Sport.pl

Kubica: Fajny wyścig w fajnym mieście

Robert Kubica wraca na tor, gdzie rok temu omal nie stracił życia. Czy wypadek w Montrealu zmienił cokolwiek w życiu kierowcy BMW Sauber? - Nie - odpowiada krótko Polak
Kubica nie boi się wspomnień z Kanady

Kubica: Moją karierą nikt nie steruje

Rok temu, dokładnie 10 czerwca, na 27. okrążeniu wyścigu o Grand Prix Kanady Kubica próbował wyprzedzić Jarno Trullego. Po wyjściu z zakrętu nr 9 Polak chciał minąć Włocha z lewej strony, ale widząc, że ten manewr się nie uda, szybko przesunął się na prawo. Doszło do kontaktu z toyotą Trullego, bolid Kubicy wpadł na tarkę oddzielającą asfalt od trawy, oderwał się od ziemi i sekundę później z prędkością 250 km/h uderzył w betonową ścianę.

BMW Polaka rozbiło się na tysiąc kawałków, ale ten najważniejszy, kokpit z kierowcą w środku, pozostał praktycznie nietknięty. Dzięki restrykcyjnym przepisom bezpieczeństwa, które muszą spełniać samochody F1, Kubica wyszedł z makabrycznej kraksy ze skręconą kostką.

Teraz musi odpowiadać na dziesiątki pytań, które najczęściej sprowadzają się do jednego: czy ten wypadek zmienił cokolwiek w jego podejściu do ekstremalnego sportu? - Nie - mówi Kubica. Jego spokój zaskakiwał już kilka dni po wypadku. - Nie ma racjonalnego wytłumaczenia tego, że nie złamałem nawet palca - mówił rok temu Kubica, znacząco spoglądając w niebo. - Zawdzięczam to komuś z góry. Połamać się można przecież, wchodząc po schodach. Ale my w Polsce mówimy: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Jeśli chciałbym żyć bezpiecznie, to zostałbym w domu, ale wtedy nie byłbym kierowcą wyścigowym - tłumaczył.

Teraz jak zwykle nie może się doczekać startu. - To wyjątkowy wyścig w bardzo fajnym mieście, a fani podchodzą do niego entuzjastycznie. Lubię tor w Montrealu, bo jest w nim dużo miejsc, w których musimy mocno hamować. Najważniejsze to utrzymywać dobrą linię jazdy i perfekcyjnie wyjeżdżać na prostą z wolnych zakrętów - tłumaczy Kubica. - Pomimo wypadku Montreal wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych torów.

Zeszłoroczny wyścig był spektakularny nie tylko ze względu na tą kraksę. Wydarzeniem było pierwsze zwycięstwo Lewisa Hamiltona w karierze. Była to wygrana, która ostatecznie potwierdziła apetyt Brytyjczyka na mistrzostwo. Apetyt ostatecznie niezaspokojony.

W Montrealu walczył też ówczesny partner Hamiltona z McLarena Fernando Alonso. Hiszpan zaatakował Brytyjczyka już na starcie, ale zepsuł przejazd przez pierwszy zakręt. Potem nie dołączył już do czołówki, a dwa okrążenia przed końcem został wyprzedzony na prostej start-meta przez Japończyka Takumę Sato ze słabego Super Aguri!

Drugie, czyli najlepsze miejsce w karierze, zajął rok temu w Montrealu partner Kubicy z BMW Sauber Nick Heidfeld. W tym sezonie Niemiec jeździ jednak dużo słabiej, szczególnie w kwalifikacjach. - Jestem dobrej myśli. Zająłem w Kanadzie trzecie miejsce w poprzednich kwalifikacjach, a teraz pracuję z inżynierami nad znalezieniem sposobu szybszego rozgrzewania opon - zapowiada Heidfeld.

Kubica przeciwny budowie toru wyścigowego w Polsce