Sport.pl

Leo Beenhakker: Kocham ten wasz "optymizm"

Przegląd prasy. Zakończyło się zgrupowanie w Donaueschingen. Prasa podsumowuje przepracowany tam czas w rozmowach z Leo Beenhakkerem na dzień przed towarzyską potyczką z Danią.
Beenhakker i Żurawski w konkurencyjnych ekipach

Rzeczpospolita: Spełniło się pana marzenie. Miał pan piłkarzy do swojej dyspozycji aż przez 12 dni. Jest pan zadowolony z tego czasu spędzonego razem?

Leo Beenhakker: W moim śnie byłem trochę bardziej chciwy. Marzyłem o tym, żeby mieć do dyspozycji wszystkich od samego początku zgrupowania, ale niestety nie było to możliwe, bo piłkarze, którzy późno skończyli grę w lidze, musieli dostać trochę wolnego. Pierwszy tydzień nie był łatwy. Patrzyłem, jak męczy się Grzegorz Bronowicki, i było mi go żal. Całe zgrupowanie było jednak wielką przyjemnością. Jestem bardzo zadowolony z tego, co udało mi się osiągnąć.

Lepiej pan spał pod koniec zgrupowania niż na początku?

Lepiej. Odstawiłem kawę - cappuccino mają tu wyśmienite, ale trochę przesadzałem. Palę też poniżej swojej normy. Uspokoiłem się jakoś, czuję się pewnie i jestem zrelaksowany. Zadanie zostało wykonane, na 8 czerwca będziemy gotowi. Mecz z Danią to tylko narzędzie, etap prowadzący do celu.

Podoba się panu dowcip o trzech meczach, które czekają Polaków na Euro: otwarcia, o wszystko i o honor?

Bardzo. Kocham wasz optymizm.

Wybieram się na mecz Niemców, ale niczego się nie spodziewam

Dziennik: Wynik z Danią może mieć ogromny wpływ na mentalność piłkarzy.

Nie, nie, nie! Piłkarzy, na których umysły miałby wpływ rezultat tego meczu, nie powinno w ogóle być na Euro. Bo to znaczy, że nie wiedzą, o co chodzi. Nawet jeżeli wygramy 4:0, nie będzie powodu, by przestać mocno stąpać po ziemi. A jeżeli przegramy 0:3, nie będzie powodu do paniki. Jeżeli ktoś będzie panikował, to będę musiał mu powiedzieć, że nie jest gotowy na takie wyzwanie, jak Euro. Trzy dni po meczu z Niemcami gramy z Austrią i wtedy nie możesz mieć w głowie Niemców. Wtedy nie jesteś profesjonalistą.

Ale media i kibice na pewno będą się wynikiem przejmować.

Ok, ja to rozumiem. Ale my musimy sami wiedzieć, co robimy. Wykorzystujemy mecz z Danią, by być lepiej przygotowanym do mistrzostw. Traktujemy ich jako środek do pewnego celu. Oczywiście, że chcemy wygrać, zawsze po to się gra. Ale nie ma po co się z tego powodu spinać. Jestem pewien, że Joachim Loew nie denerwuje się po remisie z Białorusią. I facet wie, co robi.

Dziś wybiera się pan na mecz Niemców z Serbią.

Nie spodziewam się czegoś specjalnego, po prostu chcę ich zobaczyć na własne oczy. Widziałem ich wszystkie mecze kwalifikacyjne i towarzyskie. Zresztą nie tylko ich, ale także Chorwacji i Austrii. Na tym etapie, grając ostatni mecz przed Euro, każdy z trenerów skorzysta z podstawowej jedenastki. Mniej więcej z podstawowej, powiedzmy w 80 procentach. Jan Urban widział ich niedawno z Białorusią. Obserwowali ich także Darek Dziekanowski i Adam Nawałka. Ale każdy selekcjoner ma podobne podejście - chce wiedzieć wszystko. Nie może sobie pozwolić na przeoczenie żadnego detalu.

Beenhakker: Z dnia na dzień jesteśmy coraz lepsi


Przegląd Sportowy: "Wcale nie ganialiśmy jak idioci"

Leo Beenhakker: Atmosfera jest naprawdę świetna. Teraz już skończyliśmy z pracowaniem nad stroną fizyczną i zaczynamy więcej myśleć o typowo piłkarskich treningach. Zresztą tak cały czas powtarzam, że pracowaliśmy nad wytrzymałością i siłą, ale robiliśmy to głównie na boisku z piłkami. Niech ludzie nie myślą, że do tej pory ganialiśmy tylko jak idioci. Nie, ponad 80 procent treningów było z piłkami. Weszliśmy na taki poziom, że jak damy im trochę odpocząć to wszystko powinno być dobrze.

Leo: Jesteśmy na dobrej drodze