Sport.pl

Gdyby Podolski został w Sośnicy, nie strzeliłby tych bramek

Wielkie poruszenie w dzielnicy Gliwic. Miejscowy chłopak strzelił dwa ważne gole na mistrzostwach Europy. Tylko dlaczego Lukas Podolski nie zagrał w reprezentacji Polski, ale przeciwko niej? - Gdyby tu został, pewnie nie byłby aż tak dobry, jak jest - przekonuje sąsiad babci Podolskiego.
23-letni Ślązak był najlepszym zawodnikiem rozegranego w Klagenfurcie meczu Polska - Niemcy. Napastnik Bayernu Monachium grał fantastycznie - dzięki jego dwóm bramkom Niemcy pewnie pokonali debiutujących na Euro Polaków. Kibicom w pamięć zapadły sceny, gdy Podolski zaraz po wbiciu gola Arturowi Borucowi - zamiast wpadać w szał radości - zachowywał kamienną twarz. - Mam przecież polskie serce - powtarzał od lat piłkarz.

Trzeba uwiązać psa

Ul. Reja w Sośnicy przeżywała w poniedziałek najazd mediów. Reporterzy telewizyjni z kolejnych stacji zjeżdżali tam od wczesnych godzin porannych, kręcili się dziennikarze kilku gazet, błyskały flesze fotoreporterów. Od kilkudziesięciu lat żyje tam Zofia Budzińska, babcia Podolskiego. Staruszka, która mieszka w niewielkiej kamienicy, ma dość rozgłosu. - Dajcie jej spokój, ona wam nie otworzy - młoda kobieta radzi dziennikarzom. Ma rację. 80-letnia pani Zofia nie otwiera drzwi, nie odpowiada na dzwonek domofonu. - To starsza, schorowana kobieta, trzeba ją zrozumieć. Nie chce rozmawiać, nie chce się pokazywać. Jeszcze jej kto potem okno wybije - tłumaczy jedna z sąsiadek.

Pierwsza bramka Podolskiego...


Na tej samej ulicy w następnej kamienicy mieszkają kolejni krewni Lukasa. Trafić łatwo. Zza firanki uchylonego okna na pierwszym piętrze widać ścianę pokoju, oklejoną niemal dokładnie plakatami i zdjęciami niemieckiego napastnika. Kolejne fotografie Podolskiego widzimy, wspinając się po starych drewnianych schodach. Otwiera kobieta w średnim wieku. To pani Halina Budzińska, ciotka Lukasa. - Z prasą nie rozmawiam. Babcia też z wami nie rozmawia. Aleście wysmażyli ten plakat z Beenhakkerem trzymającym odcięte głowy Niemców. To strasznie - wzdycha, a z głębi mieszkania słychać groźne ujadanie psa. Wyjaśniamy, że to nie "Gazeta", ale pewna bulwarówka. Po kilku minutach pani zgadza się na rozmowę. Najpierw jednak musi uwiązać psa.

W Górniku tylko wzdychają

- Lukas często do nas przyjeżdża. Po mistrzostwach pewnie znowu zajrzy - cieszy się pani Halina. - A mój mąż z synami pojechał na mecz. Wybierają się też na kolejne. Bilety właśnie od Lukasa mamy - zdradza. Cały dom oklejony plakatami Podolskiego - Lukas z kuzynami z Gliwic, Lukas ściska swego chrześniaka z Sośnicy, Lukas czule obejmuje wujka Wieśka, Lukas z Beckenbauerem, Lukas w akcji na polu karnym. Na wielu plakatach i zdjęciach dedykacje - dla Marka, dla Wieśka, dla Haliny.

Druga bramka Lukasa Podolskiego...


Pies groźnie ujada, aż ciarki przechodzą, bo zęby ma solidne. - Nie lubi obcych. Niech pan zgadnie, jak się nazywa - pyta rozbawiona pani Halina. - Nie wie pan? To łatwe. Nazywa się Demono. Jak Lukas tu przyjeżdża, to piesek jest łagodniutki jak baranek - zapewnia mnie.

Komu pani w niedzielę kibicowała? - Kibicuję Polakom i Lukasowi. Też bym wolała, żeby on grał dla Polski, ale niestety - rozkłada ręce. A jak sąsiedzi reagują? - Nie ma z tym problemów. Ludzie są w porządku - dodaje.

Były wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski zapowiedział po meczu, że chce, by Podolski (oraz inny "polski" Niemiec Miroslav Klose) stracili polskie obywatelstwa. Dla wielu osób wybór gry dla reprezentacji naszych sąsiadów to akt zdrady. Sośniczanie rozumieją jednak życiową decyzję Podolskiego. - Gdyby tu został, pewnie nie byłby aż tak dobry, jak jest - przekonuje pan Andrzej, sąsiad babci. Jego zdaniem "Poldi" to fajny chłopak. - Był tu kilka razy z dziewczyną. Fajnym samochodem przyjechał. Nie wywyższał się, normalny człowiek - mówi.

Jak potoczyłyby się losy Podolskiego, gdyby został w Polsce? Być może trafiłby do Górnika. Rok temu gościł na stadionie w Zabrzu i przyznał, że kibicuje śląskiemu klubowi. - Niestety, nie ma żadnych szans, aby Podolski u nas zagrał. To nie nasza półka finansowa. Ale może zaprosimy go na otwarcie naszego nowego stadionu? - zastanawia się Ryszard Szuster, prezes Górnika.