Sport.pl

Frans Hoek: Wasi bramkarze to twardziele

- Typowy polski goalkeeper to Boruc, Kuszczak, czy młody Szczęsny. Mają idealny refleks i czas reakcji. A jeszcze do tego niezwykle silna psychikę i w lot łapią, o co chodzi trenerowi - chwali polskich bramkarzy Frans Hoek, szkoleniowiec i współpracownik Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski
Lehmann narzeka na piłki, Borucowi wszystko jedno

Szansa Polski: Niemcy mają w bramce Risikofaktor...

Powiedział pan kiedyś, że Artur Boruc i Tomasz Kuszczak bronią w tym samym stylu co Oliver Kahn, a Łukasz Fabiański co Edwin van der Sar. Czym różnią się te dwa style?

Frans Hoek: - Żeby dokładnie wyjaśnić, muszę się trochę cofnąć w czasie. W wieku 28 lat musiałem skończyć bramkarską karierę z powodu kontuzji kolana. Robiąc licencję trenera, zająłem się studiowaniem bramkarstwa i wydałem na ten temat książkę. Była ewenementem, bo nie było wówczas żadnej podobnej literatury. Okazało się, że przeczytał ją Johan Cruyff, który właśnie rozpoczynał karierę trenerską w Ajaksie. Zadzwonił do mnie, mówiąc, że chce pracować ze specjalistą. Powiedziałem mu, że nie czuję się kimś takim, bo nigdy nikogo nie trenowałem. Ale się uparł, żebym spróbował.

Przeprowadziłem kilka niezłych - jak mi się wydawało - treningów z bramkarzami Ajaksu. Ale potem przyszedł mecz i okazało się, że nasze treningi nie miały żadnego przełożenia na grę. Powiedziałem Johanowi, że w takim razie potrzebuję piłkarzy, żeby ćwiczyć sytuacje meczowe. A Cruyff na to: "OK, we wtorki treningi są twoje, masz do dyspozycji całą drużynę". Przeraziłem się. Nagle miałem wydawać polecenia van Bastenowi, Rijkaardowi. Pomyślałem, że jeśli coś schrzanię, to jestem martwy w tym biznesie.

Zajęcia wyglądały jak mecz. Ajax za Cruyffa grał bardzo ofensywnie. Obrońcy byli daleko, więc nasz bramkarz Stanley Menzo musiał grać na wielkiej przestrzeni. Jego zadaniem nie było wyłącznie bronienie strzałów na linii. Miał włączać się w grę, wyprowadzać ataki, stał się trochę ostatnim obrońcą. Jednym słowem, musiał świetnie grać nogami, nie tylko rękami. Stworzyłem system treningów, który miał w tym pomóc. Wprowadziliśmy go we wszystkich kategoriach wiekowych Ajaksu, by wychowywać takich bramkarzy. I van der Sar, który przyszedł po Menzo, jest idealnym produktem tego systemu. Typowym bramkarzem Ajaksu. System wypalił - przez 12 lat mojej pracy w Amsterdamie klub nie kupił ani jednego bramkarza!

Gdy odszedłem do Barcelony, która od czasów Cruyffa gra w tym samym, ofensywnym stylu co Ajax, myślałem, że robota będzie łatwa i przyjemna. Ale spotkałem tam Vitora Baię. Portugalczyk był wybitnym bramkarzem. Ale trafił do Barcy za czasów Bobby'ego Robsona, który preferował system 4-4-2. Obrońcy cofali się na pole karne i stamtąd wyprowadzali atak. Louis van Gaal - jak Ajax - wyprowadzał obrońców daleko, zostawiając bramkarzowi mnóstwo miejsca. Okazało się, że Baia kompletnie sobie nie radzi. Na linii był świetny, ale już kilka metrów przed nią - fatalny. Pomyślałem, że go nauczę, ale on nie był w stanie się przestawić. Na jego miejsce ściągnęliśmy Ruuda Hespa, który nie był tak wybitnym bramkarzem, ale pasował do systemu.

Później sytuacja powtórzyła się z Robertem Enke, którego polecił nam José Mourinho, bo współpracowali w Benfice Lizbona. Znów bronił świetnie, ale tylko na linii. Wówczas zrobiłem dokładną charakterystykę wszystkich cech van der Sara i Baii. I doszedłem do wniosku, że pierwszy to tak naprawdę bardziej piłkarz niż bramkarz. Nazywam ten typ "bramkarzem, który gra z drużyną". Ktoś taki np. potrafi przewidzieć, gdzie trafi piłka, i znaleźć się w tym miejscu we właściwym czasie.

Baia, Kahn, Boruc, Kuszczak to "bramkarze liniowi", królowie pola bramkowego, o idealnym refleksie i czasie reakcji. Trener musi wiedzieć, jakim typem jest jego bramkarz i czego może od niego oczekiwać. Musi mieć świadomość, że pewnych cech jego bramkarz nie poprawi, bo nie jest w stanie. Nie przystosuje się do systemu. Właśnie z tych powodów van der Sar nie sprawdził się w Juventusie, gdzie nie potrzebowali z tyłu obrońcy, ale świetnego liniowego jak Gianluigi Buffon, który w końcu wypchnął Edwina ze składu.

A młodszych można spróbować wyszkolić?

- Tak, ale trzeba zacząć wcześnie. Mnie się to udało z Pepe Reiną, który kiedy przyszedł do Akademii Barcelony, miał wszelkie cechy bramkarza liniowego. Ale że Barca gra w swoim stylu, zaczęliśmy go przestawiać. Udało się i Reina jest jednym z nielicznych bramkarzy świata, który potrafi grać w obu systemach, jak trenerowi pasuje.

Większość bramkarzy świata jest gdzieś pośrodku. Zawsze sobie zadaję pytanie, ile kto ma procent przewidywania, a ile reakcji. Np. Boruc ma reakcję na poziomie 90 proc., przewidywanie na 50-60 proc. U Fabiańskiego jest dokładnie odwrotnie - 90 proc. przewidywania, około 70 proc. reakcji. Z tego powodu moje zajęcia z Arturem wyglądają zupełnie inaczej niż z Łukaszem. Fabiański to bramkarz "przewidujący" z natury, bo cały czas w Polsce szkolono go w "reakcji". I to szkolenie dało świetne efekty. U starych jak Boruc trzeba zaakceptować ich styl i tak wykorzystywać, żeby wydobyć z nich to, co najlepsze. Nie pracować nad słabościami, jak ja z Baią, bo skończyło się tak, że stracił pewność siebie. Trzeba było wzmacniać to, co dobre.

Jesteśmy dumni z tego, że Polacy wydali ostatnio tak świetnych bramkarzy. Ale dlaczego właśnie my?

- Tez jestem z tego dumny. A dlaczego? Bo macie tu świetną selekcję, ukierunkowaną na bramkarzy liniowych. Dlatego nie mam pojęcia, skąd się wziął u was taki Fabiański, bo to w ogóle nie jest polski bramkarz! Selekcja jest nakierowana na rosłych i silnych chłopaków, świetnie broniących na linii. To naturalne, bo dziś, jeśli nie masz 185 cm, to zapomnij o staniu w bramce. Wyjątkiem jest Iker Casillas z Realu, który ma 183 cm. Ale zwykle na bramkarzy szkoli się chłopaków w granicach 190 cm. Chodzi o zasięg rąk, po prostu ktoś mały nie sięgnie piłki.

Typowy polski bramkarz to właśnie Boruc, Kuszczak, Wojtek Kowalewski czy młody Wojtek Szczęsny, z którym ostatnio pracowałem. Wszyscy mają też niezwykle silną psychikę. I co ważne, świetnie dają się prowadzić, łapią w lot, o co chodzi. To wszystko cechy klasowych bramkarzy. Na razie wiadomo, że jest nim Boruc, bo przypominam, że pozostali nie są jeszcze bramkarzami numer 1 w swoich klubach. Dopiero kiedy zaczną, będziemy wiedzieć, w jakim kierunku się rozwinęli. Ale potencjał mają ogromny.

Anglicy, którzy od lat mają problem z bramkarzami, stwierdzili, że Polska, Czechy czy Brazylia dlatego produkują świetnych golkiperów, bo w tych krajach na szkolnych zajęciach wf. dużo gra się w koszykówkę, piłkę ręczną, siatkówkę, co wyrabia w przyszłych bramkarzach lepszą koordynację wzrokowo-ruchową. Zgadza się pan z tą opinią?

- Nie do końca. Instytucja profesjonalnych trenerów bramkarzy to świeża sprawa. Problemy Anglików wzięły się stąd, że tam od ponad 20 lat szkolą bramkarzy ci sami ludzie. Po prostu bramkarz kończył karierę i bez żadnej licencji zaczynał zajmować się bramkarzami. A przecież futbol zmienia się tak szybko. Niedawno obejrzałem sobie finał mistrzostw Europy w 1992 roku: Dania - Niemcy. Chryste, przecież obrońca mógł jeszcze podawać do bramkarza! Teraz gra jest coraz szybsza, coraz trudniej przewidzieć jak poleci piłka. A ci starzy trenerzy bazują tylko na swoim doświadczeniu!

No i jak w starych czasach zabierają bramkarzy i trenują obok drużyny. Zapominają, że przecież w futbolu gra się jedenastu na jedenastu. Trzeba się rozwijać, reagować na sytuację. Gdybym bazował tylko na tym, co działo się w czasach, kiedy ja grałem, do niczego bym nie doszedł. Skończyłem wychowanie fizyczne i kursy w federacji, cały czas się dokształcam, choć sam też prowadzę wykłady i warsztaty. Bardzo często na Wyspach.

Jakie cechy uważa pan za najważniejsze dla bramkarza?

- Pierwszym i najważniejszym zadaniem bramkarza jest sprawić, żeby piłka nie wpadła do siatki. Wyprowadzanie piłki do gry nogami jest też ważne, ale nie wolno zapominać o priorytecie. Taki błąd popełniono w Holandii. Skoro van der Sar tak świetnie grał nogami, w klubach zaczęto stawiać na bramkarzy obdarzonych podobną cechą. Tyle że kogoś takiego potrzebował tylko Ajax ze swoją filozofią gry. W klubach grających zupełnie inaczej tacy bramkarze stawali się zakałą. Więc najważniejsza cecha to umieć zatrzymać strzał. Na wszelkie sposoby - robinsonadą czy w pojedynku jeden na jeden. I nie dopuścić do strzału, czyli np. przechwycić dośrodkowanie. Druga rzecz to umieć szybko wprowadzić piłkę do gry, ręką czy nogą, jak najdokładniej.

Podsumowałby to tak: dobry bramkarz musi mieć dobre warunki fizyczne, odrobinę talentu, duuużą ambicję i chęci do pracy, poczucie dyscypliny na boisku i poza nim oraz musi być "coachable", czyli trenowalny - chwytać w lot rady trenera. Jeśli którejś z tych cech mu brakuje, niech zapomni o grze na wysokim poziomie. Może grać w lidze regionalnej. Jeśli masz wielki talent, ale brak ci ambicje, zapomnij. To już prędzej poziom osiągnie ktoś bez talentu, ale z wielką ambicją.

Kogo więc uznaje pan obecnie za najlepszego bramkarza świata?

- Ciężko o dokładną listę z numerami od 1 do 10, bo musiałbym tych facetów oglądać w akcji przynajmniej raz na tydzień. Ale generalnie uważam, że bramkarze potrafiący grać na najwyższym poziomie to Gianluigi Buffon, Petr Czech, Pepe Reina i Iker Casillas oraz van der Sar i nie mówię tego, bo to mój wychowanek i rodak. Boruc w Celticu Glasgow wykonuje wspaniałą robotę i nie waham się wymienić go obok tamtych. Ważne jest, że jego forma od paru lat jest stabilna. Wymieniłbym jeszcze Manuela Almunię z Arsenalu, co jest nieszczęściem Fabiańskiego, ale Hiszpan zasługuje na wyróżnienie.

A na ile ważna jest psychika bramkarza?

- Musi być niezwykle odporny. Jeden jego błąd może kosztować drużynę stratę gola. To jest nieuniknione. Zawsze powtarzam chłopakom: nie martwcie się tak, że popełnicie błąd, bo i tak prędzej czy później się zdarzy. Oby w lepszym, a nie gorszym momencie. Lepiej, kiedy twoja drużyna prowadzi 3:0, wtedy nikt o błędzie nie będzie pamiętać, niż przy 0:0. Najważniejsze jednak, żeby strach przed nim was nie sparaliżował. A jeśli nawet drużyna przegra po błędzie, powiedzcie sobie, trudno, to część tej gry. I niech inni wiedzą, że tak myślicie, i was zostawią w spokoju. Wszyscy jesteście ludźmi, ludzie popełniają błędy.

Muszę przyznać, że polscy bramkarze mają kapitalną mentalność. Są naprawdę twardzi. Weźmy Wojtka Szczęsnego, który przyjechał do Donaueschingen na trochę. Ma dopiero 18 lat i już debiutuje w kadrze, a jeszcze przy transmisji telewizyjnej na żywo. Ale od strony mentalnej podszedł do tego meczu, jakby grał w kadrze od 15 lat! Przypomniał mi tym debiut Reiny w Barcelonie. Pepe też miał 18 lat i wyszedł do bramki przy 110 tysiącach fanów na Camp Nou. I zero stresu. Ale oto idzie pierwsze dośrodkowanie i on się mija z piłką. Pomyślałem sobie: "Rany boskie, no to się wkopałem". Bo chłopak jest ugotowany, teraz popełni błąd za błędem. Ale kolejne dośrodkowanie i Reina - bum - idealnie piąstkuje piłkę. I następne też. To było fantastyczne. Nie dał się ponieść ani stresowi, ani strachowi. Po prostu robił swoje, to, co tak lubi i wie, że jest w tym dobry. Albo bramkarz ma tę siłę i odporność psychiczną, albo jej nie ma. Jeśli nie, niech się nie pcha do wielkiego futbolu, bo będzie popełniał błąd za błędem.

A co, jeśli ambicja bierze górę nad wszystkim?

- Rolą trenerów jest sprawić, żeby piłkarz zagrał tak dobrze, jak potrafi, wydobyć z niego to, co najlepsze. Żeby to osiągnąć, czasami trzeba dać zawodnikowi pieprz pod nos, żeby go pobudzić. A czasami wręcz przeciwnie - valium. Naszą rolą jest pomóc znaleźć piłkarzowi równowagę. Nie jest to łatwe, bo zawsze jest wielka presja, żeby wygrać. Leo Beenhakker jest takim trenerem, który idealnie potrafi pomóc zawodnikowi znaleźć równowagę. Chyba największą ma Mariusz Lewandowski. Fabiańskiemu np. jeszcze sporo brakuje.

Co jest lepsze dla drużyny i trenera - konflikt między rywalizującymi o miejsce bramkarzami jak między Jensem Lehmannem i Oliverem Kahnem przed ostatnim mundialem czy sielanka jak w polskiej kadrze? I postawa Jerzego Dudka, który zawsze wspierał swoich konkurentów, nawet jeśli zabierali mu miejsce w składzie?

- Każdy piłkarz chce grać, każdy ma ambicję. Ale najważniejsze zawsze jest dobro drużyny. OK, możesz, siedząc na ławce rezerwowych, myśleć sobie, że ty zagrałbyś mecz życia. Ale jeśli przez cały mecz modlisz się, żeby temu w bramce coś się stało, jest to chore. Jeśli bramkarz tak myśli, to znaczy, że trener popełnił błąd w selekcji. Tego gościa w ogóle nie powinno być w drużynie. Ambicja ambicją, ale kiedy zaczyna się turniej, konieczne jest wzajemne wsparcie.

Rywalizacja to nic złego. Jeśli między zawodnikami jest niewielka różnica, obaj czują presję. To trener musi zdecydować, kogo chce mieć w kadrze. Czy takich, którzy chcą się pozabijać, czy takich, którzy będą się wpierać w zdrowy sposób.

Niemcy remisują i drżą