Sport.pl

Dlaczego Beenhakker nie liczy goli Brożka

Beenhakker nigdy nie stawiał na ligowe gwiazdki, wnioski wyciągając raczej ze zgrupowań i meczów kadry. Brożek swoją szansę przegrał, co sam przyznał po sparingu z USA. Nie przekonał trenera na treningach. Niewykluczone, że nie odpowiada mu również mentalnie. Przypomnijmy słowa Brożka z poprzedniej zimy: ?Obawiam się, że w tak silnej drużynie na obecnym etapie mógłbym sobie nie poradzić?. Nie mówił o Barcelonie. Interesowało się nim Nancy, francuski szarak
Brożek: Mam łatkę piłkarza ligowego...

Beenhakker o transferze do Anglii - zabójstwo dla kariery

Radomski stracił zaufanie do selekcjonera kadry

Syndrom ponownie usuwanego z Premier League Grzegorza Rasiaka doskonale oddaje rozpaczliwe ograniczenie całego polskiego futbolu. Ten napastnik rozbija się po polach karnych angielskiej drugiej ligi, intensywnie ostrzeliwuje drugoligowe bramki, na drugoligowych pułapach bywa wręcz gwiazdą. Jego szarże na pierwszą ligę - najpierw w Tottenhamie, potem w Boltonie - kończyły się jednak fiaskiem. Rasiak okazuje się zbyt wolny, zbyt słaby fizycznie, technicznie niedomagający, niebłyskotliwy, pozbawiony osobowości.

Losy jego rodaków układają się podobnie. Transfer do europejskiej firmy nie staje się sportowym sukcesem, lecz źródłem kłopotów. Piłkarze pojmują, że porwali się na wyzwanie przerastające ich możliwości, i popadają w depresję. Nie dają rady z najróżniejszych względów - np. Włosi opowiadali mi, że w Palermo nikt nie zgłaszał zastrzeżeń do siły, kondycji, techniki czy pracowitości Radosława Matusiaka, ale rozczarowała jego słaba głowa. Polak okazał się taktykoodporny - nie potrafił się po boisku poruszać i niewłaściwie się ustawiał, przez co niemal nie uczestniczył w grze.

Słowem, nasz futbol wypuszcza na rynek produkty w najlepszym razie solidnie przeciętne. Lokalne gwiazdy to, wyjąwszy bramkarzy, pierwszorzędni piłkarze drugorzędni.

Problem odwieczny: napastnicy

Dlatego Leo Beenhakker ma wybitnie niewdzięczne zadanie w wyszukiwaniu napastników, którym przyjdzie strzelać gole na Euro 2008, czyli w turnieju o skali trudności zbliżonej do najmocniejszych lig. Kandydaci dzielą się na dwie grupy - strzelających sporo goli (Paweł Brożek, Artur Wichniarek) lub po prostu nieźle grających w rozgrywkach na niskim poziomie (Marek Saganowski), a także ofiary nieudanych wypraw zagranicznych (Rasiak, Matusiak). Chlubnym wyjątkiem pozostaje Ebi Smolarek, choć nawet on, co znamienne, strzelał w lidze hiszpańskiej gole rywalom mniej wymagającym - Valladolid, Murcii, Getafe i Recreativo Huelva.

Okoliczności skazują zatem Beenhakkera na porównywanie dokonań nieporównywalnych. Jak się ma tytuł króla strzelców Orange Ekstraklasy Brożka do rzadkich i kiepskich występów Rasiaka w Boltonie, bądź co bądź klubie najsilniejszych dziś - wedle rankingu UEFA - rozgrywek w Europie? Jak oszacować wartość dziesięciu goli w Bundeslidze Wichniarka? Czy Saganowski odniósł sukces, ratując drużynę przed degradacją do trzeciej (!) ligi angielskiej? I wreszcie - co zrobić z kanonadą Brożka, skoro bramki seryjnie zdobywane na polskich boiskach mogą się tak samo nie przełożyć na skuteczność w ME, jak bramki Rasiaka w drugiej lidze nie przełożyły się na minimalną choćby skuteczność w Premier League? Na ile dorobek Wiślaka wynikał z miażdżącej przewagi jego drużyny nad resztą stawki?

Usiłuję odgadnąć, czym kierował się Beenhakker, ignorując zawodników wciskanych mu do kadry przez 38 mln trenerów, od kibiców po cenionych ekspertów. Dlaczego zamiast powszechnie podziwianego Brożka zabiera na zgrupowanie Matusiaka, który tkwi w kryzysie od roku? Tezę o rzekomym "przywiązaniu się" trenera do nazwisk odrzucam jako, mówiąc wprost, głupawą.

Krótkie wzloty, dołek i klęska

Wiem natomiast, że reprezentacja potrzebuje stabilizacji, że nie wolno notorycznie wyjmować z niej połowy składu. I ze względów czysto sportowych, i dlatego by uniknąć rozpadu grupy. Tymczasem niemal wszyscy polscy piłkarze miewają jedynie krótkie wzloty, ich forma wiecznie się waha, często wpadają w dołki. Gdyby trener powoływał wyłącznie zawodników, którzy właśnie zaliczyli kilka przyzwoitych weekendów, w kadrze trwałaby permanentna rewolucja. Jesienią np. debiutowałby w niej stadnie sławiony Dawid Jarka, o którym słuch ostatnio zaginął, a nie Tomasz Zahorski

nietrafiający wówczas do siatki. Rotacja szalałaby zwłaszcza w napadzie, bo snajperzy z prawdziwego zdarzenia - bezlitośnie regularni, wiecznie nienasyceni, zdolni sforsować najszczelniejsze defensywy - w ogóle w naszej piłce nie występują.

Nawet osiągi Wichniarka (mnie osobiście brakuje go w kadrze bardziej niż Brożka) przy wnikliwszej analizie tracą na atrakcyjności. Otóż napastnik Arminii Bielefeld w meczach z potęgami Bundesligi wypada beznadziejnie, bardzo źle albo źle. Czołowej piątce tabeli - Bayernowi, Werderowi, Schalke, Bayerowi i HSV - strzelił ledwie jednego gola, w dodatku gola bez znaczenia, w przegranym 1:8 spotkaniu w Bremie. Od "Kickera" dostawał w tych meczach średnio notę 4,75, czyli bliską ocenie "katastrofalnie", a w rankingu na najlepszego gracza Bundesligi zajmuje 189. miejsce. Na 200 sklasyfikowanych! Wyprzedza go aż siedmiu kolegów z Arminii, bo wbrew kibicowskim podejrzeniom Wichniarek nie należy do czołowych napastników ligi, a jego szturm na klub z ambicjami - Herthę Berlin, skończył się tak jak podrygi Matusiaka i Rasiaka. Klęską.

Brożek swoją szansę przegrał

Beenhakker nigdy nie stawiał na ligowe gwiazdki, wnioski wyciągając raczej ze zgrupowań i meczów kadry. Tymczasem Matusiak jednym atutem bije całą konkurencję - jako jedyny obok Smolarka napastnik kadry strzelał gole silnym przeciwnikom. Owszem, to było dawno temu. Ale i w tym roku do siatki trafili tylko dwaj atakujący - on i Zahorski. W tym sensie rzeczywiście utrzymuje się w reprezentacji "za zasługi". Realne, niepozwalające na szyderstwo, które zazwyczaj kryje się za tym określeniem.

Brożek swoją szansę przegrał, co zresztą sam przyznał po sparingu z USA. Nie przekonał Beenhakkera na treningach. Niewykluczone, że nie odpowiada trenerowi również mentalnie. Wciąż nie potrafię zapomnieć jego słów z poprzedniej zimy: "Obawiam się, że w tak silnej drużynie na obecnym etapie kariery mógłbym sobie nie poradzić". Nie, nie mówił wówczas o Barcelonie czy Manchesterze. Zainteresowało się nim Nancy, ot, taki sobie francuski szarak. Czy ostatnio Brożek zmienił się wystarczająco, by podołać wyzwaniu gry na Euro? W lidze debiutował jako niepełnoletni gołowąs. Na boisko nie wbiegł, lecz wskoczył; piłki nie przejął, lecz jej dopadł; publikę wziął dynamiką i entuzjazmem; natychmiast strzelił pierwszego gola, trafił do jedenastki gwiazd kolejki. Grał w najlepszym klubie, zdobył mistrzostwo Europy juniorów. Miał wszystko, co może zaoferować nasz kaleki futbol. Ale potem rozwijał się wolno (nie tylko z własnej winy - tułał się po wypożyczeniach, trenerzy Wisły nie dawali mu grać) i nie wiadomo, czy wzbije się kiedykolwiek ponad poziom ligowy.

Leo!!! Co?! Brożek!

Napastnik Wisły obok Trezegueta i del Piero?

A w czerwcu jego los podzielą być może jeszcze bardziej zasłużeni. Jeśli sensację dostrzegamy w pominięciu Brożka, to jak skomentować Euro bez - to niemal pewne - Davida Trezegueta, który mierzy w tytuł króla strzelców Serie A? Jak wytłumaczyć, że cała Italia musi wpychać włoskiemu selekcjonerowi ścigającego się z Francuzem Alessandro del Piero? Jak wreszcie wyjaśnić ledwie kilkadziesiąt minut w reprezentacji trzeciego supersnajpera z ligi włoskiej Marco Borriello? Jeśli realna pozostaje perspektywa Euro bez - lub z ograniczonych udziałem - trzech czołowych napastników Serie A, to tytuł króla strzelców polskiej ligi nie znaczy z międzynarodowego punktu widzenia nic. Z pokaźniejszym dorobkiem od Brożka zdobywali go w bieżącej dekadzie inni pierwszorzędni piłkarze drugorzędni - Tomasz Frankowski oraz Stanko Svitlica. O ich zagranicznych karierach lepiej nie wspominać.