Sport.pl

Hiszpania - Szwecja 2:1: Villa znaczy zwycięstwo

David Villa znów bohaterem Hiszpanii. W 92. min zdobył zwycięską bramkę. Z czwórki wielkich napastników, którzy zagrali dziś w Innsbrucku, gola nie zdobył tylko Henrik Larsson.
Przed meczem Zbigniew Boniek przewidywał, że jeśli Fernando Torres nie strzeli Szwedom gola jego frustracja osiągnie stan w którym pokłóci się z kolegami. Po pierwszym meczu z Rosja miał konflikt tylko z trenerem, bo za wcześnie zdjął go z boiska. O tym konflikcie prasa hiszpańska pisała przede wszystkim od spotkania z Rosjanami. W końcu Torres wyjaśnił, że rzucił bluzą od dresu, bo był wściekły na siebie.

Przepowiednia Bońka była aktualna dokładnie kwadrans, gdy David Villa (hat-trick z Rosjanami) wycofał do Silvy, ten dośrodkował, a Torres uderzył piłkę wyciągniętą nogą jakby to nie był strzał tylko cios karate. Było 1:0 dla Hiszpanii, ale znów to nie Torres był bohaterem.

Pierwszy kwadrans był najlepszy dla Hiszpanii w całym meczu. Faworyt grał z polotem, długo trzymał piłkę: było miejsce na dryblingi i sztuczki techniczne. Po bramce Hiszpanie uznali jednak, że pora się cofnąć, wciągnąć Szwedów i skontrować. Piłkarze Lagerbaecka wciągnęli się jednak na połowę drużyny Aragonesa tak daleko, że niemal z niej nie schodzili. Hiszpanie nie potrafili już kontrolować wydarzeń. W 25. min na środku obrony kontuzjowanego Puyola zmienił Raul Albiol. Zlatan Ibrahimovic zaczął mieć więcej miejsca. Cofał się, rozgrywał z Larssonem, który mimo 37-lat zachował niemal wszystkie atuty. W 33. min prawy obrońca Stoor zacentrował piłkę w pole karne, Ibrahimovic ją przyjął, ograł Ramosa i strzelił z bliska do siatki. Casillas dotknął piłki, ale jej nie zatrzymał. W ten sposób Zlatan wygrał walkę z rywalem i kontuzją, bo miał nawet nie grać z powodu bólu w kolanie.



Stało się to co zwykle: kiedy Hiszpanie mają piłkę, atakują wyglądają jak kandydat na mistrza Europy, ale w defensywie popełniają kuriozalne błędy. Grają nerwowo, źle asekurują i tracą gole. Trzeba było znów grać atak pozycyjny. W 44. min Elmander wpadł na Silvę w polu karnym, ale arbiter nie dał jedenastki.

Hiszpanie wciąż musieli walczyć o zwycięstwo. Widzieli formę Holendrów i w ćwierćfinale na pewno woleliby się spotkać z kim innym. Tyle, że i ćwierćfinał nie był pewny.

W przerwie Ibrahimovica zmienił Rosenberg. Lagerbaeck uznał, że można bronić wyniku. Robili to bez problemu co zdenerwowała Aragonesa, który w 58. min zdjął graczy Barcelony Xaviego i Inestę a wprowadził Fabregasa i Santiego Cazorla. W 62. min Hiszpanie dokonali cudu, że gola nie zdobyli. Strzelał Villa, który przy próbie dobitki uderzył bramkarza kolanem w głowę, a potem Torres do opuszczonej bramki. Trafił w obrońcę.

Hiszpanie nacierali cały czas, w typowy dla siebie sposób, po trzech krótkich zagraniach w miejscu następowało kolejne niecelne. Wyglądali trochę jak pies kręcący się nerwowo wokół własnego ogona. Szwedzi grali jakby remis był dla nich sukcesem. Ale w 78. po rzucie wolnym omal nie zdobyli bramki. A potem znów 21 piłkarzy przesuwało się leniwie po szwedzkiej połowie bez najmniejszego efektu. Casillas marzł przyglądając się lenistwu Szwedów i nieporadności partnerów z bardzo daleka. Wreszcie w końcówce Hiszpanie odzyskali koncept na obronę rywala, aktywniejszy w ataku był Torres, ale gola zdobył Villa. I to w doliczonym czasie, gdy wydawało się, że nic się Szwedom nie stanie. Villa przejął długa piłkę ograł obrońcę i strzelił nad nogami bramkarza. Hiszpania spodziewała się najtrudniejszego meczu w grupie właśnie ze Szwedami. Może dlatego zagrała o klasę gorzej niż z Rosjanami.

Z czwórki wielkich napastników Torres, Villa, Ibrahimovic i Larsson tylko ten ostatni nie trafił do siatki. Wychodzi na to, że porażka Szwedów to jego wina. To oczywiście teza bardzo naciągana, bo Szwedom bardziej niż gra Larssona zaszkodziła strata Zlatana. Bez niego w ogóle przestali myśleć o zwycięstwie.

Torres po meczu powiedział: Niczego jeszcze nie jesteśmy pewni, bo jak gra się 90 minut i to, co sędzia doliczy tak w grupie nie rywalizuje się o 6 punktów, a o awans do ćwierćfinału. Dziś, gdybyśmy nie wierzyli, że gra się do końca, to uważalibyśmy, że mecz zakończył się remisem w 90. minucie, a tymczasem wygraliśmy.

Villa stwierdził natomiast: - Gdy znalazłem się sam na sam z bramkarzem, byłem pewny, że padnie gol.

Najlepszy napastnik mistrzostw (4 gole w czterech meczach) dodał: Mam nadzieję, że jutro mój pierwszy klub - Sporting Gijon - wywalczy awans do hiszpańskiej ekstraklasy.

Obu strzelców goli komplementował Fabregas: Fenomenalna jest ta nasza para napastników.