Sport.pl

Czym się różni kibic z Polski i z Holandii

W niedzielę polskim kibicom pozytywnych przyśpiewek zabrakło już po 30 minutach. Holendrzy nigdy nie zaśpiewają, co sądzą o swojej piłkarskiej federacji. Nie tylko dlatego, że w ich języku nie ma wulgarnego określenia stosunku płciowego.
Tak kibicują Polacy - zdjęcia

Tak kibicują Holendrzy - zdjęcia

"Holendrzy pomalowali Berno na pomarańczowo" - banalne określenie używane dziś w gazetach całego świata w niczym nie oddaje duszy holenderskiego kibica. Do przesady przyjaznej, otwartej i niebywale radosnej.

Kiedy w poniedziałek przechodziłem przez halę główną dworca w Bernie, ruchomymi schodami zjeżdżała pomarańczowa orkiestra. W sensie ścisłym. Z puzonami, trąbkami i bębnami, i wszystkimi innymi instrumentami potrzebnymi do kibicowania swojej drużynie. Wjazd Holendrów na kilkanaście minut zatrzymał cały dworzec. W rytm orkiestry tańczyli Włosi, Rumuni, Francuzi, a także spieszący się do domów Szwajcarzy. Gospodarze mistrzostw patrzyli z niedowierzaniem na nakrycia głowy pomarańczowych kibiców. Nieśmiało podrygiwali nawet policjanci, potrzebni na dworcu mniej więcej tak samo jak podczas uroczystości Bożego Ciała.

Po opanowaniu miasta Holendrzy zabrali się za stadion. Dokładniej ich mniejszość, bo do Berna przyjechało ich 40 tys. Ci bez biletów dopingowali na skwerach i placach w centrum miasta. Na stadionie, choć było ich tyle samo co Włochów, byli głośniejsi. Ciągle dopingowali "na tak".

W niedzielę na stadionie w Klagenfurcie, gdzie Polska grała z Niemcami, polskim kibicom przyśpiewek pozytywnych zabrakło już po 30 minutach. To wtedy pojawiło się wszechobecne na każdym stadionie, na którym siedzą Polacy, "j... PZPN". Później Lukasa Podolskiego zbluzgano od ch..., a wcześniej - w czasie niemieckiego hymnu - jedni gwizdali, inni klaskali. W Bernie holenderskie morze z szacunkiem się uciszyło, gdy Włosi śpiewali swój hymn.

Holendrów, mimo że przed startem turnieju mieli więcej kłopotów i dużo mniej nadziei od Polaków, na kibicowanie "na nie" nie byłoby stać. Nie dlatego, że w ich języku nie ma wulgarnego określenia dla stosunku płciowego. Oni inaczej rozumieją kibicowanie.

W przyśpiewkach Holendrów przez cały poniedziałek słowo "Italia" nie pojawiło się ani razu. - Włochami mają się zajmować Włosi, Holendrami Holendrzy. My chcemy ich tylko zaprosić do zabawy - powiedział mi jeden z pomarańczowych. Trzeźwy nie był, ale za to potulny jak baranek.

Polscy kibice "pożyczyli" piłkę Podolskiego


Tak jak reszta jego kolegów. Po meczu jedni i drudzy wracali w tych samych pociągach i autobusach. Berno, a nawet oddalona o ponad 100 km Bazylea uginały się od pomarańczowej radości. Ale przez cały czas było bezpiecznie, głośne śpiewy Holendrów przeszkadzały co najwyżej próbującym przespać się w pociągu dziennikarzom.

Zresztą po kilku chwilach Holendrom odebrało głos i sami poszli spać. W pociągu z Klagenfurtu do Wiednia, którym w niedzielę jechali Polacy, najpierw wypito wszystko, co nadawało się do wypicia, potem przyszedł czas na zapasy wzięte z Polski.

Kilka godzin wcześniej byłem świadkiem, gdy grupka podpitych Polaków zatrzymała samochód z rejestracją austriacką i krzyczała do kierowcy: "Auf Wiedersehen". Wracający ze mną Holendrzy o 3 nad ranem także zatrzymali samochód, taksówkę. Przepuścili do niej stojącą obok nich Francuzkę.

Wybierz miss trybun

Klubowi działacze pojechali na Euro

Mistrzostwa Europy w BetClick.com. Darmowa rejestracja, oferta bez ryzyka.
Sprawdź szczegóły tutaj - reklama