Sport.pl

Fruwając pod koszem: Tak rodzi się nowa dynastia

Brzydkie kaczątko zmieniło się w pięknego łabędzia, ropucha w śliczną księżniczkę, a Los Angeles Lakers w najlepszą drużynę w NBA.
Jeszcze pół roku temu byli beznadziejni. Mogą załapać się na ostatnie miejsce w play-off - taki był consensus w ocenie Lakers przed tegorocznym sezonem.

Kilka głosów z październikowego sondażu ESPN:

Nawet jeśli Kobe zostanie, to nie wystarczy, aby ta ekipa awansowała do play-off. Kontuzje znów są problemem, a atmosfera w drużynie jest - i pozostanie - koszmarna.

Zgody z Kobe Bryantem nie będzie. Trzeba było zdecydować się na transfer w okolicach draftu. Teraz muszą go sprzedać, żeby uratować twarz. A w międzyczasie sezon pójdzie na marne.

Lakers będą cudownie przeciętni.

Nawet wśród menedżerów NBA - którzy powinni wiedzieć lepiej - nie znalazł się ani jeden śmiałek, który postawiłby na awans Lakers do finałów ligi.

Poniekąd słusznie. Przecież rok temu Lakersi odpadli w słabym stylu już w pierwszej rundzie play-off, przecież w składzie nie zaszły większe zmiany, a w dodatku sfrustrowany Kobe rozpowiadał wszem i wobec, że się wynosi - choćby na Plutona.

A dziś... Lakers grają najlepszą koszykówkę w NBA. W dwóch pierwszych meczach finałów Zachodu upokorzyli broniących tytułu San Antonio Spurs. I choć wciąż możliwe jest, że starzy mistrzowie wstaną z kolan, Manu Ginobili wyleczy bolącą kostkę i w finałach zobaczymy po raz piąty Tima Duncana - to jakoś trudno nam uwierzyć, by w najbliższych pięciu meczach Lakers zdołali wygrać tylko raz.

Brzydkie kaczątko wyrosło. Ale dlaczego nikt tego wcześniej nie przewidział?

1. Nikt nie dostrzegł, że Lakers mają plan

Cały ten układ wydawał się bezsensowny. Samolub Bryant. Trener Jackson, ślepo przywiązany do swej "triangle offense" i przywykły do prowadzenia dream teamów. Szczypiorek Andrew Bynum niegotowy do gry na wielkim poziomie. I bezimienna ławka rezerwowych. To przecież w nic się nie składało. Albo Lakersi chcą wygrywać teraz - a wtedy powinni dać sobie spokój z wychowywaniem młodzieży - albo stawiają na przyszłość, a wtedy niech lepiej Phil Jackson odejdzie leczyć swe schorowane biodra, bo szkoda życia na te męki.

Tymczasem plan był: tak prosty, że aż niewidzialny. Dzieciaki pod okiem Jacksona od trzech lat uczyły się "triangle offense" - systemu zabójczo skutecznego, ale też wymagającego samodzielności i doświadczenia, które przychodzi po miesiącach praktyk. A ze wzmocnieniami czekano na dogodne okazje.

2. Nikt nie docenił Mitcha Kupchaka

Nieporadność menedżera Lakers sprawiła, iż zaczął trafiać na listy najgorszych GM-ów NBA. Przez kilka lat, zdawało się, nie zrobił nic - za wyjątkiem jednego fatalnego transferu (Kwame Brown).

Tymczasem cechą wielkich menedżerów jest cierpliwość. Kupchak czekał. Ciułał malutkie wzmocnienia, wynajdywał w drafcie rodzynki, które - jego zdaniem - pasowały do triangle offense: Jordana Farmara, Saszę Vujacicia, Ronny Turiafa. Wyrzucał tych, którzy nie pasowali (Smush Parker). Latem 2007 skorzystał z okazji i zatrudnił ponownie Dereka Fishera. I, przede wszystkim, odrzucał propozycje.

Nie zdecydował się (co omal nie doprowadziło do odejścia Bryanta) wziąć do LA starzejącego się Jasona Kidda. Nie kupił Jermaine'a O'Neala. Nie oddał Bynuma. Czekał.

Okazja nadarzyła się w lutym 2008 r. Memphis Grizzlies wystawili na sprzedaż Pau Gasola, Lakers zaatakowali błyskawicznie i, co ważniejsze - w zamian nie oddali nic wartościowego. Ot, dwa niepotrzebne wybory w drafcie, rozgrywającego z głębokich rezerw, beznadziejnego Kwame Browna. Rywale byli w szoku. "Powinni tego zabronić" - krzywił się menedżer San Antonio.

A Gasol okazał się być nabytkiem idealnym. Szybki, wszechstronny, dobrze podający i rzucający z półdystansu - czy jest w NBA skrzydłowy, który lepiej niż on pasowałby do ataku trójkątów?

3. Wszyscy zapomnieli, że Phil Jackson wielkim trenerem jest

Po zeszłorocznym play-off, najgorszym w biografii Jacksona, można było uznać, że wielki trener już się wypalił.

Ale dziś wydaje się, że nie tylko tamta seria, ale ostatnie cztery lata były elementem jakiegoś dalekosiężnego planu. Najpierw roczna banicja, podróż na Antypody, ładowanie akumulatorów. Potem dwa sezony, gdy Kobe Bryant dostał wolną rękę, mógł wyszaleć się za wszystkie czasy - i dostrzec, że strzeleckie rekordy szczęścia nie dają.

Wreszcie: stoicki spokój jesienią zeszłego roku, gdy wrzawę wokół transferu Bryanta trener skwitował lekceważącym jednym zdaniem: "Myślę, że tu nic się nie kończy".

Jackson gwarantuje Lakersom stabilność. Wiadomo, że go nie zwolnią - i że grą LA rządzić będzie przez lata "triangle offense". Wiadomo więc, pod jakim kątem rekrutować nowych graczy. I wiadomo, że każdemu z nich Jackson przypisze odpowiednią rolę.

4. A w dodatku Lakers mieli szczęście

Po siódmym meczu półfinałów Zachodu wracający z Nowego Orleanu San Antonio Spurs spędzili noc w samolocie, bo maszyna miała awarię, a wszystkie hotele w mieście były zajęte. I w pierwszym meczu finałów Spurs zaczęli świetnie, ale w trzeciej kwarcie opadli z sił. Przypadek?

Raczej karma, bo szczęście sprzyja Lakersom przez cały sezon. Przed jego rozpoczęciem naprawdę myśleli o sprzedaniu Bryanta. Agent Kobego dwoił się i troił, żeby skroić jakiś dobry deal. Nic z tego nie wyszło. I dziś nikt tego nie żałuje.

Albo kontuzja Bynuma. Rzecz przykra, ale - bądźmy szczerzy - nie mogła zdarzyć się w lepszym momencie. Gdyby młody center uszkodził kolano wcześniej, nie zdołałby rozkwitnąć, Lakers tkwiliby w przeciętności, sezon spisano by na straty.

Gdyby Bynum był zdrów - raczej nie kupiono by Gasola, bo właściciel Lakers nie wydałby kilkudziesięciu milionów dolarów na kogoś, kto "może się przydać", ale nie jest niezbędny.

Antyfani Lakers, czeka was siedem chudych lat. W ekipie z LA nikt (może poza Derekiem Fisherem) nie planuje jeszcze emerytury. Kobemu stuknęła dopiero trzydziestka. Odom ma 29 lat, Gasol 28. Rezerwy są jeszcze młodsze: Jordan Farmar ma 22 lata, Sasza Vujacić 24, Ronny Turiaf 25. A Bynum, który ma wrócić jesienią, ledwie 21.

Pomyślcie, co by było, gdyby w Chicago Bulls obok Michaela Jordana, Scottie Pippena i Horace'a Granta grał jeszcze na centrze Patrick Ewing? Czy ktokolwiek byłby w stanie podjąć z nimi walkę? A to właśnie, po powrocie Bynuma, może zdarzyć się w LA.

Rodzi się nowa dynastia.

Kronika towarzyska

Ostatnio w dobrym tonie jest przyznać się, że się kiedyś paliło trawkę. Najpierw uczynił to Josh Howard z Mavericks, potem Donald Tusk, a ostatnio właściciel Mavericks, Mark Cuban, który jednak - podobnie jak nasz premier - zastrzegł się, że w ogóle mu się to nie podobało i że strasznie po tym kaszlał.



Kobe Bryant poszedł z kolegami z drużyny na kolację w ekskluzywnej (i bardzo drogiej) restauracji w Los Angeles. Kiedy przyszło do płacenia, koledzy zaczęli skandować "MVP! MVP!". Nie było wyjścia - Kobe zatroszczył się o rachunek.



W ramach podziękowań za pierwszy w karierze tytuł MVP Kobe kupił kolegom z drużyny luksusowe szwajcarskie zegarki firmy Jaeger - LeCoultre. Zegarki z wygrawerowaną datą i nazwiskiem każdego z kolegów, przyleciały specjalnym transportem prosto ze Szwajcarii, każdy kosztował podobno ok. 9 tys. dolarów.



A Dwayne Wade kupił prezent swojej mamie. Jolinda Wade jest pastorem więc dostała kościół w Chicago.

Ciekawostki

Przed rozpoczęciem drugiej rundy, trenerzy Phil Jackson i Gregg Popovich mieli w sumie na koncie 287 zwycięstw w play-off (Jackson 187, Popovich 100), co czyni serię Lakers - Spurs najbardziej utytułowanym pojedynkiem trenerskim w historii.



Od momentu, kiedy Spurs prowadzili w połowie trzeciej kwarty pierwszego meczu z Lakers 65:45, Lakers wygrali końcówkę tego meczu i cały następny mecz 145:91. Ciekawe, prawda?

Niezłe numery

1 - z takim numerem będą wybierali w tegorocznym drafcie Chicago Bulls.

1, 4, 8, 2, 4, 2, 7, 3, 7, 4, 13, 9 - z takimi numerami Bulls wybierali w ostatnich dziesięciu latach (dzięki transferom czasem mieli do dyspozycji dwa wybory). Ale nowej dynastii nie zbudowali.

1,7% - tyle wynosiły szanse na wylosowanie przez Bulls numeru 1.

Złota myśl

To był mecz mamby przeciwko karaluchom - Buck Harvey, felietonista z San Antonio, po drugim meczu Lakers - Spurs

Zapraszamy na nasz blog Supergigant.blox.pl