Beenhakker: Mam ból głowy

Patrząc we wtorek na grę Matusiaka, Łobodzińskiego, Wawrzyniaka i reszty, myślałem, co nas czeka w meczu z Niemcami na Euro. Rany boskie, jak ja w trzy tygodnie doprowadzę ich do poziomu, jakiego potrzebuję? - mówi Leo Beenhakker i dodaje: Awans na mistrzostwa Europy i styl, w jakim czasem udaje nam się grać, to prawdziwy cud. A przecież musimy ten cud powtórzyć na Euro.
Dlaczego Beenhakker nie liczy goli Brożka

Radomski: Straciłem zaufanie do Beenhakkera

Robert Błoński i Michał Pol: Podobał się panu finał Pucharu Polski?

Leo Beenhakker: Wróciłem z finału Pucharu Polski z bólem głowy. Kiedy grają dwie najlepsze polskie drużyny, w dodatku bez żadnej presji, bo obie mają zapewniony udział w pucharach, człowiek spodziewa się pięknego meczu i otwartej gry. Chciałoby się zawołać: "Dalej, grajcie! Nieważne, wygracie czy przegracie, ale starajcie się strzelić gola, starajcie się wygrać!". Nic z tego. Oba zespoły przede wszystkim nie chciały gola stracić. Patrzyłem na ten mecz, na grę Matusiaka, Łobodzińskiego, Wawrzyniaka i reszty, i myślałem, co nas czeka w meczu Euro z Niemcami. Rany boskie, jak ja w trzy tygodnie doprowadzę ich do poziomu, jakiego potrzebuję? Do poziomu z meczów z Portugalią, bo w takim musimy zagrać na Euro. Pomyślałem sobie, że ten awans i styl, w jakim czasem udaje nam się grać, to prawdziwy cud. A przecież musimy ten cud powtórzyć na Euro. I dlatego nie mogę się już doczekać poniedziałku, kiedy wreszcie zbiorę chłopaków i zacznę przygotowania.

Czy Roger zasłużenie został wybrany na najlepszego piłkarza finału?

- Absolutnie. Powiem to szczerze i nie po to, by legitymować swoją decyzję o powołaniu go na Euro. Roger był w Bełchatowie jedynym zawodnikiem, który chciał grać w futbol. Nie mówię, że zagrał bardzo dobrze. Mówię, że ciągnął grę, grał do przodu, kreował.

Jaką rolę chce pan powierzyć Rogerowi w reprezentacji Polski?

- Klasycznego numeru 10, choć może też, tak jak to robi w Legii z Vukoviciem, grać na pozycji defensywnego pomocnika. W kadrze podział ról defensywnych pomocników wygląda tak, że Lewandowski spełnia funkcję obrońcy, dba o tyły, a Dudka, Murawski albo Garguła grają do przodu. Numer 10 spełnia różne funkcje w zależności od rywala. Czasami musi być nieco cofniętym napastnikiem, czasami odgrywa rolę rozgrywającego, jak Garguła, Majewski czy Roger.

Co Brazylijczyk może dać kadrze?

- To niezwykle kreatywny zawodnik. Widzi więcej niż inni. Jak nikt w polskiej lidze prostym zagraniem potrafi otworzyć koledze drogę do bramki. Ma oko do wyszukiwania niepilnowanego zawodnika, a kiedy już go dojrzy, potrafi do niego celnie zagrać. W Bełchatowie miał dwa, trzy takie podania, o których pomyślałem, że są perfekcyjnie.

Patrząc na grę Matusiaka, zastanawialiśmy się, kto popełnia błąd: trener Beenhakker, powołując jego, a nie Pawla Brożka na Euro, czy trener Skorża, który go nie wystawia w lidze.

- Postawiłem na piłkarzy, którzy udowodnili mi w eliminacjach, że potrafią wznieść się z poziomu ligowego na reprezentacyjny. To, że zawodnik dobrze gra w klubie, nie daje gwarancji, że tak samo zagra w kadrze. W dodatku mamy trzy mecze w dziesięć dni. Weźmy Macieja Iwańskiego. Dawałem mu szanse, bo grał w klubie na niezłym poziomie. Ale w kadrze grał na takim samym. Z kolei Łobodziński pokazał mi, choćby w meczu z Kazachstanem, że potrafi się wznieść, kiedy przychodzi konieczność. Matusiak jest dla mnie zagadką. Przyjrzę mu się podczas zgrupowania w Niemczech.

Wichniarek: Może jak przejdę do AC Milan dostanę powołanie

Artur Wichniarek zdobył w Bundeslidze dziesięć bramek. Słyszeliśmy, że pana sztab zrobił badania, z których wyszło, że częściej niż inni traci piłkę przed polem karnym rywala?

- Przeanalizowaliśmy grę każdego zawodnika pod każdym względem w wielu, wielu meczach. Zgoda, od napastnika grającego z numerem 9 wymaga się przede wszystkim goli. Ale żeby oddać strzał, najpierw trzeba się znaleźć przed bramką rywala. A jak myślicie, ile razy będziemy mieli okazję na bramkę w meczu z Niemcami?

Trzy-cztery?

- Ja mam nadzieję, że pięć. W dzisiejszym futbolu, na najwyższym poziomie, jeśli obie drużyny mają pięć okazji na gola, to jest to wielki mecz. To oznacza, że najważniejszym zadaniem numeru 9 jest przenieść się z piłką z tyłu do przodu. Przeciwko Niemcom będziemy grali pod presją i będziemy musieli mądrze się spod niej uwalniać. Można tego dokonać na dwa sposoby. Jeden widzieliśmy w finale Pucharu Polski - zamknąć oczy i wykopywać piłkę za stadion. W Bełchatowie PZPN stracił w ten sposób cztery piłki.

Drugi sposób to wybijając piłkę z tyłu, poszukać z przodu numeru 9 i posłać mu ją. Jeśli jest to napastnik klasy Raula, van Nistelrooya czy Drogby, przytrzyma piłkę i zaczeka, aż reszta drużyny opuści własną połowę i włączy się do gry. Tak gra też Miroslav Klose. Nie tylko zdobywa gole, potrafi umiejętnie przytrzymać piłkę, aż podejdą Ballack ze Schweinsteigerem i reszta. Cały czas kontroluje grę pod kątem tego, co może dać z siebie drużynie. Dlatego jest taki dobry.

Sprawdziłem pod tym względem wszystkich moich potencjalnych zawodników, ile piłek na dziesięć potrafią przytrzymać, zaczekać i stworzyć zagrożenie. A ile z nich tracą, pozwalając rywalowi wyprowadzić kontrę, gdy drużyna jest niezorganizowana. Zdziwilibyście się, jaki wynik dały te badania. Gdyby kibice mogli je poznać, rozumieliby niektóre moje wybory. Bo w meczu z Niemcami będziemy pod presją około 60 minut, a z Chorwacją nawet więcej. Austria zagra inaczej, będzie czekała na nasz błąd i wtedy reagowała. Naprawdę przeanalizowałem, jakich ludzi potrzebuję na te mecze. To, że ktoś w ostatniej kolejce zdobył bramkę, nie zmieni mojej oceny umiejętności i przydatności. Mówię to z całym szacunkiem dla Jarków, Sikorów, Brożków czy Zieńczuków.

Kto w takim razie jest pana numerem 1 na pozycji numer 9?

- Może nim być Ebi Smolarek, może być Maciej Żurawski albo Matusiak. Zależy od przeciwnika i tego, w jakiej formie będą. To są pytania, na które będę szukał odpowiedzi podczas obozu w Niemczech. Np. Matusiak będzie musiał dać mi odpowiedź na boisku, czy w tak krótkim czasie odzyska formę z eliminacji. Jeśli nie, będę musiał podjąć złą dla niego decyzję. Ale przynajmniej mam pewność, że jest w stanie grać na dobrym poziomie jako numer 9. Wiele razy to ćwiczyliśmy. Mówiłem mu: "Radek, trzymaj piłkę. Zobacz, twoi koledzy są 50 metrów od ciebie. Poczekaj, aż będą 20 metrów, a wtedy możesz odwrócić się do bramki i robić, co chcesz - strzelać, dryblować, podawać...". I on to umie. Tłumaczę mu, że kiedy jest tyłem do bramki, gra dla drużyny. Jak już jest przodem, wtedy rozgrywa swój własny mecz, ma swobodę działania.

Jak widzicie, selekcja to coś trochę bardziej skomplikowanego niż krzyknąć: "Hej, ten facet zdobył wczoraj gola, biorę go do kadry!". Zaufajcie mi, że sztab szkoleniowy odrobił pracę domową. Przeanalizowaliśmy każdego piłkarza pod kątem meczów grupowych i stąd taki wybór.

Co ze zdrowiem Dariusza Dudki i Grzegorza Bronowickiego? Podobno ten pierwszy doznał skomplikowanej kontuzji kolana?

- Tak? Byłem zdumiony, że nie zagrał w finale Pucharu Polski, bo od lekarza Wisły usłyszałem, że jest zdrowy i nic mu nie dolega. Poprosiłem lekarza kadry, żeby sprawdził, jak ostatecznie sprawy się mają. Rehabilitacja Bronowickiego postępuje bardzo dobrze. Nie oczekujemy żadnych problemów.

Na łamach niemieckiego tygodnika "Sport Bild" ukazała się pana wypowiedź, że nie obawia się pan "meczu z Niemcami, gdyż drużyna trenera Joachima Loewa to obecnie przeciętny zespół, pozbawiony zawodników klasy światowej i mentalności zwycięzcy. Tę ostatnią mają dziś w Europie tylko Włosi".

- Niczego podobnego nie mówiłem. Stwierdziłem, że Klinsmann zrobił rewolucję w stylu gry Niemców na ofensywny i że zmienił też sposób przygotowań. Przestali grać systemem z libero, przeszli na 4-4-2. Grają też z wolą wygrania każdego meczu. Nie mówiłem też niczego o murze berlińskim, co mi przypisał. Człowiek, który to napisał, jest głupi. Nie wiem, czy chce podgrzać atmosferę przed naszym meczem? Znajdę go i się dowiem.

Beenhakker zmartwiony transferem Majewskiego do Anglii