Sport.pl

Lozano: Teraz szybki skok. Na igrzyska

- Przez 30 lat kariery trenerskiej nie pracowałem z drużyną, która miałaby mniej kłopotów wewnętrznych niż reprezentacja Polski. I wciąż uważam, że moi siatkarze mogą być wśród trzech-pięciu najlepszych drużyn świata - mówi trener Raul Lozano
Zagumny wierzy, że w starciach o Pekin wpadki nie będzie

W weekend reprezentacja, która w piątek rozpocznie walkę o igrzyska olimpijskie, przegrała w zawstydzających okolicznościach preeliminacje do mistrzostw Europy. Uległa po tie-breakach Czarnogórze i Estonii, w obu meczach prowadząc 2:0 w setach. W piątek w portugalskim Espinho siatkarze zaczną grę o Pekin z Portoryko, Indonezją i Portugalią.

Rafał Stec: Co się stało?

Raul Lozano: Nie wytłumaczę niczego ot tak, kilkoma zdaniami. Na zwycięstwa i porażki składa się mnóstwo drobiazgów, czasem też sprawy, o których nie opowiada się publicznie, bo są sprawami drużyny. Nie mówię tego, by sugerować, że coś nie gra, raczej dla ogólnego wyjaśnienia sytuacji. Teraz długo wszystko przebiegało perfekcyjnie. Powtórzę: perfekcyjnie. Wygraliśmy cztery mecze 3:0, szliśmy po zwycięstwo w piątym i nagle, gdy zaczęły się kłopoty, zupełnie nie potrafiliśmy na nie odpowiednio zareagować. Słabsze przyjęcie wystarczyło, by zakłócić atak i w ogóle całą grę.

Dlaczego?

- Z technicznego punktu widzenia pewne rzeczy są oczywiste. Kiedy tak kluczowi siatkarze jak Paweł Zagumny czy Michał Winiarski mają siedem-dziesięć dni przerwy w treningach, kiedy niektórzy wracają po kontuzjach, a niektórzy późno zakończyli sezon klubowy, drużyna potrzebuje czasu, by uzyskać stabilność. Zawodnikowi po przejściach stosunkowo łatwo wypaść świetnie w jednym-dwóch setach, trudniej utrzymać ten poziom w następnych. Sytuacja się skomplikowała, rywale zaczęli zdobywać punkty i drużyna znalazła się w opałach.

W meczu z Estonią?! To nie do pomyślenia, żeby polscy siatkarze przegrywali z tak słabą drużyną.

- Jak ktoś chce mi - czy też nam - dołożyć, od razu zaczyna sprawdzać, na którym miejscu w rankingu FIVB są rywale. A ten ranking nie mówi całej prawdy o siatkówce, w której wszystko zmienia się dziś radykalnie i bardzo szybko. My po dziesięcioleciach bez medali mogliśmy niespodziewanie wskoczyć do finału mistrzostw świata, mogliśmy nagle zacząć seryjnie wygrywać w Lidze Światowej, mogła i świetny mecz zagrać Estonia. Nie zawsze wygrywają lepsi. Hiszpanie jesienią zdobyli złoto ME, zajęli piąte miejsce w PŚ, a teraz nie zagrają nawet na igrzyskach olimpijskich. My wciąż mamy szanse na awans. Owszem, porażki nigdy nie pomagają, mnie też ten turniej boli. Ważniejsze są jednak kwalifikacje w Espinho i im wszystko podporządkowałem.

Siatkarze nie zareagowali właściwie na trudności. A pan?

- Ja wolałem ryzykować, by przygotowywać drużynę, która ma zagrać o igrzyska. Wolałem trzymać na boisku pewnych ludzi nawet kosztem przegranej. Powtórzę: Espinho jest najważniejsze, ta grupa musi odzyskać odpowiedni rytm, odnaleźć pewne automatyzmy w zachowaniach na boisku, które zniknęły.

Popełnił pan błędy w przygotowaniach?

- Gdybym jeszcze raz miał dokonywać wyborów personalnych i opracowywać plan zgrupowania, podjąłbym identyczne decyzje. Wiem, że opinia publiczna proponowała mi różnych zawodników, ale ja obejrzałem mnóstwo meczów, szczegółowo analizowałem wideo i statystyki, ważyłem różne racje. Jestem przekonany, że postąpiłem słusznie. Powtórzę: gdybyśmy zaczynali od początku, całe przygotowania wyglądałyby tak samo.

Pan uspokaja, wszystko przebiega zgodnie z planem, ale my widzieliśmy bolesną porażkę z drużyną, z którą Polska nie zwykła przegrywać. Może dzieje się coś niedobrego w szatni? Może grupa się rozpadła, są konflikty?

- Chciałbym to wyrazić dobitnie: przez 30 lat kariery trenerskiej nie pracowałem z zespołem, który miałby mniej kłopotów wewnętrznych. Nie zdarzają się nam kłótnie na meczach, nie zdarzają się na treningach. Czasami aż myślę, że to niedobrze, że jest za spokojnie, że może czasami coś powinno zaiskrzyć. Mówiło się i o tym, że jest konflikt Lozano - Wlazły. Nie ma. Wszystko zostało wyjaśnione i problem nie istnieje. To dotyczy całej reprezentacji. Owszem, nie wszyscy siatkarze są przyjaciółmi na śmierć i życie, ale to normalne.

Wiadomo, że nasi siatkarze miewają delikatną psychikę, a taka klęska może każdemu odebrać wiarę w siebie. Zorganizował pan jakieś spotkanie, by wszystko sobie wyjaśnić, spróbować zrozumieć i uspokoić nastroje?

- Nie. Zostawiłem ich w spokoju. Chciałem, żeby poprzebywali z żonami, dziećmi, przyjaciółmi. Żeby wyczyścili głowy, żeby zeszło z nich napięcie i mogli się znów odpowiednio naładować.

Zniosą presję w Espinho?

- Muszą.

Czy to w ogóle realne, by do piątku odbudowali formę?

- Zanalizujemy wspólnie wideo, znajdziemy błędy, podyskutujemy, powtórzymy 20 razy to, co nie wychodziło. Znajdziemy rozwiązanie, przywrócimy zawodnikom precyzję. To dobrze, że obie porażki ponieśliśmy w podobnych okolicznościach. Skoro są powtarzalne, powinno być łatwiej zaradzić problemom. Ja wolę szukać pozytywnych wniosków, niż zadręczać się negatywnymi, to do niczego nie prowadzi. I pozostaję przed kwalifikacjami olimpijskimi optymistą. Mówię szczerze: jestem pogodny i przekonany, że będzie dobrze.

A na czym opiera pan optymizm?

- Znam moich siatkarzy, znam ich wartość. I wierzę w ciężką, uczciwą pracę, a ta grupa pracowała znakomicie. Z taką samą determinacją, z jaką przygotowywaliśmy się dwa lata temu do mundialu. Widziałem to.

Ale dziś bliżej kadrze do 11. miejsca na mistrzostwach Europy niż wicemistrzostwa świata...

- Wciąż uważam, że grając na miarę swoich najwyższych możliwości, Polska może być wśród trzech-pięciu najlepszych drużyn świata. Dlatego teraz musimy zrobić szybki skok na nasz poziom. I wygrać turniej w Espinho.

Zdaje pan sobie sprawę, że może być on pana ostatnim w roli selekcjonera reprezentacji Polski?

- Zdaję sobie ze wszystkiego sprawę, ale nie chcę sobie tym zaprzątać głowy, by nie tracić niepotrzebnie energii.

Czuje pan presję?

- Czuję. Ale, powtarzam, skupiam się na robocie, nie chcę presji i napięcia przenosić na graczy. Lubię z nimi pracować i chciałbym z tą kadrą jeszcze spędzić trochę czasu. Oglądałem kilka dni temu triumf Aleksa Fergusona w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów i zazdrościłem tej kultury sportowej i ufających mu ludzi, którzy pozwolili mu prowadzić Manchester przez ponad 20 lat...

Czy polscy siatkarze zagrają w Pekinie?