Sport.pl

Radwańska: Tenis na środkach przeciwbólowych

Polska tenisistka przegrała z Jelena Janković mecz o ćwierćfinał Roland Garros Radwańska przyznała się, że była na środkach przeciwbólowych. - To nadwerężenie mięśnia. Od ciągłego wysiłku. Tego nie trzeba niczym leczyć. Trzeba po prostu odpocząć - mówi portalowi Sport.pl
Zobacz: Zdjęcia z niesamowitego meczu Radwańska-Janković

Radwańska: jestem już zmęczona

Janković faworytką mediów

Jakub Ciastoń: Drugi set był niesamowity. Od stanu 1:5 udało ci się doprowadzić do 6:5...

Agnieszka Radwańska: To jest Wielki Szlem, gra się do ostatniej piłki. Dopóki mecz się nie skończył, zawsze można odrobić straty. Przynajmniej spróbować.

W dwunastym gemie Janković pękł naciąg w rakiecie, ale szczęśliwie wygrała piłkę. Zwycięstwo w drugim secie 7:5 było naprawdę blisko. Zabrakło chyba trochę szczęścia w kluczowych piłkach.

- W końcówce seta wszystkie piłki są kluczowe, a nie tylko niektóre. Trudno powiedzieć. Gdy walczyłam o ćwierćfinał Australian Open z Nadią Pietrową, odrobiłam straty od 1:6, 0:3 i wygrałam mecz, ale na to nie ma reguły. Czasem goni się wynik, ale nic z tego nie wynika. Janković w trzecim secie przecież by się nie poddała. To nie jest typ zawodniczki, która się obraża, gdy przegra seta.

Grałaś z kontuzją przedramienia...

- To nadwerężenie mięśnia. Od ciągłego wysiłku. Tego nie trzeba niczym leczyć. Trzeba po prostu odpocząć. Przed Rolandem Garrosem grałam cztery mecze w Stambule, potem od razu przyleciałam do Paryża. Ze Stambułu nie mogłam zrezygnować, bo turniej był obowiązkowy.

Czy to najpoważniejszy uraz, jaki miałaś w karierze?

- Nie. Kilka lat temu miałam ostre zapalenie wiązadeł kolanowych. To było gorsze.

Twoja siostra Ula mówiła w sobotę, że jeśli dalej będzie tak bolała cię ręka, możesz w ogóle nie wyjść na kort lub skreczować w trakcie meczu.

- Od dwóch dni biorę leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, które przepisał mi francuski lekarz wyznaczony przez organizatorów. W niedzielę było minimalnie lepiej niż w sobotę. Miałam już założony silniejszy opatrunek, zaciśnięty bardzo mocno, co trochę pomogło, ale tylko trochę.

Jakie znaczenie dla twojej gry miała ta kontuzja?

- Musiałam prowadzić grę z tyłu kortu na luźnej ręce, przy serwisie raczej nic nie przeszkadzało, ale gorzej było z przodu, bliżej siatki. Wiem, że tłumaczenie się kontuzją, może być różnie odebrane, ale proszę mi wierzyć, że nigdy nic mnie tak na korcie nie bolało jak przy tym urazie. Jakakolwiek kontuzja ręki to najgorsze, co może się przytrafić w tenisie. Ręka to 99 procent gry.

W całym meczu prawie w ogóle nie podchodziłaś do siatki.

- To właśnie efekt kontuzji. Nie chciałam chodzić do siatki, bo nie mogłam dobrze ułożyć ręki, żeby zagrać woleja. Kiedy już musiałam iść do siatki, często, niestety, psułam te piłki. Przy wolejach, rakietę trzeba chwycić mocniej, a w meczu z Janković to był dla mnie spory problem. Czasem w wymianach z głębi kortu brakowało mi też trochę "szarpnięcia", by skończyć piłkę.

Czy według ciebie Janković grała na 100 procent?

- Nie wiem. Widziałam, że też miała opatrunek. Wydaje mi się, że obie nie zagrałyśmy na maksymalnych obrotach. Niestety, dużo dziewczyn w Paryżu złapało najróżniejsze urazy.

Niektórzy twierdzą, że urazy są powszechne, bo w Paryżu są cięższe piłki.

- To prawda. Różnica jest mało zauważalna, ale są cięższe. To jeden z czynników, który wpływa na częste urazy przedramienia.

Mimo tego urazu obejrzeliśmy bardzo dobry mecz z trzecią tenisistką świata.

- Można gdybać, co by było, gdyby nie kontuzja. Wydaje mi się, że mecz toczył się w wolniejszym tempie, niż się tego spodziewałam. W normalnych okolicznościach wymiany byłyby znacznie szybsze.

Jakie są twoje dalsze plany?

- W poniedziałek lecę do Krakowa. Odpocznę trzy dni, być może w ogóle nie grając w tenisa. Ręka pewnie przestanie mnie boleć i wrócę do treningów. W przyszłym tygodniu jadę do Anglii, gdzie zagram najpierw w Birmingham, a potem w Eastborune. To początek sezonu na kortach trawiastych. W Birmingham pierwszy mecz zagram prawdopodobnie dopiero w środę, bo jestem wysoko rozstawiona i będę miała wolny los w pierwszej rundzie.

Jak podsumujesz swój występ na Roland Garros? Czujesz, że odniosłaś sukces?

- Czwarta runda w Wielkim Szlemie to dobry wynik, tym bardziej że nigdy wcześniej nie wygrałam w Paryżu nawet jednego seniorskiego meczu. W zeszłym roku odpadłam przecież w I rundzie. Cieszę się, że zdobyłam w Paryżu dużo punktów [140 do rankingu WTA i 66,2 tys. euro premii]. Z drugiej strony trochę jednak szkoda, bo bez tego urazu ręki wynik mógł być inny. Nie twierdzę, że wygrałabym z Janković, ale na pewno mogłabym bardziej powalczyć.

Radwańska: ręce opadają

Radwańska podbija Francję niczym Fibak

Blog z Roland Garros