziewczyny dobrze o tym wiedzą.

Dlaczego w reprezentacji nie ma Joanny Mirek, jednej z najlepszych siatkarek ligowego sezonu?

- To bardzo dobra siatkarka. Rozmawiałem z nią przed turniejem w Halle i usłyszałem, że nie czuje się na siłach, by trenować mozolnie dzień po dniu na zgrupowaniu, ponieważ ma problemy zdrowotne. Listę z kandydatkami do gry w kwalifikacjach musiałem podać wiele tygodni temu, a ona nie była wówczas gotowa.

Obok Mirek najlepszą siatkarką sezonu była rozgrywająca Katarzyna Skorupa. Ona czy Milena Sadurek będzie grała na tej pozycji w kadrze?

- Kasia grała naprawdę dobrze, znacznie podniosła poziom. Dzięki temu mam teraz dwie rozgrywające wysokiej klasy. Podczas najbliższych turniejów okaże się, która z nich jest lepsza, ale na razie nr 1 jest Sadurek. Chcę kontynuować drogę, która zaczęła się dla naszej drużyny na turnieju w Halle.

Jeśli chce pan kontynuować tę drogę, czy w Tokio zagra ten sam skład: Sadurek, Glinka, Dziękiewicz, Skowrońska, Barańska, Liktoras oraz Zenik?

- Nie wiem, co z Gosią Glinką, która skończyła w sobotę sezon w Hiszpanii i dołączy do nas już w Japonii. Muszę zobaczyć, w jakiej jest formie.

Zamiast Katarzyny Gajgał, która zagrała w Halle bardzo dobrze, zabiera pan Agnieszkę Bednarek, odkrycie sezonu.

- Wstrzymywałem się z tą decyzją do ostatniej chwili, niuanse decydowały o tym, która z nich pojedzie. Zorganizowałem dwie gry wewnętrzne, po których dokonałem wyboru.

Czy zawodniczki, które nie pojechały do Tokio, mają jeszcze szansę na igrzyska?

- Przed nikim nie zamykam drzwi. Po turnieju w Japonii wszystkie znów mają czystą kartę i rozpoczynają walkę o bilet na kolejne imprezy.

Kto jest teraz największą gwiazdą drużyny?

- Nie ma takich. Jesteśmy drużyną, każdy pracuje dla drużyny nie dla siebie.

Znów wzmocnił pan sztab trenersko-medyczny reprezentacji. Tym razem zatrudnił pan specjalistę od akupunktury.

- I wcale nie jest to fachowiec z Włoch tylko Polak, Aleksander Bielecki, były karateka, który w roli fizykoterapeuty pracował m.in. z lekkoatletami. Wielki specjalista, który bardzo pomógł dziewczynom na ostatnim zgrupowaniu.

Miał co robić, bo siatkarki przyjechały na zgrupowanie zmęczone sezonem.

- Są bardzo zmęczone. Dużą sztuką było w tej sytuacji opracować plan pracy na lato. Teraz wszystkie musiały ciężko zasuwać, ale później postaram się, by każda miała trochę wypoczynku.

Siatkarki z kadry dostały od pana przed sezonem program pracy w siłowni podczas sezonu. Ale nie wszyscy trenerzy klubowi respektowali te zalecenia.

- Każdy trener ma swoją drogę, ale są wielkie różnice między tym, co robimy na zgrupowaniu, a tym co w klubie. Dla mnie to wielki problem, ale co mam zrobić? Spotkałem się ze wszystkimi trenerami dwa razy, wysłałem im moje plany, ale dziewczyny mówiły, że pracowały zupełnie inaczej. Przecież nie chcę źle, zależy mi, by siatkarki podnosiły formę. We Włoszech, Brazylii czy Rosji w klubie i w reprezentacji pracuje się tak samo i wszyscy są zadowoleni. W polskich klubach nie ma fachowców od przygotowania fizycznego, pierwszy trener zajmuje się wszystkim.

Małgorzata Niemczyk twierdzi, że Liga Siatkówki Kobiet powinna otworzyć się na zagranicznych i młodych trenerów. Jaka jest pana opinia?

- We Włoszech, które mają jedną z najsilniejszych lig na świecie, co chwila pojawiają się szkoleniowcy z Brazylii, Rosji, Argentyny czy Chorwacji. Męski zespół Trento, który zdobył mistrzostwo, prowadzi Bułgar. Nikt tam nie robi z tego problemu, każdy jest ciekawy, co wniosą ludzie z innym stylem pracy. Mniej istotne jest, czy są to zmiany na lepsze, czy na gorsze, ważne, że jest to jakaś nowość. Polska też musi się otworzyć, w czym duża rola szefów klubu. Jedna, dwie nowe postaci co sezon wniosłyby wiele świeżości.

Na koniec zapytam jeszcze raz: polskie siatkarki zagrają na igrzyskach?

- Tak.

A zdobędą medal?

- Nie wiem. Nie mogę obiecać, ale będziemy walczyć.

Kadra siatkarek na Tokio

Rozgrywające: Milena Sadurek, Katarzyna Skorupa.

Przyjmujące: Małgorzata Glinka, Anna Podolec, Anna Barańska, Milena Rosner, Karolina Ciaszkiewicz.

Środkowe: Eleonora Dziękiewicz, Maria Liktoras, Agnieszka Bednarek.

Atakująca: Katarzyna Skowrońska.

Libero: Mariola Zenik.